The B.O.S.S (pol. S.Z.E.F)

Big Original Sanders Sandwich czyli Duża, Oryginalna Kanapka Pułkownika Sandersa – tak brzmi jej pełna nazwa.
W polskiej części sieci Kentucky Fried Chicken kanapka przybliżana jest klientom za pomocą hasła: Szef wszystkich kanapek!

Z której strony by na to nie patrzeć była to kolejna szansa dla KFC na pełną rehabilitację po udanej jak występ Joanny Moro w Opolu kanapce Rocker i nieco bardziej udanych ITwistach (nie mylić z produktami marki Apple). Ostatnimi czasy za jedyny sukces tej sieci uznaję siedmiotygodniowy pobyt wręcz legendarnego Qurrito na rynku.
Amerykańska sieć, specjalizująca się w daniach drobiowych a głównie panierowanych częściach kurczaka, w mojej opinii od jakiegoś czasu przeżywa kryzys nie mniejszy niż grecka gospodarka – dlatego każdą wzmiankę o nowościach i promocjach w KFC traktuję bardzo poważnie, staram się od razu przetestować nowe produkty i dać im po prostu szanse, której (tak na marginesie) zazwyczaj nie wykorzystują.

Tym razem wartości kaloryczne można poznać już dzień po premierze produktu, na polskiej witrynie internetowej KFC, choć nadal czekam na odpowiedź mailową w tej sprawie. W punkcie KFC przy ulicy Grzecznarowskiego w Radomiu, w centrum handlowym M1 nie uzyskałem żadnej informacji na ten temat. Niezmiernie mnie to dziwi, bo nie wyobrażam sobie żeby tak duża sieć wprowadzała do swych punktów nowy produkt a pracownicy nie potrafili podać choćby ilości kalorii w nim zawartych – to jak chcieć kupić samochód, przejść się do salonu dealera a sprzedawca informuje nas, że to nowy model i nie ma pojęcia jaką pojemność ma silnik…

Odbiegając od tych dygresji wspomnę iż mamy spory wybór opcji zamówienia kanapki The B.O.S.S a wśród nich:
Kanapka The B.O.S.S (765kcal) -11.95zł
Kanapka Junior B.O.S.S (404kcal) -6.50zł
Zestaw Junior B.O.S.S czyli małe frytki, dolewka i sama kanapka -10.95zł
Zestaw The B.O.S.S czyli duże frytki, dolewka i kanapka -17.95zł
Box Junior B.O.S.S: pięć sztuk Hot Wings, dolewka, małe frytki, kanapka -19.95zł
Box The B.O.S.S: pięć razy Hot Wings, dolewka, duże frytki, kanapka -25.00zł

Dopłacać kilkanaście złotych za frytki, napój i pięć fragmentów skrzydełek drobiowych w panierce to nie w moim stylu, więc na stole wylądował: The B.O.S.S, Junior B.O.S.S, Grander Texas, duże frytki i Wielka Dolewka (której wielkość głównie zależy od pojemności pęcherza spożywającego oraz długości pobytu w danym lokalu).
Towarzyszka spożywania tymczasowo zajęła się kanapką Grander Texas, więc miałem nieco czasu by poświęcić go obu wersjom S.Z.E.F-a. Na początek zaserwuję Wam, drodzy Czytelnicy, porównanie gabarytów mojej ulubionej pozycji w ofercie sieci KFC i tych dwóch nowości.VLUU L200  / Samsung L200

Jak widać kanapki z serii B.O.S.S pakowane są standardowo w papier z dedykowanym pod nie nadrukiem. Obie w konkursie szerokości mogą co najwyżej pucować buty Granderowi a i wysokość The B.O.S.S niewiele przewyższa wysokość kanapki Grander Texas, która przecież w tej kategorii jest raczej Arturem Barcisiem niż Wiktorem Zborowskim.
Powiedzmy sobie szczerze – materiały marketingowe McDonald’s czy Burger King nigdy nie będą tak przesadne jak te z KFC. Nie mam pojęcia co marketingowcy tej marki chcą przez to osiągnąć, ale taką taktyką nie ugrają nigdy więcej niż kilka złośliwych komentarzy na fanpage’u na Facebooku. A kto wierzy, że zdjęcie na stronie internetowej czy planszach w punktach KFC odzwierciedla to co dostanie naprawdę to ma w sobie tyle wiary co Marta Wierzbicka mówiąca, że rozbierane zdjęcia otwierają nowe możliwości.
W sumie lepsze to niż więcej predyspozycji.
Po krótkim rekonesansie przyszedł czas na bezproblemowe odwinięcie papierka i odkrycie jednej z tajemnic tamtego wieczoru – oto przede mną i Wami, Junior B.O.S.S:VLUU L200  / Samsung L200

Kanapka opisywana jest na stronie internetowej KFC takim słowami: Nie podołasz wielkiemu B.O.S.S’owi? Spróbuj swoich sił na nieco mniejszej wersji największej kanapki w menu KFC. B.O.S.S. Junior to aromatyczny piklowany kurczak w łagodnej panierce, chrupiąca sałata, czerwona cebulka i plasterki ogórka w puszystej sezamowej bułce.
Zgodnie z niegdyś przyjętym a następnie porzuconym standardem przeanalizuję kanapkę, podpierając się opisem producenta.
Od samego początku: to aż śmieszne by zadawać takie pytanie na początku – sądzę, że z kanapką The B.O.S.S spokojnie poradził sobie dwunastolatek a co dopiero zdrowa osoba w sile wieku? Ale o tym nieco niżej.
Idąc dalej: albo ja nie jestem tu w stanie czegoś zrozumieć z powodu zbyt małej wiedzy (ratujcie, drodzy Czytelnicy o ile tak jest), ale piklowanie to według źródeł, proces garbarski. W mojej opinii, ktoś tu się chyba pomylił jak Doda skacząca na jednym z ostatnich koncertów w objęcia swych fanów, bo ten kurczak powinien być peklowany.
Łagodna panierka rzeczywiście nie jest ani trochę pikantna, za to nieco zbyt słona i właściwie pozbawiona większej ilości nut smakowych. Pod tym chrupiącym i właściwie nie nasiąkniętym olejem poszyciem kryje się soczysty i bardzo dobrze przygotowany (prawdopodobnie) filet z piersi kurczaka – nie jest on ani trochę suchy i w każdym miejscu świetnie usmażony, gdyby nie panierka, której brakuje wyrazu bardziej niż graczom w Scrabble to byłby to zdecydowany atut kanapki.VLUU L200  / Samsung L200Kolejno poruszamy kwestię ogródkową czy też warzywną – jak kto woli.
Sekcja warzyw, jak na tak małą kanapkę jest nad wyraz urodzajna i muszę przyznać iż znajdują się w niej warzywa, które uważam za jedne z najlepszych dodatków do burgerów (choć tu oczywiście mamy do czynienia nie z burgerem a kanapką – mięso nie równa się mięso, ale to już kwestia nomenklatury) czyli czerwoną cebulę i pikle (może stąd to piklowanie?). Dodatkowo mamy tu sałatę, pokrojoną w strzępki.
Warzywa jakościowo jak najbardziej do przyjęcia, wszystko trzy naprawdę chrupiące i świeże jak poranna bryza. Cebula mogłaby być odrobinę bardziej ostra, ale przecież nikt tego nie wyreguluje w procesie dojrzewania. Pikle smakują jak zwykłe ogórki konserwowe z piwnicy Babci Janinki a sałata ma bardzo przyjemny i zaskakująco intensywny smak.
Puszysta bułka to standard wśród sieciówek – lekko posypana sezamem, miękka, aromatyczna, ale tym razem mało konkretna porcja pieczywka daje sobie spokojnie radę z utrzymanie tego co znajduje się w jej wnętrzu.VLUU L200  / Samsung L200Sos o którym nikt nic nie wspomniał smakuje jak słoik majonezu i garść słodkiej papryki w proszku – właściwie tak też wygląda. Z dosyć rzadkiej, białej masy majonezowej przebijają czerwone kropeczki papryki.
Jako całość kanapka to smak sezamowej bułki, kotleta z fileta z piersi kurczaka, takiego jak u Babci Janinki w niedzielę – mdłego sosu, który niestety Juniorowi odbiera mocy a dodaje kalorii i przede wszystkim octowo-gorczycowy posmak pikli, bo w sumie ta nuta, wraz ze zbyt słoną panierką wysuwa się na czoło tej kompozycji.

