Nowy Kleparz Burger

Podczas ostatniego pobytu w Krakowie na cel obrałem sobie dwa z czterech proponowanych przez Was, drodzy Czytelnicy punktów oferujących burgery.
Już wieczorem w piątek wybrałem się do Moaburger, ale o tym lokalu napiszę prawdopodobnie za kilka dni.

Dziś coś co oczarowało mnie jak niejeden utwór grupy Three Days Grace czyli Nowy Kleparz Burger. Propozycję przejścia się tam wysunął Żorż ze Street Food Polska. Mimo, że Kraków znam jak Jan Vincent Rostowski budżet naszego państwa to na pętlę autobusową na Nowym Kleparzu trafiłem dosyć szybko – w pobliżu znajduje się kilka innych budek i właściwie ta jedna, konkretna niewiele różni się od innych. Jakiś czas temu zmieniła podobno właściciela i została przemalowana – efekt? Zajrzyjcie tutaj.

Gdy tylko dotarliśmy z towarzyszką spożywania w rzeczone miejsce zastanowiliśmy się dwa razy czy aby odpowiednio trafiliśmy – tak bardzo niepozorne i mało wyróżniające się to miejsce. Szybki rzut okiem na fanpage na Facebooku utwierdził nas w przekonaniu, że jest to lokalizacja słuszna jak porcje nakładane przez Roberta Makłowicza dla samego siebie.
Przyszedł w ten sposób czas na rekonesans menu, z którego najbardziej interesowały nas oczywiście burgery (bo oprócz nich Pan z budki serwuje hot-dogi, tortille, zapiekanki oraz standardowo frytki i napoje).
Ceny po raz kolejny sprawiły, że na naszych twarzach wymalowała się konsternacja godna minom Johnny’ego Deppa w słynnej roli Jacka Sparrowa z filmowej sagi Piraci Z Karaibów. Przyzwyczajeni do cen burgerów, na które z portfela trzeba wyłożyć banknot z wizerunkiem Bolesława Chrobrego a i czasem to za mało, nie spodziewaliśmy się, że zachwalane przez wiele osób i tanie burgery w Nowy Kleparz Burger, okażą się aż tak tanie.
Kolejnym nasuwającym się, oczywistym właściwie pytaniem był rozmiar tych burgerów (wersja XXL to dodatkowe 6.00zł do standardowej ceny).

Gdy tych dywagacji i niejasności miałem już dość bardziej niż oglądania w akcji polskiej reprezentacji w piłce nożnej po prostu podszedłem do okienka i zamówiłem standardowego burgera z bekonem i serem dla towarzyszki spożywania a dla siebie (skuszonego wizją smaku papryczki jalapeno jak wycieńczonego podróżnika fatamorganą na pustyni) Burgera Na Ostro, w wersji XXL z dodatkowym boczkiem i serem.

Dosłownie kilka chwil, smużek dymu, przejeżdżających autobusów, przechodzących osób i skromnych fal zachęcającego zapachu dzieliło nas od przyjęcia zamówienia i zadomowieniu się przy jednym z dwóch stolików (oba ogrodowe – jeden drewniano-stalowy a drugi biały, z tworzywa sztucznego – co należy nadmienić, bardzo czyste) do jego odebrania.

