Drink Wild Grass!

Są na polskim rynku napoje o których niemal nikt nic nie wie… Jest Wostock z Niemiec, który ma w sobie ekstrakt z pora, jest fritz-kola lemoniadowa, kawowa czy ta z konkretnym kopem kofeinowym i jest też (spoiler!)… Wielu z nich nie próbowałem, ale poluję na nie za każdym razem gdy wyruszam w podróż po Polsce.

Sieć Carrefour zaskoczyła mnie po raz pierwszy. Nie cenami, nie produktami, nie obsługą, nie wystrojem, nie czystością, nie samoobsługowymi kasami.
Dziką Trawką – jakby to nie brzmiało, w  malutkiej i zdecydowanie za małej lodówce na tak ogromny sklep jakim jest Carrefour w CH Reduta w Warszawie dostrzegłem Dziką Trawę. Nie, nie chodzi o to, że coś tam wyrosło. Ktoś tam coś postawił. A tym czymś była butelka napoju Ale Ginger marki Wild Grass. Po niedługich poszukiwaniach odnalazłem również identyczną (z wyjątkiem etykiety) butelkę tego napoju o smaku Chai Cola.
Wild GrassWild Grass to młoda niczym kapusta na wiosnę marka na polskim rynku. Tak naprawdę (a może podobno?) wszystko zaczęło się na jednej z plaż Azji a rozwinęło na warszawskiej Ochocie, gdzie para podróżników dosypywała, dolewała i komponowała jak druid Panoramix, upłynniając swe pomysły do postaci szlachetnego, naturalnego napoju. Pierwszą zasadą było by używać jedynie naturalnych składników i według zapewnień jak i etykiet tylko takie znajdują się w tym co pijemy. Marka jest jak najbardziej proeko – butelki używane mogą być wielokrotnie a opakowania zbiorcze nie są laminowane i barwione na wszystkie kolory tęczy, papier z etykiet również nadaje się do recyklingu.

Po okresie rozlewania napoju, o trzech smakach do wyboru (jakiś czas temu były to cztery rodzaje, wraz z Mint Ti czyli miętowa, niesłodką, herbacianą oranżadą), na własną rękę markę na półki zdecydował się dystrybuować lubelski Herbapol i tak jej zasięg z kilku miast w Polsce wzrósł do terenu całego kraju dzięki wprowadzeniu jej do trzech bardzo dużych sieci (Makro, Carefour, frisco.pl).
Czy Wild Grass smakuje tak naturalnie jak trawka na którą przypadkowe zwierzątko wydaliło mocz czy może to prawdziwe, naturalne i orzeźwiające dobro zamknięte w butelce?
Ja się już przekonałem i za chwileczkę przekażę te informację Wam.

Z trzech dostępnych smaków udało mi się zdobyć dwa – skuteczność na poziomie 66.6(6)% na studiach dałaby trzy z plusem tutaj jest w miarę satysfakcjonująca, choć będę nadal poszukiwał Chai Mate o smaku pomarańczowej Yerba Mate bez wytchnienia by i ten smak przybliżyć Waszym gustom.
Napój z założenia ma być naturalny i orzeźwiający. Oczywiście zamknięto go w szklanej butelce. Orzeźwienie w butelce z tworzywa sztucznego? To chyba jakiś oksymoron.
Kolory etykiet są wyraziste, napisy czytelne a zdjęcia tam umieszczone wkomponowują się w konwencję napoju. Można też zaproponować własne zdjęcie na etykietę a gdy przypadnie ono do gustu producentom zostanie wprowadzone na naklejkę i będziemy mogli być z siebie dumni jak Amerykanie z bycia Amerykanami. Ja dodatkowo zamknąłem je w lodówce na kilka godzin by przyjęły temperaturę kilku stopni w skali Celsjusza.
Wild Grass IIJeżeli chodzi o sam smaki zacznę od Chai Cola, choć tak naprawdę zacząłem od Ale Ginger. Napój w szklanej, 330ml butelce zakapslowanej zwykłym orenżadowowzatrzydzieścigroszy kapslem z datą przydatności do spożycia na nim nadrukowaną, może zwieść nazwą. Sam kolor utwierdza nas jeszcze bardziej w przekonaniu, ze to na napój typu Cola, a jeżeli kogoś Cola orzeźwia to moim skromnym zdaniem ma coś nie tak z organizmem lub (co gorsza) nigdy nie pił czegoś naprawdę orzeźwiającego. Cola w rzeczywistości jest ciężka, słodka i nijak nie orzeźwia, nawet schłodzona, z dodatkiem cytryny i kilku kostek lodu. Colę pije się dlatego, że jest smaczna i pasuje do wielu smakołyków, ale nigdy nie piłem Coli by jedynie się orzeźwić. Wracając do naszego bohatera już to co napisane na etykiecie w znakomity sposób wyprowadza nas z błędu. Jest to napój gazowany o herbaciano-yerbamatowym smaku z dodatkiem orzeszków cola i roślin przyprawowych. Nie neguję tego, że w Coca-Coli również znajdują się orzeszki kola, ale nie wątpię też w to, że spełniają tam inną rolę.