Uwaga! Nadchodzi szef wszystkich szefów.Tak wielkiej kanapki jeszcze w KFC nie było. B.O.S.S. to chrupiąca sałata, czerwona cebulka, plasterki ogórka, aromatyczny ser cheddar i dużo… bardzo dużo marynowanego kurczaka w łagodnej chrupiącej panierce.
Nie mam pojęcia czy marketingowcy KFC słowem Uwaga! chcą nas zachęcić do spożycia czy może przed nim przestrzec?
Szef wszystkich szefów, po odwinięciu go z dedykowanego papierka w kolorze drewniano-brązowym oraz ze stylizowanym napisem nań okazuje się co najwyżej szefem centrali gazowej w Zamościu.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Trzystopniowe dozowanie bułki bardzo przypomina klasykę McDonald’s czyli BigMaca, ale tu sprawdza się o wiele gorzej – o ile środkowa część spełnia swe zadanie w stabilnym podtrzymywaniu całości to już górna i dolna część są zbyt cienkie by oprzeć się pokusie przeciekania pod wpływem sporych ilości sosu, które jest identyczną, mdłą mieszaniną majonezu i sproszkowanej papryki – niestety, więcej polotu posiada Bronisław Komorowski w swych wypowiedziach niż znalazłem w kompozycji tego dressingu.
Warzywa podobnie jak wyżej – nic się nie zmieniło, bo przecież to ta sama dostawa.
Kwestia ilości kurczaka, którą w opisie poruszają marketingowcy to oczywiście czysty subiektywizm – mam nadzieję, że gdy rozmawiają o innych rozmiarach to już tak nie przesadzają – mogliby tym sprawić zawód nie tylko innym, ale też sobie.VLUU L200  / Samsung L200W mojej opinii ilość kurczaka, który być może był marynowany, jest zadowalająca, ale też nie porywająca – ot taki jeden kotlet z filetu z piersi Babci Janinki (o którym już wspominałem, uważny Czytelniku) bywa większy. Cheddar, szczerze mówiąc, wnosi do tej kanapki dużo więcej niż się spodziewałem. Sądziłem, że jeden marny plasterek zginie wśród nijakiego sosu i plastrów ogórka konserwowego, ale tak nie było – dosyć mocno wybijał się w smaku, choć czuć było, że jest to jedynie jego łabędzi śpiew. Może gdyby w dolnej części znajdował się jeszcze jeden plasterek ser dopełniłby kompozycję znacznie skuteczniej? Nie mnie to oceniać, póki nie spróbuję.
A propos ułożenia – składniki są ułożone na górze odwrotnie do tych na dole, co sprawia, że dolna część bułki wręcz rozpada się w trakcie jedzenia. Kanapka nie jest tak wysoka bym miał problemy z ugryzieniem na całej jej wysokości nawet przy pierwszym kęsie.
Ogół standardowej wersji kanapki The B.O.S.S to głównie posmak octu z ogórków konserwowych, mdląca nuta majonezowego sosu, a w dalszej części chrupiąca lecz mało aromatyczna partia drobiowa i lekko przebijająca się, ale nie mogąca rozwinąć skrzydeł nuta sera Cheddar – może oprócz tej ostatniej mamy po prostu do czynienia z tą samą, choć dużo mniej stabilną i większą kanapką co w opcji Junior. Nie różnią się znacząco jeżeli chodzi o doznania smakowe. Choć w samej niestabilnej strukturze kanapki, połączonej z soczystością kurczaka odnajdowałem duża przyjemność podczas kolejnych kęsów.

Pepsi z dozownika odpowiednio, chłodna i intensywna w smaku – dozowanie lodu bez zarzutów. Kubełek wypełniony niesolonymi frytkami, które posiadają dużo większy powierzchniowo przekrój niże te z McDonald’s czy nowe z Burger Kinga są chrupiące, smaczne, posiadające odpowiednią ilość skrobi, choć może czasem zbyt suche – jako dodatek sprawdził się doskonale – polecam.VLUU L200  / Samsung L200

W podsumowaniu przytoczę może takie oto powiedzenie: z pustego to i Salomon nie naleje.
Cóż poradzić jeżeli ktoś sądzi, że w dobie ciągle powstających punktów sprzedaży burgerów (czy to foodtrucki wszelkiej maści czy burgerownie w lokalach) zawojuje kubki smakowe swoich klientów sznyclem z piersi kurczaka, majonezem i warzywami?
To nie ten kierunek w mojej opinii – The B.O.S.S nigdy nie będzie szefem kanapek, choćby w KFC, bo nawet nie jest w stanie gonić Grandera (chyba, że w kwestii kosztów) a co dopiero go dogonić.
Jest to raczej zwykły pracownik w dyrektorskim przebraniu w postaci ładnej otoczki marketingowej – do prawdziwego rządzenia i dzielenia wiele mu brakuje.

Come to Daddy.

Z nazwą Big Daddy używaną w sieci KFC w Wielkiej Brytanii by określić jeden z burgerów bezsprzecznie kojarzy mi się jedynie kawałek Come to Daddy w wykonaniu brytyjskiego producenta, dj’a, wykonawcy, piosenkarza, muzyka, multiinstrumentalisty o niewiele znaczącym pseudonimie Aphex Twin. W teledysku tytułowy tatuś nie wyglądał ani przyjemnie ani zachęcająco – miałem nadzieję, że ten Duży Tatuś którego wybrałem w boxie da mi dostęp do przyjemniejszych doświadczeń.

Całe pudło (ang. box), kosztowało mnie 5.99£ w punkcie KFC, znajdującym się na trzecim poziomie galerii West Quay w Southampton co jak na jego zawartość zaprezentowaną na oficjalnej stronie internetowej brytyjskiego KFC wydaje się niezbyt dużym wydatkiem. To co znajdziemy w środku wnętrza tekturowego pudełka to: przede wszystkim sam burger, kawałek kurczaka w niepowtarzalnej jak kod DNA panierce, coś do wyboru z menu dodatków (w moim przypadku słodka kukurydza, w przypadku towarzysza spożywania fasolka w sosie), duża porcja frytek i duży napój.