Dwa burgery przybyły dla nas w tackach wykonanych ze spienionego polistyrenu. Po ich otwarciu zaskoczenie niemal tak spore jakie informacje o pedofilii wśród księży wywołują w Watykanie. Może o tym wspomnę w podsumowaniu, w tej chwili zajmę się analizą ich smaku.
VLUU L200  / Samsung L200Burger standardowy z serem i bekonem (7.50zł) prezentuje się rewelacyjnie – bułka jest krągła, ma bardzo ładny, niemal pomarańczowy odcień, mięso i dodatki są świetnie widoczne (choć nie mogę powiedzieć, że mają chęć uciekać z kanapki jak Struś Pędziwiatr przed Wilusiem E. Kojotem), a boczek był jak żywcem wyciągnięty z filmów Food Porn – zdawało się, że mówi: weź mnie!
Wnętrze kanapki to coś czym chętnie zająłbym się w niemal każdej wolnej chwili i to nie tylko teoretycznie – jak teraz.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Zacznijmy od warzyw – chrupiąca sałata (prawdopodobnie lodowa) niczym specjalnym się nie wyróżniała, za to nadrabiał pomidor, którego solidny plaster wylądował w kanapce – mało wody a dużo miąższu sprawiło, że nie podchodziłem już tak sceptycznie do tego dodatku. Ogórek to po prostu pikle, pokrojone w dosyć cienkie, karbowane plasterki – nieprzesadnie raczyły nas octowym smakiem – właściwie były na tyle delikatne, że w całości niekoniecznie miały chęć się wybijać. Cebulka to dla mnie nieco zagadka – jej paseczki były tak cienkie i delikatne iż gotów bym sądzić, że to raczej jej wersja w deseń dymki czy odmiana pokroju szalotki a nie regularna cebula w dużych bulwach. Prezentowała się bardzo interesująco a do ogółu wnosiła nieco cebulowego posmaku, ale nie na tyle by zagłuszyć to co najważniejsze.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Ser to prawdopodobnie znośnej jakości ser żółty (raczej nie topiony), który ciągnie się przyjemnie póki nie stężeje – niestety ten moment nadchodzi tak szybko jak nieubłagana zima.
Najistotniejszymi w tej kompozycji uznałbym boczek i mięso czyli konkretną dawkę białek i tłuszczów. Pierwszy z nich świetnie wysmażony, niemal chrupiący, jednak w ogóle niesłony i niepozbawiony smaku prawdziwego boczku. Tego z foodtrucka Dobra Buła nie przebija, ale sądzę, że uplasowałby się wysoko w moim zestawieniu najsmaczniejszych boczków.
W grillowanej wołowinie znalazłem z kolei fragmenty ziół i to chyba dzięki nim była ona tak aromatyczna, że po przegryzieniu i uruchomieniu w większym stopniu zmysłu powonienia atakowała nas przyjemnym aromatem, bardzo dobrze podkreślającym smak samego mięsa, które ogólnie rzecz biorąc nie było zbyt intensywnie doprawione co mnie osobiście bardzo odpowiada. Dosyć mocno wysmażony burger skrywał jednak ogniska surowego mięsa co jak najbardziej uznaję za plus, choć nikt mnie o stopień wysmażenia nie pytał.
Niemal na sam koniec pozostaje kwestia sosu czosnkowego i bułki – ten pierwszy o dobrze dobranej konsystencji towarzyszka spożywania określiła jako: idealnie komponujący się z całością i podkreślający smak, któremu i tak niewiele brakowało już do doskonałości.
Z tego co się orientuję Nowy Kleparz Burger nie wypieka bułek na własną rękę a korzysta z takich, które nabywa po prostu od dostawców. Powiem jedno: oby z takich bułek korzystano przy większości marnych jakościowo burgerów to ich wartość smakowa wzrosłaby kilkukrotnie – miękka, pszenna bułka, nieco podobna do swoich odpowiedników spotykanych w McDonald’s. Posypana sezamem nie odznacza się zbyt intensywnym aromatem za to smakiem i strukturą powinna zadowolić każdego – nie przesiąka i nie rozpada się po kilku kęsach.

Burger Na Ostro, który wylądował w moich dłoniach to bardzo podobna kompozycja ze standardowych składników oferowanych przez Nowy Kleparz Burger z dodatkiem papryczki jalapeno i ostrego sosu (15.00zł). Na swoje potrzeby wzbogaciłem go boczkiem i serem – w końcu miało to być danie niemniej treściwe od dwudaniowego obiadu.
Rozmiar burgera w wersji XXL po otwarciu podobnego, choć większego i odznaczającego się inną barwą pudełka, robi niemałe wrażenie.
Bułka jest dużo bardziej płaska, choć podobnej faktury i koloru. Jej objętość sprawiła, że zrodziły się pewne obawy. Czy wytrzyma próbę konsumpcji wraz z dodatkowymi składnikami?
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200