Kapsel nie stawia żadnych oporów a butelka otwiera się z delikatnym sykiem, po czym na powierzchnię wypływa kilka bąbelków, szybko znikając i nie tworząc piany. Przez chwilę można by uznać, że ktoś w fabryce zakręcił kurek z gazem (pewnie Rosjanie) i napój wcale nie jest gazowany, ale już pierwszy łyk rozwiewa wszelkie wątpliwości – to jest gazowane, ale delikatnie. Zanim przeanalizuję smak, zajmę się zapachem. Jasnobrązowy napój, barwiony karmelem pachnie jak najlepszy, bożonarodzeniowy kompot z suszu babci Janinki, można w nim wyczuć nutę śliwki, dymu wędzarniczego oraz cynamonu (ale namieszałaś, babciu!).
Jak wspomniałem wyżej napój jest lekko gazowany, ale to dodaje mu uroku i wyrazistości, a nie spłaszcza i psuje wszystko jak w Cisowiance Lekko Gazowanej. Gdyby ktoś pomyślał, że brakuje mu wyrazistości przez brak chemicznego posmaku – myli się. Smak jest bardzo wyraźny, a dominuje w nim ekstrakt herbaciany i Yerba Mate. Baardzo naturalne. Może i te dwa aromaty są mocne jak Karpackie SuperMocne, ale wcale nie ustępują im nuty cynamonu oraz orzeszków koli. Cynamon nie jest diabelsko intensywny, ale na tyle mocny by niemal dominować, aczkolwiek ciężko mi zdecydować, która nuta tak naprawdę wybija się ponad inne, bo mimo, że wszystkie z nich są odpowiednio wyczuwalne to też na tyle zbalansowane by żadna nie górowała nad innymi. Wyczuwam również delikatną nutę kardamonu i może innych przypraw, ale ciężko określić jakich.

Ale Ginger raczy nas tą samą butelką lecz innym kolorem etykiety (zamiast odcienia mazutu mamy niemal Barbie róż) i samego napoju, który przypomina barwę bardzo rozwodnionego piwa. Jak najbardziej bezalkoholowy napój otwiera się podobnie łatwo do jego ciemniejszego kolegi, ale tym razem syk jest wyraźniejszy a na powierzchni tworzy się niewielkiej wysokości bąbelkowa pianka.
Zapach jest dużo mniej intensywny – pachnie raczej wyłącznie rozmytym imbirem. Bardziej jest to odwzorowanie zapachu korzenia niż sproszkowanego imbiru, który wsypano do torebki z napisem Kamis. Pierwszy łyk tej wytrawnej oranżady imbirowej, w której nie ma zbyt wielu składników oddaje to co czujemy przy każdym kolejnym pociągnięciu z butelki (picie tego ze szklanki zamiast zaparowanej, chłodnej butelki? Nie, dzięki), jest to coś zahaczonego pomiędzy delikatnie kwaśne i cierpkie cytrusy (czy może samą cytrynę?) a imbir. Dosyć mocno gazowane, ale w niczym to nie przeszkadza, pije się to lekko i z uśmiechem na twarzy jak po ustrzeleniu czwórki w Lotto. Całość smaku jest delikatnie rozmyta co znakomicie trafiło w moje gusta.