Zacznę od obalenia mitów, które nieostrożni marketingowcy mogli wprowadzić do opisu. The toasted sesame bun barely contains the whole chicken breast fillet, hash brown, bacon and slice of cheese. You’ll also find Daddies Ketchup and our signature mayonnaise in there too. There’s more. How about a piece of Original Recipe Chicken and a side to go with it? Naturally this meal is served with large fries and drink. Question is, can you handle it? Bułka zdecydowanie tostowana i rzeczywiście ciężko jej domknąć składniki gdyż jest po prostu za mała jak rurki w rozmiarze 30 zabrane do przymierzalni przez Wojciecha Manna. W środku panierowana pierś – rzeczywiście konkretny filet mający tyle wspólnego z maszynką do mielenia mięsa co ostatnio polscy siatkarze ze smakiem zwycięstwa. Placek ziemniaczany w takim burgerze to jak jedzenie kanapki z ziemniakami – czy dobry pomysł? Za chwilkę o tym wspomnę. Bekon, plasterek sera, sałata, pomidor pokrojony w kostkę uzupełniają sukces w tworzeniu kanapki w której jest wszystkoKetchup Tatusia to po prostu zwykły ketchup z KFC a co do oryginalnego sosu majonezowego – no cóż? To tak jakby się pochwalić, że ma się problem z erekcją na pierwszej randce.VLUU L200  / Samsung L200 VLUU L200  / Samsung L200Zabierzmy się jednak do rzeczy po kolei jak nasze Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Wodnej zrobiło to w sprawie Pendolino. Bułka to mniejsza wersja dostępnej tej w polskiej ofercie KFC w kanapce Grander (Texas) – przyjemne, niekoniecznie lekkie, miękkie, dosyć puszyste i słabo odkształcalne pieczywo o niezbyt intensywnym smaku i delikatnym aromacie sezamu, którym jest posypane. Warzywa zagubiły się w całości jak pasażerowie pewnego lotu numer 815. Przytłoczone resztą składników małe ilości pomidora i raczej standardowe sałaty nie nadały nawet troszeczkę posmaku ogółowi. Placek ziemniaczany od początku wydawał mi się pewnym ukłonem w stronę Brytyjczyków, ale też pomysłem na granicy majstersztyku i katastrofy – po spróbowaniu całości właściwie na tej granicy pozostał – wyraźnie wyczuwalne kartoflane grudki, interesujący cebulowy posmak pod dosyć tłustą, cienką, chrupiącą warstwą wierzchnią. Mógł on być dla mnie zarówno pasującym tu jak klocki w Tetris składnikiem, ale równie dobrze mógłbym go wyrzucić tak brutalnie jak Hankę Mostowiak z serialu M jak Miłość emitowanego na TVP2 (aktualnie jeszcze powtórki) wyrzuciła Pani Łepkowska i niewiele na tym stracić. Kolejnym składnikiem jest bekon – dosyć dobrze wysmażony, tłuściutki, ale pozbawiony charakterystycznego aromatu wędzenia a w pewnym sensie i smaku – taki poniekąd wykastrowany. Ser to standard – żółty plaster jego topionej wersji, bardzo ładnie roztopiony między bekonem a filetem z piersi kurczaka. Jako dodatek sprawdził się dosyć dobrze – jako coś co miałoby zmienić Świat – nie polecam. Niemal na zakończenie najważniejsza część całości: filet z piersi kurczaka w ich panierce – dosyć soczysty, choć tego przymiotu nieco mu brakuje, nieźle doprawiony, choć to raczej standard i niczego gorszego ani lepszego się nie spodziewałem – delikatnie pikantny, ale przede wszystkim smaczny, wystarczająco kruchy i konkretny. Rzeczywiście – filet, który wylądował w mojej kanapce miał dosyć pokaźne rozmiary – o ile każdy filet w każdej kanapce Big Daddy ma gabarytu pokroju mojego to choćby dla niego warto tę kanapkę kupić i tylko wtedy Tatuś może uważać się za Dużego Tatusia. I na koniec sosy czyli strona burgera tak ciemna jak ta na którą przeszedł swego czasu Anakin Skywalker. Jeżeli ktoś pracujący w sieci KFC sądzi, że zmiana nazwy ketchupu z Ketchup na Daddies Ketchup jest w stanie zmienić cokolwiek w smaku tego dodatku to może powinien postarać się o próby takiego magicznego przeistaczania w domowym zaciszu a nie na polu walki o klienta. Gwoździem niesmaku okazał się jednak sos majonezowy, który z majonezem ma tyle wspólnego, że majonez w nim po prostu jest – postarano się jednak by nim on nie smakował, dodając tony pieprzu, które skutecznie zagłuszają mdlący i ciężki smak majonezu nadając mu całkiem nowy, pieprzny wymiar.VLUU L200  / Samsung L200 Jako ogół to burger, który wywołuje we mnie niejednoznaczne odczucia – z jednej strony lubię kanapki w których jest dużo konkretów a przecież cały ten box to 1495kcal (sam Big Daddy 655kcal) a z drugiej strony jest w niej tyle średnio pasujących do siebie składników, że nie wiem co powiedzieć. Z jednej strony mi smakowała a z drugiej nie, z jednej się najadłem a z drugiej odszedłem niezaspokojony – nawet teraz, dwie doby po spożyciu tej kanapki nie jestem w stanie zdecydować czy jestem po jednej czy drugiej stronie barykady. Smacznie przede wszystkim wypada dorodny kawałek piersi z kurczaka, bułka i ser – za to placek ziemniaczany i boczek totalnie tu nie pasują. Sosy raczej sytuację pogarszają, choć na szczęście nie są zbyt dobrze wyczuwalne w całości.

Kontynuując wyprawę po Big Daddy Meal Box zatrzymam się przy frytkach – dużo cieńszych niż te w Polsce, bardziej rozmoczonych i niestety mniej smacznych i chrupiących. Napój to Pepsi, niestety dużo gorszej jakości niż ta u nas – bardziej rozwodniona, z ilością lodu, z którą mógłby sobie poradzić jedynie sporych rozmiarów lodołamacz (nie zdarzyło się to po raz pierwszy) – niezbyt chłodna co jeszcze pogarszało sprawę z lodem. Kawałek kurczaka to dolna część piersi, zawierająca kawałek kości i chrząstkę zapakowana w panierkę KFC – odpowiednio przygotowane, przyprawione i zaskakująco soczyste mięso smakowało podobnie jak każdy kawałek Kentucky, który można kupić również w naszym kraju. Dwa dodatki, które spożyłem to, jak wspomniałem wyżej, uważny Czytelniku BBQ Beans i Sweet Corn – oba gorące, ale całkiem odmienne w smaku. Kukurydza to po prostu kawałek kolby tego warzywa, odpowiednio przygotowany, podany na szaszłykowym patyku, zapakowany w folię. Wgryzając się w nią czujemy przyjemne, słodkawe, strączkowe wnętrze, ale też to, że brak masełka czy jakiegoś innego dodatku, który mógłby podbić ten smak na wyższy poziom. Fasolka jest bardzo smaczna, choć sos przypomina niezbyt treściwą zupę pomidorową to cały dodatek smakuje jak niezbyt wysokich lotów, wegetariańska wersja fasolki po bretońsku Babci Janinki – zdecydowanie smaczniejsza niż kukurydza.VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200Podsumowując: smak kanapki jestem w stanie określić tak jednoznacznie jak moje stanowisko w sprawie globalnego ocieplenia, więc ostateczną ocenę pozostawiam Tobie, drogi Czytelniku. Co do całego boxa – zestaw jest naprawdę konkretny a za tę cenę bardzo chętnie spożyję go jeszcze nieraz. Kanapka o sile rażenia kaloriami jak bomby napalmowe, duże frytki, duży napój (do których niestety mam pewne zastrzeżenia), kawałek smacznego kurczaka Kentucky i dodatek z których BBQ Beans i Sweet Corn wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
O tak, całego boxa mogę jak najbardziej polecić – tym bardziej, że te niemal 1500kcal powinno Was bez problemu zasycić.

Doładowany?