Jeżeli chodzi o analizę sekcji warzywnej to odsyłam wyżej, uważny Czytelniku – w tym buergerze nie znalazłem nic gorszego, lepszego czy innego w tej kwestii. Ser to ten sam wyrób, który ciągnie się póki jego temperatura drastycznie nie spadnie.
Mięsne patty jest równie aromatyczne i odpowiednio wysmażone, choć nieco bardziej płaskie niż w wersji standardowej (jak gdyby waga była podobna, ale objętość i forma różne). Boczek po raz kolejny wygląda jak dzieło sztuki (niekoniecznie kulinarnej) a smakiem mógłby obdzielić niejeden plaster podrzędnego bekonu.
Dobry człowiek z budki nie pożałował tego co tę wersję ma wyróżniać od innych czyli ostrego sosu i jalapeno.
Pierwszy z tej dwójki o kolorze świeżej cegły, wykazuje pewien związek z bazą pomidorową, ziołami i ostrymi przyprawami.
Zielona, ostra papryczka to kwintesencja smaku – kwaskowata i lekko pikantna – dokładnie taka jaką powinna być by dodać kompozycji czegoś więcej niż marnej ostrości marki Tabasko, sygnowanej przez rapera pod pseudnimem O.S.T.R., ale też by jej w żadnym stopniu nie zdominować. VLUU L200  / Samsung L200

Moje obawy niestety około połowicznego czasu spożywania zaczęły się sprawdzać – bułka nie wytrzymała naporu składników, odezwała się jej płaska, cienka, zdradziecka natura i od tamtej pory bardziej martwiłem się o to by więcej składników wylądowało w mojej jamie ustnej niż na tacce. VLUU L200  / Samsung L200Nie zmienia to faktu, że pierwszy ze spożywanych burgerów to kompozycja jak najbardziej klasyczna i udana – bez udziwnień, za to z mnóstwem konkretów. Wersja XXL kanapki Burger Na Ostro to przede wszystkim smak papryczek jalapeno oraz wołowiny a dodatkowo niezapomniane wrażenia przy rozpadającej się bułce, niemal tak silne jak bass wydobywający się z tylnej części czarnego wozu marki BMW. To co zawodzi w tym burgerze to kombinacja sosu i papryczki – choć wydaje się, że powinny do siebie pasować, w mojej opinii gdzieś się rozmijają i są od siebie niemal jak oderwane.

Podsumowując: Nowy Kleparz Burger to propozycja dla tych, którzy mają blisko bądź daleko, dla tych którzy maja więcej i mniej pieniążków, dla tych którzy są młodzi i dla tych, którzy już młodzi nie są.
Jeżeli szukasz burgera, który podany z niepozornej budki Cię zaskoczy a w niektórych przypadkach wręcz oczaruje to wybierz się na pętlę autobusową na Nowym Kleparzu. Właściwie te burgery mogłyby być kolejnymi plackami, w których znajdziemy nudne warzywa, ketchup, majonez i kotlet drobiowy z Biedronki, ale czuć, że w tym miejscu ktoś wkłada serce, zajawkę i mnóstwo pozytywnej energii by cudowną ręką (niemal jak ta Diego Maradony z 1986r.) sprawić, że to nie będzie kolejny, zwykły burger z budki. Czuć, że ta osoba chce nam sprawić przyjemność smakiem tej kanapki (już nie mówiąc o cenie).
Jest to też znakomita opcja dla tych osób, które duże burgery (jak na przykład gigantyczne kanapki w Moaburger) odrzucają i chciałyby skoczyć na smacznego, ale dużo mniejszego burgera, przez którego nie będą musiały opuszczać czterech kolejnych posiłków.
Dodatkowo kwestia cen: 6.00zł za smacznego, świeżego i autorskiego burgera to naprawdę niewiele, a hot-dog nie przekraczający granicy 4.00zł w Radomiu na dworcu PKP był przeze mnie widziany chyba ostatni raz przed Chrystusem – jest do tego z czego wybierać. Gdyby były droższe, powiedziałbym, że są bardzo dobre, ale w tym przedziale cenowym ocierają się o notę rewelacyjne.

Wrzucając tacki do kosza na śmieci serdecznie podziękowaliśmy za tę lekcję z cyklu Jak karmić smacznie i tanio? a na pytanie: czy smakowało? chyba sami wiecie, drodzy Czytelnicy co odpowiedziałem.
Polecam i na pewno tam wrócę.