Przechodząc do samego orzeźwienia tymi naturalnymi aromatami i ekstraktami należy wspomnieć o mojej definicji orzeźwienia w butelce. Przede wszystkim napój nie może być słodki, ciężki, powinien być lekko cierpki, kwaśny, wyrazisty i pobudzać (np. zawartością kofeiny). Orzeźwienie to nie tylko picie czegoś chłodnego (sama zimna woda nas nie orzeźwi tak do końca) i nie tylko czegoś kofeinowego (orzeźwiająca kawa? no way!). Orzeźwienie to nie tylko zaspokojenie pragnienia, ale też uczucie odświeżenia, pobudzenia to coś czego potrzebujemy na kacu w upalny dzień czy podczas ciężkiego dnia pracy w hucie (nie mam pojęcia jak często zdarza się Wam to drugie, ale mnie rzadko).
Czy Wild Grass wpasowuje się w tę definicję?
Jak najbardziej. Może Chai Cola jest nieco cięższa i bardziej słodka a przez swoje zestawienie kompozycji z nietypowych aromatów nie każdemu podejdzie, ale jest jak najbardziej orzeźwiająca i smaczna. Ale Ginger to już najwyższa półka orzeźwienia i całkiem świeże, dużo mniej słodkie spojrzenie na amerykański pierwowzór jakim jest oranżada Ginger Ale. Delikatny, wytrawny, lekko cierpki smak cytrusów i imbiru powinien trafić w gusta większości. Chłodzi lepiej niż zimny prysznic a zawartość ekstraktu korzenia imbiru pobudza na tyle by poczuć się znów lekko i świeżo w upalny dzień.

Czy spodziewałbym się, że w Polsce może powstać taka świeża i niebanalna linia napojów, która naprawdę jest naturalna, a nie oszukuje nas z poziomu etykiety a we wnętrzu odkrywamy to obrzydliwe, słodzone białymi granulkami (tak zwany słodzik) kłamstwo?
Szczerze mówiąc: nie.
Polecam jak najbardziej: Chai Cola by spróbować i może się przekonać lub polubić a Ale Ginger by się w nim zakochać. Naturalnie gdy tylko dopadnę buteleczkę Chai Mate od razu napiszę o nim parę słów a tak zostawiam Was z tym upłynnionym dobrem natury i zachęcam do skosztowania, bo lato zbliża się nieubłaganie.

Reklamy

3 thoughts on “Drink Wild Grass!

  1. Witam serdecznie,
    Jestem tatą Wild Grass:-) Chciałem tylko donieść i sprostować, że firma Herbapol nie przejęła naszej firmy. Nie planujemy ani nie planowaliśmy komukolwiek oddawać czy sprzedawać naszej marki. Wild Grass jest nasz (to znaczy mój i Małgosi) i tak pozostanie. Herbapol zdecydował się na wprowadzenie naszego produktu na sklepowe półki i nie ma w tym żadnej tajemnicy, a jedynie obustronne korzyści.
    Serdecznie pozdrawiam
    Michał Borecki

    • Jeszcze chciałem dodać, że bardzo nam miło, że napoje smakowały. Być może już niedługo postaramy się wprowadzić na rynek ChaiKolę w innym opakowaniu, które pozwoli nam na obniżenie ceny i znacznie szerszą dystrybucję. Mam nadzieję, że samodzielną, bo tedy ręka na pulsie.
      Jeszcze raz pozdrawiam
      MB

    • Rozumiem 🙂 Tekst ma na celu głównie ocenę napojów a jeżeli chodzi o informacje ogólne pozyskiwałem je z ogólnodostępnych źródeł i może stąd ta nieścisłość 🙂 Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów oraz nowych, równie udanych produktów! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s