Korzystając z prawdopodobnie niekrótkiego pobytu w UK zajrzałem do punktu KFC, oferującego dania w Drive Thru, który znajduje się na ulicy Farnham Road w Slough, całkiem niedaleko Londynu.
Słyszałem kiedyś, że w mieście mnóstwa Polaków, Pakistańczyków i niemal zerowej populacji Anglików nawet rosół musi być z curry. Coś w tym jest, mało osób odwiedza tu McDonald’s, KFC czy Burger Kinga, mimo tego, że punkty tych sieci funkcjonują już od kilku lat. Rządzą tu lokalne punkty szybkiej obsługi serwujące pakistańskie sosy z baraniną i kurczakiem, samosy czyli coś na kształt muzułmańskich pierogów, shishkebaby, ugrzecznione hamburgery czy ćwierćfunciaki. Jest też kilka restauracji gdzie można zjeść standardowe jak schabowy z kapustą dania polskiej kuchni.

Wracając do samego KFC – lokal jest tak duży jak porcje pożywienia na pokładzie samolotów linii LOT. Za kasą sami Pakistańczycy, za punktem odbioru zamówień sami Pakistańczycy, w kuchni sami Pakistańczycy – nawet gdyby kierownictwo KFC miało taki zamiar to w tej restauracji wieprzowiny nikt nigdy nie da rady wprowadzić, bo wiązałoby się to z wymianą całej załogi.
Zapomnijcie o dolewce – pół litra napoju do zestawu i ani kropli więcej. Nie rozeznałem się do końca w menu, ale moje zwiady wystarczyły na zorientowanie się, że jest ono całkiem inne niż u nas. Zestawy, kubełki – wszystko wygląda tak podobnie jak Cezary Żak i Artur Barciś.
Po namyśle długim jak Hubba Bubba w rolce wybrałem kanapkę (burgera?) o nazwie Supercharger – wydawała się to być standardowa pozycja w menu: sezamowa bułka, podobna nieco do tych w Subwayu, dwa kawałki kurczaka w panierce, ser na kształt cheddara, majonez, sos i sałata.
SuperchargerSupercharger opisany jest na oficjalnej, brytyjskiej stronie KFC w ten sposób: Two mini breast fillets, a tangy sauce, lettuce and cheese all together on a 7 inch toasted sub.
Pierwszy raz nikt mnie nie oszukał – wystarczyło słowo mini by objawić mi prawdę o tych kawałkach piersi kurczaka rodem z Chikkera dostępnego w McDonald’s. Małe i nieforemne. Do tego soczyste, ale niesmaczne. Głównie powoduje to panierka, którą ktoś zbyt długo przetrzymał w rozgrzanym tłuszczu – jednym słowem spalona. Ciemnopomarańczowy sos z drobinkami czerwonych papryczek czy czegoś co ma je imitować przypomina bardzo kompozycję ChilliCheese, którą ostatnio miałem okazję się raczyć w punktach sieci Burger King przy degustacji Long ChilliCheese. Sos w kanapce Supercharger właściwie jest tak tangy jak Hanna Gronkiewicz-Waltz chętna do wydawania pieniędzy z kasy miasta na metro. W mojej opinii to bardziej kwaśno-ostra kompozycja, która zagłusza smak reszty składników…
Właściwie to co miałoby się tam wybijać?
Nieroztopiony ser, który wygląda tak dobrze jak Weronika Rosati bez makijażu? 7-calowa bułka, która swym delikatnym smakiem i mikrą objętością niczego nie zdominuje mimo, że jest miękka i posiada bardzo mi odpowiadającym sezamowo-maślanym aromat? Sałata, której ilość jak i chrupkość balansuje na poziomie otwartej tydzień temu 28g paczki chipsów Lay’s? Majonez, który jest po prostu majonezem?
Po raz kolejny potwierdziło się, że serwis w KFC, nawet bez presji (kolejka była tak długa jak film krótkometrażowy) nie potrafi odpowiednio złożyć kanapki – nie mam pojęcia z czego to wynika, ale znów otrzymałem produkt z tak ułożonymi składnikami jak gdyby ktoś puścił Ona Tańczy dla Mnie na kuchni i wszyscy zaczęli pracować jednocześnie pląsając. Sałata była wszędzie, sos uciekał z kanapki a mięso kurczaka było na krawędzi jak Sylvester Stallone.
Supercharger IIZawinięta w czarny jak zużyty olej silnikowy papierek kanapka dostarcza nam za niecałe 5.00£, 675kcal – przynajmniej według oficjalnej rozpiski KFC, bo w mojej opinii tyle kalorii w tej kanapce nigdy nie było i nie będzie.

Podsumowując kanapka jest odpowiednio choć prosto zestawiona. Nigdy w takich kompozycjach nie brakowało mi fajerwerków w postaci Jalapeno, anchois czy sera pleśniowego. Wystarczy bułka, konkretna ilość mięsa, kilka warzyw i sosy.
W tym przypadku się to jednak nie sprawdziło – bułka, choć nieco płaska jest odpowiednio smaczna i sycąca. Sałata miernej jakości, majonez występuje tu chyba jedynie w niekoniecznej roli zmiękczacza. Całości smak nadaje spalona panierka z nutą przypraw na soczystym kurczaku oraz ostro-kwaśny sos, który lekko wsiąka w bułkę. Sprawia to, że kanapka, która przed pierwszy kęsem zapowiadała się bardzo dobrze, po ostatnim pozostawia niesmak jak pogryzione przypadkiem ziele angielskie albo nawet ziarenko pieprzu. Była szansa na to by z tego prostego pomysłu wyciągnąć jak najwięcej, ale zrobiono wiele by końcowy produkt nie smakował najlepiej.
Aż obawiałbym się spróbować opcji Sweet and Fire skoro standard nie oferuje zbyt udanej kompozycji. Nie czuje się doładowany a tym bardziej super-doładowany.

Małe co nie co

Ostatnimi czasy mnóstwo sieciówek poszło w stronę budżetowych produktów. Nie, nie chodzi mi o rzeczy z przedziału 5-7.00zł, chodzi mi o produkty poniżej 5.00zł. McDonald’s już jakiś czas proponuje całkiem znośne Cheeseburgery (zdarza się, że dwa za 5.00zł), zestawy 2forU czy niedawne 4for2, KFC ma B-Smarty ledwie co poniżej granicy 5.00zł i niewypał jak te z czasów II Wojny Światowej w postaci kosztującego 4.00zł Rockera. Do tej dwójki dołączył ostatnio Burger King ze swoim karłowatym i niesmacznym jak reklamy zimnego Lecha przy Wawelu, Kurakiem.
ITwistVLUU L200  / Samsung L200Kolejnymi przedstawicielami tego nurtu, nawiązującego do pracy u podstaw są ITwisty, oferowane od czwartego czerwca (czyli dokładnie od dnia siedmiotygodniowego powrotu Qurrito) w sieci KFC.
Wygląd na bannerze? Tata Twister, mama Longer. Po domniemanych rodzicach ITwist odziedziczył wygląd (tata) i wielkość (mama). Oczywiście materiały marketingowe przedstawiają go jako cudownego młodzieńca, wręcz dumę rodziców. W rzeczywistości aż tak dobrze nie jest, ale też nie odbiega znacząco od tego co nad kasami w punktach KFC (prawdopodobnie ktoś zapamiętał sobie jak wyśmiany został Rocker).
Nasz bohater ceni się jak przy trasie E7 – niedrogo. 4.00zł w zupełności wystarczą by stać się jego posiadaczem na kilka chwil i zatopić w nim swe zmysły.