Ocena od żółwia: mocna czwórka (w skali 1-5).
4jpg

 

Reklamy

Żarcie na Kółkach

Dnia 29.09.2103r. odbyła się druga edycja festiwalu FoodTrucków Żarcie na Kółkach pod kryptonimem zakończenia sezonu foodtruckowego. Oczywiście wiele z foodtrucków tam obecnych działa i będzie działało dłużej, ale kolejna edycja imprezy odbędzie się prawdopodobnie dopiero wiosną przyszłego roku.
Sądzę, że do Waszej wyobraźni, drodzy Czytelnicy bardziej przemówią zdjęcia niż moje słowa, więc postanowiłem stworzyć małą fotorelację z tego co zaobserwowałem, zarejestrowałem i skosztowałem.

Cały festiwal trwał od godziny 12:00, osobiście byłem tam od samego początku do godziny 17:30 i powiem szczerze, że z minuty na minutę przybywało osób, które przyszły, przybiegły (dzień maratonu) czy przyjechały by skosztować smakołyków przygotowywanych przez ponad dwadzieścia FoodTrucków. Całość planowo miała zostać zamknięta o 20:00 – jak było w rzeczywistości nie mam pojęcia.

Na początek, w sumie losowo, podeszliśmy do dwóch samochodów z pożywieniem, które stały obok siebie a ich właściciele bardzo żywo ze sobą dyskutowali. Jednym z nich był Roots Food Truck, który wygląda tak:VLUU L200  / Samsung L200

Wraz z towarzyszką spożywania spożyliśmy w nim znakomite Philly Cheese Steak (18zł) ze świetną, choć nieco nie w moim guście przyprawioną i twardą wkładką mięsną oraz przepyszną grillowaną papryką – obficie polany sosem serowym, który wprawiał kubki smakowe w stan euforii.VLUU L200  / Samsung L200

Kolejno zajrzeliśmy do ustawionego obok Wheel Meal by spróbować osławionej chimichangi (15zł).
Chimichanga to rodzaj pieroga z farszem mięsnym – zostaliśmy poinformowani, że ta z Wheel Meal to kurczak długo gotowany w niskich temperaturach, ryż i fasola z przyprawami, zawinięte w pszenny placek (produkowany przez Meksykankę w Polsce) i wrzucone na fryturę. Wydało się to bardzo interesujące, oto co znaleźliśmy w środku:

VLUU L200  / Samsung L200

Niestety, chimichanga okazała się jedynie porządnym zapychaczem – ryż i fasola zrobiły swoje, kurczak odpowiednio smaczny, choć ja osobiście za gotowaną jego wersją nie przepadam. Pszenny placek po kontakcie z fryturą stał się jedynie osłoną dla wnętrza, która nawet z dosyć smacznym średnim sosem ciężko przechodziła przez moje gardło.

Na przeciwko ustawiony został Grillobus, w którym towarzyszka spożywania zamówiła dosyć taniego (13.00zł), standardowego burgera z ketchupem i warzywami w postaci cebuli, sałaty i pikli. VLUU L200  / Samsung L200

Za te pieniądze nie jadłbym burgerów nigdzie indziej – smaczna bułka posypana sezamem, klasyczny dodatek w postaci ketchupu, chrupiące warzywa i konkretny, niezbyt mocno przemielony burger z mięsa wołowego – polecam.

VLUU L200  / Samsung L200
VLUU L200  / Samsung L200

Po chwili przyszedł czas na pierwsze w to popołudnie latte (13.00zł) i herbatę (6.00zł) – wybór padł na Na Rowerze Cafe gdzie otrzymaliśmy informację, że syropy przez nich używane jako jedyne na Świecie mają atest dopuszczonych do spożywania dla wegan. Dodatkowo skusiliśmy się na muffinkę (6.00zł), wypiekaną przez zaprzyjaźnioną piekarnię. VLUU L200  / Samsung L200To było najlepsze latte w moim życiu – odpowiednio mocne a jednocześnie niepozbawione delikatności ze świetnie wyczuwalnym, lecz nieprzytłaczającym syropem.

VLUU L200  / Samsung L200 Muffinka okazała się nieco mniej wilgotna niż tego bym sobie życzył (wolę te o konsystencji typowego brownie), ale z kawą i standardową, aromatyzowaną herbatą marki Lipton komponowała się doskonale.