ITwist występuje w czterech odmianach smakowych, dla których wspólnym mianownikiem są warzywa – zazwyczaj pomidor pokrojony w kosteczkę oraz sałata lodowa pocięta w paseczki – Stripe z drobiowych piersi i tortilla z jednym wyjątkiem. Zakręcony w tortillę przez pracowników KFC i otulony grubym papierem (od środka matowo bladym a na zewnątrz kolorem odpowiadającym wersji) prezentuje się całkiem nieźle nie licząc rozmiarów, które bardziej przypominają Flipa niż Flapa.
Cztery ITwisty kupiłem w punkcie KFC w Galerii Słonecznej w Radomiu, koszt każdego to, jak wspomniałem wyżej, 4.00zł, za kolejne 1.50zł można dostać je w formie B-Smarta z czego osobiście nie skorzystałem.
Wrzucę na warsztat każdego z nich by przybliżyć Ci, drogi Czytelniku ich charakterystykę wewnętrzną.

Sądzę, że na początek najwygodniej będzie wziąć pod lupę ITwist Classic(326kcal) – w końcu propozycje klasyczne wyznaczają pewne standardy, powinny być ponadczasowe a ich skład nie jest zbyt wymyślny.
KFC na swej stronie internetowej opisuje klasycznego ITwista w ten sposób: soczyste, pikantne polędwiczki z kurczaka, przełożone sałatą lodową i pomidorami, polane sosem majonezowym, zakręcone w tortillę.
Jest tajemnicą Poliszynela, że Stripesy w KFC bywają suche – na szczęście ten tutaj był odpowiednio soczysty, a dzięki panierce chrupiący i rzeczywiście nieco pikantny. Sałata prawie nie chrupka co pewnie wynikało z kontaktu z ciepłymi piersiami… Kurczaka oczywiście. Pomidor w postaci małej kostki sprawdza się dużo lepiej niż ten najczęściej spotykany w kanapkach czyli pokrojony w plastry. Dzięki temu nie sprawia, że wszystko płynie jak po oberwaniu chmury a dodaje nieco kolorytu i uroku, choć jego smak jest płaski jak ostrze noża. Tortilla mimo tego, że nim nie jest, bardzo przypomina pszenny placek, w którym podawany jest McWrap dostępny w sieci McDonald’s – może jest bardziej aromatyczna i mniej klei się do zębów, ale również jest jedynie niezbędną, podobnie zapychającą otoczką. Sos majonezowy sprawia, że całość nie wydaje nam się tak bardzo sucha, choć soczyste polędwiczki i pomidor już o to się zatroszczyły. Jego smak opiera się na głównej nucie majonezu i pobocznym aromacie przypraw – jak zazwyczaj w przypadku tego typu sosów porywają jak kolejny odcinek Barw Szczęścia.
Całość to rzeczywiście klasyka bez udziwnień – smaczny Strip, standardowe warzywa i nudnawy sos, zamknięte w tortilli.
Klasyk może i nudny jak W Pustyni i w Puszczy, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Interesującą propozycją wydał mi się ITwist Ser(?kcal) – sądziłem, że jest to po prostu Classic z serem, ale pomyliłem się jak Leo Messi w swoim zeznaniu podatkowym. KFC opisuje go tak: soczysty strips ze świeżymi warzywami i sosem serowym.
Także mamy tu interesującą kwestię serowego sosu. Jak przekonałem się później w każdym ITwiście Strip był bardzo soczysty i delikatnie pikantny (Hot&Spicy). Wspomnieć też należy, że niezbyt różniły się one wielkością i odpowiadały gabarytom kokonu z tortilli, w który były zawinięte.
Tortilla i warzywa standardowe czyli pomidor w kostkę i sałata w paski – dokładniej opisane wyżej, uważny Czytelniku.
Także jedyne co pozostaje mi do opisania to sos serowy – dosyć gęsty, o lekko pomarańczowym zabarwieniu i wyczuwalnej na języku strukturze.
Znacie smak Cheetos Ser? Ten jest bardzo podobny – lekko śmierdzący, nieco syntetyczny aromat sera w połączeniu z gęstym płynem na pewno nie zasmakuje każdemu. Jak dla mnie swój test zaliczył na trzy z plusem – ani mnie nie zachwycił, ani nie zranił. Me uczucia pozostały obojętne wobec jego zalotów.
Serowy może i bezpłciowy jak Dzieci z Bullerbyn, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200
VLUU L200  / Samsung L200Trzeci ITwist jakiego sprobowałem to Ananas(278kcal). Soczysta polędwiczka ze świeżymi warzywami, dwoma rodzajami sosów, w tym ananasowym – tak opisywany jest na oficjalnej stronie KFC. Od razu na wstępie przyznaję się i wybaczcie mi ignorancję godną Joanny Muchy – nie wyczułem w smaku drugiego sosu.
Na zewnątrz aromatyczna, zapychająca tortilla, zawinięta u dołu jak domek ślimaka. Wewnątrz typowy soczysty Strip, warzywa z tej samej parafii co w każdym inny ITwiście, sos, którego nie wyczułem i sos ananasowy. Niezbyt gęsty i jasny. Smakiem przypominający sałatkę na słodko Babci Janinki – dobrze wyważony między byciem nieprzesadnie słodkim a dodającym odpowiednich walorów smakowych. Może powiew Hawajów?
Ananasowy może i słodki jak Karolcia, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200

Dzięki niebiosom ostatni wybrany randomowo ITwist to Papryka(252kcal). Czemu tak się cieszę, że był ostatni? Z tego powodu iż był bardzo pikantny i moje kubki smakowe zatraciłby zdolności rozpoznawcze jak głowa po uderzeniu obuchem gdybym wybrał go jako pierwszego, drugiego lub trzeciego. KFC opisuje ten produkt w taki sposób: Soczysty strips ze świeżymi warzywami, sosem paprykowym w pomidorowej tortilli.
Lecz to zdecydowanie zbyt mało informacji – należałoby dodać, że sos paprykowy jest dosyć ostry, a tortilla ma odmienny kolor.
Tak, bo to co wyróżnia tego ITwista spośród pozostałych to kolor tortilli, która wygląda jak gdyby komuś w fabryce wypadło drugie śniadanie w postaci zupy pomidorowej albo puszki z rybą w pomidorach i wpadło do gara z tortillową masą. Zawinięty w papier koloru hiper-fiolet może nieco zmylić swoją nader wysublimowaną powierzchownością, ale nie na długo, bo tylko do pierwszego kęsa – wtedy ujawnia swoje prawdziwe oblicze.
Aromatyczna, zdecydowanie lekko pomidorowa w smaku i aromacie tortilla kryje, jak już uważny Czytelniku wiesz soczysty Strip w chrupiącej i lekko pikantnej panierce, kilka drobinek pomidora oraz paski sałaty. To co nadaje dzikości i zadziorności to pomarańczowy sos z czerwonymi drobinkami, prawdopodobnie ostrych papryczek. Niechybnie ktoś potraktował jego kadź tabasco, a przynajmniej tak właśnie on smakuje. Główna nuta to tabasco, gdzieś na drugim planie jest tabasco a w tle tabasco. Dosyć ostry, w mojej opinii można było uszczuplić go o pewną ilość… Tak, tabasco lub czegoś na jego kształt.
Paprykowy może i ostry jak Ferdydurke, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Ogólna konkluzja wygląda następująco: skoro za 4zł dostajemy minitiwistera, a zdaje sobie sprawę, że jest mnóstwo osób, które mimo często niemal na wpół surowej tortilli tę pozycję w menu KFC uwielbiają, skoro przy takim wydatku mamy w środku soczystego i chrupiącego Stripesa o niebanalnym smaku, skoro za taką cenę dokładają nam dosyć dobrej jakości warzywa i skoro przy tak małej wydanej kwocie przy kasie mamy tyle wariantów do wyboru gdzie każdy znajdzie coś dla siebie i lekko się zasyci to mimo, że klasyk może być nudny, serowy wydaje się nie mieć ognia, ananasowy może jest i za słodki a paprykowy zbyt ostry to za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.