VLUU L200  / Samsung L200

Następnie przyszedł czas na gości z Trójmiasta – tak, dokładnie, Surf Burger przyjechał do Stolicy prosto z Gdańska, a że słyszałem o nich wiele pochlebnych opinii byłem wręcz zmuszony skonfrontować ich burgera z moim podniebieniem.

VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Kolejki stawały się coraz dłuższe, więc po tym jak wybór padł na ich standard czyli Special Burger (18.00zł), zostałem poinformowany, że będę musiał odczekać około 20-30 minut. Kolejną smutną informacją był brak Fritz-Koli – to znaczy była, ale foodtrucki nie mogły sprzedawać napojów co oczywiście miało związek z chęcią generowania zysków przez dwa pobliskie lokale nadwiślańskie.

Średnio wysmażony, porządny kawałek mięsa, w otoczeniu trzech rodzajów sałat, smacznego, ale nieprzytłaczającego sosu bbq, ogórka kiszonego, pomidora i sera Cheddar w nieco rozwalającej się bułce nie zrobił na mnie dużego wrażenia – był po prostu smaczny, ale popełniłem pewnie błąd przy wyborze, gdyż szukając mocniejszych doznań mogłem sięgnąć po burgera karmelowego z norweskim, podpuszczkowym serem karmelowym – przy najbliższej okazji nie przepuszczę.

Do burgera dokupiłem Chai Mate, którego brakowało do pełnej kolekcji spróbowanych produktów marki Wild Grass – recenzję tego produktu uzupełnię w odpowiednim czasie.

VLUU L200  / Samsung L200

Kolejny skalp na mojej burgerowej ścieżce zdobyłem w foodtrucku Dobra Buła.

VLUU L200  / Samsung L200

Pomijając propozycje bardziej wyszukane (jak choćby ich burger z avocado) zatrzymałem się przy produkcie dosyć klasycznym, którym był BekoBurger (23.00zł) czyli burger z bekonem i serem. VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Powiem szczerze, Dobra Buła zasługuje na swą nazwę w stu procentach – ich bułka była najznakomitszą burgerową bułką jaką dotychczas spożywałem – miękka, lekka, aromatyczna, doskonale trzymająca całość, nierozpadająca się, nieprzeciekająca, jednocześnie konkretna i nieodbierająca palmy pierwszeństwa wnętrzu.
A tam znalazł się: sos Aioli – dosyć rzadki, ale jakże podkreślający smak mięsa, świeża sałata, ogórek kiszony przekrojony wzdłuż co sprawiło, że spożywałem go bez problemów związanych z wypadaniem, znakomity, chrupiący plasterek czerwonej cebuli – odpowiednio delikatnej, lecz niepozbawionej ostrości, najsmaczniejszy boczek znaleziony przeze mnie w burgerze – niezbyt cienki, niezbyt tłusty, niezbyt słony, pełen smaku, dodatkowo zwarty i słusznych rozmiarów plaster pomidora, świetnie komponujący się ser i gwóźdź programu czyli burger z wołowiny rasy Red Angus – tak jak sobie życzyłem średnio wysmażony, bardzo soczysty, nieprzesadnie przyprawiony a przede wszystkim zachęcający wyglądem.

VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Jako całość BekoBurger prezentował się znakomicie a smakował jeszcze lepiej.
Miałem pisać krótko, ale Dobra Buła mnie po prostu urzekła swą bułką z własnego wypieku, interesującymi propozycjami i burgerami smażonymi na grillu lawowym, więc wybaczcie, drodzy Czytelnicy, musiałem.

Tym razem na stoliku obok burgera wylądował napój Chai Cola marki Wild Grass.

Przyszedł czas na kolejną herbatę i latte – tym razem oba napoje nabyłem w Bike Cafe – herbata to standard a latte z syropem orzechowym było po prostu smaczne, choć wolałbym w nim znaleźć większą ilość syropu.

VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200Gdy ja zamawiałem ciepłe napoje, towarzyszka spożywania ustawiła się w niemal 20 minutowej kolejce do czegoś co intrygowało mnie od czasu recenzji Żorża na Street Food Polska czyli Co Ja Ciacham?

VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200

Ciastka z Co Ja Ciacham? to zawijane a następnie wypiekane na drewnianym wałku ciasto drożdżowe, które po zdjęciu układa się w kształt sprężynki. Food truck oferuje ciastka zarówno słodkie (Nutella, cynamon, słodka posypka) jak i wytrawne (szynka, ser oliwki na przykład). My z racji tego, że dań wytrawnych mieliśmy już dosyć jak w Stolicy mają dosyć Hanny Gronkiewicz-Waltz wybraliśmy standard z kremem orzechowym Nutella.

VLUU L200  / Samsung L200Ciastko jest świetne – podane w folii, jeszcze cieplutkie, miękkie niemal na całej rozciągłości, nie licząc skórki, która jest tylko troszeczkę twardsza niż wnętrze. Cienką spiralkę chyba najwygodniej po prostu się rwie na mniejsze kawałeczki i spożywa.
Ciasto po upieczeniu staje się puszyste, ale jednocześnie dosyć zwarte jak na ciasto drożdżowe – jakby ktoś nie pozwolił mu zbytnio wyrosnąć – i dobrze, bo taka forma jest znakomita. 

VLUU L200  / Samsung L200

Kolejka długości maratonu przy Soul Food Bus, zniechęciła mnie skutecznie, choć miałem wielką ochotę na ich specjały.

VLUU L200  / Samsung L200Dużo krótszy okazał się za to czas oczekiwania przy najdłuższym (czujecie ten kontrast, drodzy Czytelnicy?) foodtrucku w Polsce czyli 9m olbrzymie Cheeseburger Slow Food, w którym oprócz grilla i kuchenki znajdziemy na przykład trzy bemary (aktualnie jeszcze nieuruchomione, ale w przyszłości podgrzeją pewnie niejedno danie) i podgrzewaną ladę.

VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200 VLUU L200  / Samsung L200Zamówiony przez mnie burger Salsa Cheese zawierał: bułkę, patty, jeden z czterech serów do wyboru (pleśniowy Rokpol, Mimmolette, Ementaler, Cheddar), mieszankę rukoli oraz sałaty lodowej, pomidora, pikle, cebulę i świeży sos salsa prosto od ekipy trucka.
Burger podany na tacce ze spienionego polistyrenu wraz z żółtą serwetką na wypadek gdybyśmy mieli zamiar jeść jak małe dzieci (co często z resztą czynię z najwyższą przyjemnością) przede wszystkim prezentował się znakomicie w blasku słońca zmierzającemu ku zachodowi. Jeżeli pragniecie zdjęcia idealnie złożonego, zachęcającego barwami burgera to właśnie o tej porze wybierzcie się na ulicę Przeskok w Warszawie. VLUU L200  / Samsung L200Kontynuując kwestię wyglądu ten burger jest po prostu inny – może wpływ na to mają amerykańskie doświadczenia ekipy CHSF? 
VLUU L200  / Samsung L200Świetnie (właściwie na naszych oczach) zgrillowana, z dosyć chrupiącą skórką bułka, choć nie największych rozmiarów, jest szersza od tego co znajduje się między jej dwiema połówkami a tam: świeży pomidor, który jakoś mnie nie zachwycił, plaster pociętego wzdłuż ogórka nadawał octowego, ale nieprzesadzonego aromatu, czerwona cebula jak zazwyczaj była dla mnie dodatkiem najważniejszym – tym razem nieco ostra, dodająca burgerowi animuszu. Sos Salsa niestety zawiódł – czuć było świeżość, nieco ziół, ale zabrakło według mnie zwartości konsystencji i delikatnej pikantności, którą obiecano gdy zamawiałem burgera. Mięso znakomicie przyprawione (nieprzesadnie, ale tak by wydobyć w nim to co najlepsze) – soczyste, mimo tego, że tak jak sobie tym razem zażyczyłem było mocno wysmażone.

VLUU L200  / Samsung L200Całość burgera oceniłbym bardzo wysoko – za burgerem z foodtrucku Dobra Buła słusznie uplasowałby się na drugim miejscu tego popołudnia.