Qurrito wraca!

Co może skuteczniej przyciągnąć spożywających niż powrót dawno wyrzuconego z menu, ale owianego legendą smakołyku?
Powrót tego smakołyku za darmo.
Taką taktykę zastosowała sieć KFC przy wprowadzaniu (na kolejne siedem tygodni, począwszy od dziś) ponownie Qurrito – produktu, którego powrotu do oferty amerykańskiej sieci żądały całe miasta, wsie, państwa, fanpage na Fb, morza, góry, lasy, doliny, ludzie wszystkich zawodów, nacji… I chyba jedynie kurczaki nie są szczęśliwe z jego powrotu.
No dobrze, trochę mnie poniosło, ale nie było postu na fanpage’u KFC by choć w jednym komentarzu ktoś nie domagał się powrotu Qurrito czy linkował do całej strony poświęconej walce o jego ponowne wejście do menu.
Dziś o 11:00 w każdym punkcie sieci KFC wymawiając magiczne jak czary Davida Copperfielda hasło Qurrito można było otrzymać porcję tego produktu za darmo. Niestety dotyczyło to jedynie dziesięciu pierwszych szczęśliwców, koczujących, mających szczęście lub obdarowanych łaską i wcześniejszą informacją od pracowników KFC.

Czy ja to rozumiem?
W pewnym sensie tak, ale jestem jedną z tych osób, które tego fenomenu nie mogą dotknąć bezpośrednio gdyż nigdy Qurrito nie jadłem i teraz zastanawiam się czy wykrzyknik postawiony w tytule był słuszny(?)
Nie jadłem, więc nawet nie ma pojęcia co jest w środku, a KFC na swojej stronie ma, jak zazwyczaj, tak wiele informacji o nowościach jak Ewa Kopacz dobrych pomysłów. Z tego co widzę w materiałach marketingowych to coś na kształt tortilli (spód i wierzch), która wypełniona jest kurczakiem, serem i czerwonym sosem (mam nadzieję, że nie jest to zwykły ketchup)… Wartości odżywczych jak na razie również nie podano, gdyby się to zmieniło to postaram się uzupełnić tekst, a pewnie dowiem się tego w krótszym czasie gdy zapytam kogoś przy kasie.

Także nadszedł ten moment – jadę na Qurrito.

Dzień później…

Wyjście na Qurrito nieco się przedłużyło, ekhm…
Także wracając do tematu: niedługo przed zamknięciem KFC w Galerii Słonecznej w Radomiu zamówiliśmy wraz z towarzyszem spożywania dwie porcje Qurrito i jednego iTwista (nowość w KFC – coś pokroju Twistera zmniejszonego o połowę) – miał być Ser, ale otrzymaliśmy wersję Classic.
Od wczoraj na stronie internetowej pojawił się już opis Qurrito, brzmiący następująco: Cztery trójkątne kawałki: sos BBQ, kurczak i ser Cheddar, zgrillowane w tortilli. KFC szumnie jak brzozy na wietrze ogłasza też, że tylko do Qurrito można otrzymać dip za 1.00zł. Sądziłem, że jest to jakiś specjalny, okazjonalny sos, tylko i wyłącznie do tego produktu, ale okazuje się, że do wyboru mamy jedynie standardowe dipy, na przykład BBQ, co wydaje mi się mieć tyle sensu co podwójna surówka w kebabie, bo tego sosu w Qurrito jest dosyć dużo, ale o tym za chwilę. Tak czy inaczej za dodatkową złotówkę możemy otrzymać inne sosy, by polać nimi tortillę.
O ile opis jest już na stronie internetowej amerykańskiej sieci, o tyle nawet we wspomnianym punkcie nikt nie był w stanie mi powiedzieć ile kalorii ma porcja Qurrito.

Powracając do opisu – produkt podawany jest na tekturowej, laminowanej, białej tacy z wyciętymi, okrągłymi dziurami jak w żółtym serze, ale maszynowo, regularnie. Schowany w papierowo-foliowym rękawie z kilkoma napisami, głoszącymi, że KFC nie podaje mięsa mrożonego, mielonego i przetworzonego (o, fajnie). Coś o recyklingu z drugiej strony opakowania, o sekretnym zestawieniu jedenastu przypraw od Sandersa i tego typu marketingowa papka pokroju kaszki manny z małą ilością mleka.
VLUU L200  / Samsung L200Bardziej tym razem interesowało mnie to co w środku. Zawinięta po najdłuższej cięciwie (tak zwanej średnicy) tortilla przy pierwszym kontakcie uderza nas po nozdrzach spalenizną jak to czasem bywa z pizzą przy mało wprawnej osobie obsługującej piec. Po chwili efekt ten ustępuje i placek wydaje nam się bardzo ładnie wypieczony – miejscami ciemniejszy, miejscami jaśniejszy – niemal jak prawdziwa tortilla pieczona na kamieniu w Meksyku. W środku ciemny sos BBQ z jasnym, startym na drobno serem Cheddar oraz pociętymi na kawałki stripesami czyli polędwiczkami z piersi kurczaka w sekretnej panierce Kentucky Fried Chicken tworzą całość o pięknym, żółto-bordowym kolorze i strukturze podobnej do początków zaczyniania ciasta na racuchy.
Dwa wewnętrzne kawałki są najkonkretniej wypełnione nadzieniem, a z kolei dwa zewnętrzne są większe – trzeba brać to pod uwagę gdybyśmy mieli podzielić się Qurrito z towarzyszami spożywania. Nie zważając na strukturę, a napawając się cudowną barwą wnętrza ukrytego w tortilli zabrałem się za pierwszy od prawej kawałek.

Pierwsze wrażenie? Smaczna, lekko chrupiąca, odpowiednio wypieczona, niezbyt gruba (choć to na plus) tortilla i mięciutkie wnętrze, które niesie ze sobą głównie smak sosu BBQ. Stripesy stoją na standardowym poziomie, nie są na szczęście zbyt suche, jak to często bywa w punktach tej sieci, posiadają chrupiącą panierkę, która nie przyjęła zbyt dużej ilości oleju a pod nią są kruche i smaczne. Cheddar bardzo dobrze się tu dopasował, ale tylko smakiem. W mojej porcji nie rozpuścił się do końca i nie ciągnął jak południowoamerykańskie telenowele. Prawdopodobnie ktoś zafundował mu zbyt krótkie wakacje w ciepłych obszarach kuchni lokalu. Nie zmienia to faktu, że nawet nieroztopiony ser, pyszne, soczyste stripesy i smaczna tortilla razem wzięte nie są w stanie zmienić tego, że dominuje tu, rządzi i dzieli sos BBQ – lekko pikantny, z odpowiednią ilością koncentratu dymu wędzarniczego, mocny i smaczny. Naprawdę mało jest tak konkretnych i wyrazistych sosów w sieciówkach, dlatego też ten, obok sosu słodko-kwaśnego, orientalnego, azjatyckiego (różnie bywa on nazywany) najczęściej ląduje jako dodatek do Kubełka Classic.
Jako całość na pierwszym planie jest właśnie mocny sos BBQ, uzupełniony, przyprawowo-korzennym smakiem panierki, mleczno-kremowym serem i płaskim smakiem kukurydzianego placka. Bardzo udana kompozycja.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Podsumowując: płacąc 8.90zł za samo Qurrito lub 15.50zł za zestaw z frytkami i dolewką czy nawet dokładając 1.00zł za sos – nie najecie się. Jest to danie pełne smaku BBQ, chrupania tortilli, soczystości stripesów oraz aromatu sera i głównie dla tych atrybutów można go skosztować. Jest rzeczywiście bardzo smaczne i teraz już nieco rozumiem zażartość walki o jego powrót. Pewnie najbliższe siedem tygodni będzie bardzo szczęśliwe dla wszystkich, którzy na to czekali. Dla mnie to kolejny dowód na to, że podając klientom coś smacznego za przyzwoitą cenę (nie licząc zdzierstwa w zestawie) nie pozwolimy im się najeść, ale tak to już w życiu bywa, że trzeba iść na kompromis w pewnych kwestiach a marketingowcy z sieciówek wiedzą to doskonale.

Cieszcie się ci, którzy czekali i próbujcie ci, którzy jeszcze nie spróbowali – póki czas!

Czy Rocker rulezuje?

Czy Rocker z KFC faktycznie rządzi(jak mawiał jeden mój znajomy z LO rulezuje)? Dziś odbyłem podróż do Złotych Tarasów by to sprawdzić.

Obrazek

Rocker to całkiem nowa, ledwie wczoraj zaprezentowana na oficjalnym polskim fanpage’u kanapka w ofercie KFC. Występuje w wersji pojedynczej (regular) i podwójnej (double). Wersja pojedyncza ma do zaoferowania tyle co upadający zakład pracy. Składa się z bułki, kurczaka (otrzymałem informację, że ma być to takie samo mięso z kurczaka jak to, które można znaleźć w kanapce Grander), ogórków kiszonych, majonezu i ketchupu. Double Rocker składa się również z bułki(zaskakujące), kurczaka(o nie! Naprawdę?!), którego znajdziemy dwa kawałki przełożone plasterkiem sera, sałaty, ogórków kiszonych, majonezu oraz ketchupu. Może i nie jest to zbyt wiele, ale zachęcają ceny, które wydają się być adekwatne do zawartości(regular uszczupli nasz portfel o 4.00zł, Double o 7.90zł, a zestaw z frytkami i dolewką, zawierający Double Rockera, o całe 13.50zł).

Dziś na ulicę Złotą zabrałem pralkę, by móc zrobić kilka zdjęć, które mam nadzieję, staną się nieodzownym elementem każdej oceny. Pralka ma matryce jedynie 5Mpix, więc wybaczcie, ale póki nie odzyskam swej czarnej, smukłej cyfrówki zdjęcia będą jakości wątpliwej jak smak pomidora w McDonald’s.

I oto przyszedł ten moment! Przedstawiam Wam Rockera! (tak, to pojedynczy Rocker).

Obrazek

W środku znajdziemy wszystko to co na swej stronie internetowej KFC opisuje w ten sposób:
Kanapka z soczystym kawałkiem kurczaka, ogórkami kiszonymi oraz dwoma sosami: majonezem oraz keczupem, w pysznej tostowanej bułce. Oto dowód:

Obrazek

Bułka bardzo przypomina tą z Mc’owego hitu czyli Cheesburgera – jest delikatnie maślana, odpowiednio tostowana, tak by była lekko chrupka, ale nie przesadnie twarda. To co znajduje się w środku to istna katastrofa. Panuje tam taki chaos, że bałem się, że za chwilę wyskoczy stamtąd Gaja i zacznie tworzyć Świat. Ładniejsze wnętrze mają kanapki przygotowane przez 6-latków. Majonez występuje miejscami, jak przelotne deszcze, ketchup dba o to by spód bułki nieco się rozmoczył i zatraca sens tostowania. Jakościowo ketchup w KFC jest mierny, a majonez bardzo rzadki i mało kremowy, bardziej przypomina krem do golenia niż majonez. Trzy plasterki ogórka kiszonego, które mają wzbogacić tę kompozycję, sprawiają, że wyczuwamy je jak smak octu w słodkiej herbacie. I kurczak – sądziłem, że chociaż tu się nie zawiodę, bo miało być to co w Granderze, a to co w Granderze jest pyszne, soczyste, znakomite i przygotowane z najwyższa starannością. Niestety, budżetowe produkty rządzą się własnym prawami i tutaj mamy kawałek mięsa z kurczaka – jakby wytrybowane udko, na którym panierka nie jest tak pyszna i chrupiąca jak zawsze. Mięso nie jest soczyste i wcale nie smakuje jakby ktoś przygotował je przed chwilą, jest ciemne i rozwarstwia się. Nie sugeruję, że dostałem coś nieświeżego, powiem wprost: dostałem coś niesmacznego. Towarzyszka spożywania nie mogła pogryźć swojej porcji mięska, gdyż co chwilę znajdowała w niej chrząstki i żyłki.

Ogólna kompozycja pojedynczego Rockera to przede wszystkim smak ogórków kiszonych i mięsa z kurczaka, które przejściowo, między byciem niesmacznym jest ostre. Ketchup i majonez dają tyle co wejście Grzegorza Rasiaka na pozycję wysuniętego napastnika a bułka jest po prostu bułką, niczym więcej. Za 4.00zł nie spodziewałem się fajerwerków, ale dostałem po prostu coś niesmacznego, co w KFC jeszcze mi się nie zdarzyło. Pomijam kwestię porównywania materiałów marketingowych i rzeczywistego wyglądu kanapki, bo takiej różnicy nie widział cały Żywiec i jego prawie.

Podzieliłem temat na dwie części, gdyż Double Rocker raczy nas nieco odmiennym i bardziej wymyślnym zestawieniem składników, choć ogólnie obie kanapki są zestawione bardzo przeciętnie i jedyne co zaskakuje to obecność ogórków kiszonych a nie wszędobylskich pikli. Zacznijmy od zdjęcia (nie zdjęcia majtek – zdjęcia Double Rockera):

Obrazek

Ten Rocker jest przygotowany z dużo większą uwagą i dbałością o szczegóły niż pojedynczy. Zapewne ma to związek z tym, że gdyby powrzucać i powlewać wszystko tak jak ma się to w przypadku pojedynczego Rockera to ta kanapka nie wytrzymałaby naporu składników i się poddała a efekt końcowy byłby tragiczny. Także Double Rocker raczy nas swoimi urokami nieco skuteczniej niż regular, poza tym dobre wrażenie sprawia plasterek sera i sałata. Bułka jest dokładnie taka jak w pojedynczym, ogórki również (stwierdzono obecność trzech plastrów), niestety majonez i ketchup są tam nadal, budując bezsprzecznie mdłą atmosferę, której stara się przeciwstawić panierka na kurczaku, który również jak w przypadku pojedynczego Rockera jest wątpliwej jakości. Sałata stoi na wysokim poziomie – zielona, świeża i chrupiąca, naprawdę smaczna. Ser jest niewyczuwalny w całej kompozycji, ale jak już wspomniałem wyżej dobrze się prezentuje(to właściwie tak jak z Pawłem Delągiem).
Tu już kwestią sporną są wydane na Double Rockera pieniążki – ja żałowałem, ale za 7.90zł mamy dwa kawałki kurczaka w panierce z KFC, sałatę, ogórki, ser, ketchup, majonez a wszystko zamknięte w całkiem smacznej bułce – inaczej niż w przypadku wyżej, jest się już nad czym zastanawiać. Co do ceny w zestawie to jest jak najbardziej nieadekwatna do tego co dostajemy. Małe frytki oraz dolewka za które dokładamy 5.60zł niezbyt cieszą oko, podniebienie i portfel. Apeluję! W zestawie powinno być taniej! A ten zestaw nam tego przywileju nie daje.