VLUU L200  / Samsung L200

Po odczekaniu u Mr. Q.Beck na podgrzanie wody i ostatnie tego dnia latte (11.00zł) (tym razem syrop czekoladowy), które swoją drogą okazało się bardzo smaczne, choć w mojej opinii nieco zbyt delikatne, namówieni przez Żorża, stawiając opór nadciągającemu, wieczornemu zimnu stanęliśmy w kolejce do Jakie Taco? by skosztować ich quesadilli tak przez niego chwalonej oraz sławnego sosu o wdzięcznej i wiele mówiącej nazwie WypalaczVLUU L200  / Samsung L200

Żarcie Na Kółkach (56)Quesadillę z chorizo i jalapeno wzięliśmy już na wynos, sos zapakowano nam w mały pojemniczek i tak zakończyliśmy naszą kulinarną przygodę tamtej niedzieli.
Samo danie bardzo smaczne – odpowiedniej jakości ser skleja dwa placki, które swoją drogą niczym specjalnym nie zachwycają (ale tak naprawdę czym ma zachwycać tortilla?), cebula lekko zmiękczona ale nie na tyle by przestać chrupać, chorizo mało paprykowe i dla mnie osobiście nieco zbyt słone za to jalapeno idealnie kwaskowate i pikantne. Jako całość quesadilla z chorizo od ekipy Jakie Taco? stała na dobrym choć nie najwyższym poziomie. Klasę wyżej był sos, który podobno ma w sobie nieco ananasa, pomidorów i przypraw. Jego smak to początkowa owocowo-warzywna słodycz przeistaczająca się w piekący (tak, nie ostry, nie pikantny – piekący) finisz. Znakomity.

VLUU L200  / Samsung L200

Cóż powiedzieć? Chciałoby się spróbować wszystkiego co siła wyższa w postaci Organizatorów sprowadziła na ten kawałek ziemi – niestety, brak czasu a z czasem i brak miejsca w przewodzie pokarmowym.
Wszystko co spróbowałem było pożywieniem wysokiej jakości, świeżym, smacznym i niewywołującym problemów żołądkowych (mimo, że mało tego nie było).
Chciałbym podkreślić świetną organizację (nie tylko ogarnięcie miejsca, DJ’ów, ale całe zaplecze – toalety, kosze) z jednym zgrzytem w postaci zakazu sprzedaży napojów przez foodtrucki – bardzo, bardzo chciałem spróbować napojów takich jak Fritz-Kola czy Africa-Cola, niestety nie miałem takiej możliwości.

Z tych których nie spróbowałem byli:

Bobby Burger VLUU L200  / Samsung L200
Beef’N’Roll VLUU L200  / Samsung L200
– Foodwózek / Marrakesh
– Lodolandia VLUU L200  / Samsung L200
Meat Me Sandwiches VLUU L200  / Samsung L200
Meet Meat VLUU L200  / Samsung L200
Mr.Grill VLUU L200  / Samsung L200
Pasta Mobile VLUU L200  / Samsung L200
Pasta ale Jazda VLUU L200  / Samsung L200
Pizza Z Żuka VLUU L200  / Samsung L200
Ricos Tacos 
VLUU L200  / Samsung L200
Soul Food Bus VLUU L200  / Samsung L200

TamKafe VLUU L200  / Samsung L200
Wurst Kiosk VLUU L200  / Samsung L200
Zapiekanka Snack Bus VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200To co najbardziej rzuca się w oczy to zajawka, serce i dusza, którą osoby z foodtrucków pompują w pożywienie u nich sprzedawane, każdy jest uśmiechnięty, prezentuje indywidualne podejście do klienta (może to banał, ale chciałbym by takie podejście prezentowano w wielu innych miejscach) – gdybym tylko miał taką możliwość stałbym przy każdym trucku po kilka godzin i rozmawiał z ich obsługą czy właścicielami (często to te same osoby po prostu) o ich poglądzie i doświadczeniach związanych z foodtruckami. Żarcie Na Kółkach (54)

Żarcie Na Kółkach (55)VLUU L200  / Samsung L200Wypatruję już wiosny i kolejnego zjazdu z cyklu Żarcie Na Kółkach.

P.S. Gdybyście, drodzy Czytelnicy zauważyli jakikolwiek błąd, dajcie znać – tekst jest dosyć długi, a niemal wszystko pisane z pamięci.