Podsumowując mogę stwierdzić, że aktualnie Rocker rulezuje, to znaczy rządzi, bo wszyscy chcą go spróbować i przekonać się czy za te 4.00zł czy nawet 7.90zł to się opłaca. Czy pozostanie na ladzie w punktach KFC? Wolałbym nie przewidywać, gdyż wiem, że to co dla mnie jest po prostu marketingowym syfem (regular), dla innych może być szczytem marzeń o czymś tanim i smacznym, a to co dla mnie dobrze rokuje na przyszłość(double) może szybko wypaść z oferty przez brak zainteresowania. W moim przypadku przekreśla go smak kurczaka, który po raz pierwszy w KFC od czasów niedosmażonego kawałka Kentucky (a to już było dobrych kilka lat temu) mi nie smakował.
Kupcie sobie oba Rockery i sami zdecydujcie jak reaguje Wasz przewód pokarmowy na takie nowości.

Grander Texas – Olbrzym z Kentucky (Fried Chicken)

Obrazek

Nie mam pojęcia czemu wszystko z sosem BBQ musi zaraz również kojarzyć się z Texasem, stekami,  krowami, Rancherami, George’m W. Bushem czy Holdem Pokerem. Mnie osobiście sos BBQ kojarzy się z zazwyczaj wypisanym w składzie koncentratem aromatu dymu wędzarniczego oraz ciemnobrązowym kolorem przechodzącym w odcień płynnego mazutu.

Grander Texas to oferowana przez sieć KFC w Polsce od stosunkowo niedługiego czasu kanapka, która swoimi rozmiarami przyćmiewa państewka wielkości Watykanu oraz stada stripesów, które w punktach tej sieci kosztują krocie. Już sama specyfikacja kanapki na stronie producenta pozwala nam puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie coś naprawdę konkretnego, coś czym za 17.50zł w zestawie z (nie)dużą porcją nowych frytek (które osobiście bardzo lubię) i dolewką, można się najeść. Otóż producent przedstawia tę pozycję w swoim menu jako: „(…) Duża bułka sezamowa, a w środku świeży, ręcznie panierowany kawałek kurczaka, chrupiący bekon, żółty ser cheddar, smakowita czerwona cebulka, świeża, zielona sałatka oraz aż dwa sosy: ostry BBQ i łagodny majonezowy.” Mój Grander został zakupiony w tym zabawnym Walk Through na poziomie -1 Galerii Krakowskiej. Wpadł do jednorazówki na wynos wraz z frytkami, Mirindą w puszce i dwoma stripesami, jak się potem okazało suchymi i wątpliwej jakości, zakupionymi jako tańszy dodatek do zestawu za 3.30zł. Został spożyty w zatłoczonym pociągu relacji Zakopane – Białystok tuż po wyjeździe z dworca Kraków Główny około 12:30.

Zacznijmy od obalania mitów: sałatka to nie sałata, bułka nie jest duża, wierzch podzielony na trzy sekcje może wygląda tak nadal w wyobraźni grafików i specjalistów od marketingu, ale nie po odejściu od kasy. Bywa, że bułka jest nieco spłaszczona i smutna. Ręcznie panierowany kurczak (chciałoby się zawołać: wooow!) – cały kurczak? Ręcznie panierowany? Nieźle, bo pewnie gdyby dało się go panierować maszynowo to w ekipie pracowników mogłoby być stanowisko obsługiwacza panierkarni a nie kucharza (z którego określenia śmieję się do tej pory – kucharz, który marynuje z gotowej marynaty, panieruje w gotowej panierce, nastawia budzik i rzuca na rozgrzany tłuszcz – chylę czoła przed kunsztem, pewnie szkolenie trwało latami…). Chrupiący bekon… O tym niżej. Łagodny majonezowy sos, który widać jedynie po otwarciu kanapki – w smaku czuć go na tyle, że mogłoby go tam nie być.VLUU L200  / Samsung L200

Pierwsze wrażenie? Kanapka jest bardzo ciepła, wręcz gorąca. Jest też niestety płaska jak uczestniczki maratonów. Zapach? Nie powala na kolana – pachnie jak większość kanapek z sieciówek czyli niezbyt intensywnie, głównie ciepłą, sezamową bułką z delikatną nutą dodatków, ale za to dosyć zachęcająco. Pierwszy kęs? Zaciera sporą część niedoskonałości o których pisałem wyżej.

Smak kanapki to przede wszystkim efekt kombinacji dosyć pikantnej panierki z dusząco mocnym i ciężkim sosem BBQ. Jeżeli ktoś w KFC uważa, że smak tego sosu można określić jako ostry to chyba nigdy nie jadł nic ostrego. W mojej opinii ta kompozycja nie jest nawet pikantna. Wracając do kanapki może zatrzymam się na sekcji z warzywami, której nie mogę oszczędzić pochwał – oprócz tego, że sałata jest posiekana na krótkie paski i przez to ucieka jakby była rodem z McDonald’s to reszta trzyma się bardzo dobrze – nareszcie w kanapce nie ma pomidora, który zazwyczaj nie smakuje pomidorem a jedynie powoduje, że, jak mawiał Heraklit z Efezu, panta rhei*. Dobór czerwonej cebulki jak najbardziej zasadny – to coś co powinno być w większości kanapek – dodaje kolorytu, jeżeli jest odpowiedniej jakości to też smaku, wyrazistości, chrupkości a jednak dzięki swej wrodzonej delikatności nie dominuje nad tym co powinno dominować i nadal pozostaje jedynie dodatkiem. Chrupiący bekon… Jeżeli ktoś lubi nazywać rzeczy sztywne i twarde chrupiącymi to niech spróbuje pogryźć kij od szczotki. Trzeba przyznać, że cheddar po raz kolejny świetnie komponuje się z całością, mam czasem wrażenie, że do jakiej kanapki by go nie wrzucić to i tak smakowałaby z nim równie dobrze jak oryginał a może nawet lepiej. Jako całość kanapka jest naprawdę smaczna i sycąca, kawałek kurczaka jest pokaźnych rozmiarów, a panierka na nim to standardowa, dosyć chrupiąca, tłusta i smaczna, panierka KFC, którą możemy spotkać na stripesach czy Hot Wingsach. Ser bardzo ładnie rozpuszcza się między kurczakiem a bekonem, tworząc gumowate wysepki serowego smaku. Sosy nie wyciekają, warzywa są chrupiące, a całość odpowiednio zamknięta przez co, mimo pokaźnego wnętrza przy dosyć cienkiej bułce spożywa się ją bez większych problemów natury wypadania czy wyciekania.VLUU L200  / Samsung L200Jakie mam wrażenia po spożyciu? Najadłem się… No okej – zasyciłem, to lepsze określenie, aczkolwiek kanapka jest pełna smaku, nieco pikantna, ale nie na tyle by zepsuć całość kompozycji, delikatny kurczak wraz z warzywami i serem świetnie komponuje się z panierką i ciężkim sosem BBQ. Samą kanapkę jak najbardziej mogę polecić, żądanie kolejnych kilku złotych za kilka frytek i napój to czyste ździerstwo. Poczułem się takim Texaninem… Texanem… Texańczykiem. Czy coś.

* (pol.) wszystko płynie