The B.O.S.S (pol. S.Z.E.F)

Big Original Sanders Sandwich czyli Duża, Oryginalna Kanapka Pułkownika Sandersa – tak brzmi jej pełna nazwa.
W polskiej części sieci Kentucky Fried Chicken kanapka przybliżana jest klientom za pomocą hasła: Szef wszystkich kanapek!

Z której strony by na to nie patrzeć była to kolejna szansa dla KFC na pełną rehabilitację po udanej jak występ Joanny Moro w Opolu kanapce Rocker i nieco bardziej udanych ITwistach (nie mylić z produktami marki Apple). Ostatnimi czasy za jedyny sukces tej sieci uznaję siedmiotygodniowy pobyt wręcz legendarnego Qurrito na rynku.
Amerykańska sieć, specjalizująca się w daniach drobiowych a głównie panierowanych częściach kurczaka, w mojej opinii od jakiegoś czasu przeżywa kryzys nie mniejszy niż grecka gospodarka – dlatego każdą wzmiankę o nowościach i promocjach w KFC traktuję bardzo poważnie, staram się od razu przetestować nowe produkty i dać im po prostu szanse, której (tak na marginesie) zazwyczaj nie wykorzystują.

Tym razem wartości kaloryczne można poznać już dzień po premierze produktu, na polskiej witrynie internetowej KFC, choć nadal czekam na odpowiedź mailową w tej sprawie. W punkcie KFC przy ulicy Grzecznarowskiego w Radomiu, w centrum handlowym M1 nie uzyskałem żadnej informacji na ten temat. Niezmiernie mnie to dziwi, bo nie wyobrażam sobie żeby tak duża sieć wprowadzała do swych punktów nowy produkt a pracownicy nie potrafili podać choćby ilości kalorii w nim zawartych – to jak chcieć kupić samochód, przejść się do salonu dealera a sprzedawca informuje nas, że to nowy model i nie ma pojęcia jaką pojemność ma silnik…

Odbiegając od tych dygresji wspomnę iż mamy spory wybór opcji zamówienia kanapki The B.O.S.S a wśród nich:
Kanapka The B.O.S.S (765kcal) -11.95zł
Kanapka Junior B.O.S.S (404kcal) -6.50zł
Zestaw Junior B.O.S.S czyli małe frytki, dolewka i sama kanapka -10.95zł
Zestaw The B.O.S.S czyli duże frytki, dolewka i kanapka -17.95zł
Box Junior B.O.S.S: pięć sztuk Hot Wings, dolewka, małe frytki, kanapka -19.95zł
Box The B.O.S.S: pięć razy Hot Wings, dolewka, duże frytki, kanapka -25.00zł

Dopłacać kilkanaście złotych za frytki, napój i pięć fragmentów skrzydełek drobiowych w panierce to nie w moim stylu, więc na stole wylądował: The B.O.S.S, Junior B.O.S.S, Grander Texas, duże frytki i Wielka Dolewka (której wielkość głównie zależy od pojemności pęcherza spożywającego oraz długości pobytu w danym lokalu).
Towarzyszka spożywania tymczasowo zajęła się kanapką Grander Texas, więc miałem nieco czasu by poświęcić go obu wersjom S.Z.E.F-a. Na początek zaserwuję Wam, drodzy Czytelnicy, porównanie gabarytów mojej ulubionej pozycji w ofercie sieci KFC i tych dwóch nowości.VLUU L200  / Samsung L200

Jak widać kanapki z serii B.O.S.S pakowane są standardowo w papier z dedykowanym pod nie nadrukiem. Obie w konkursie szerokości mogą co najwyżej pucować buty Granderowi a i wysokość The B.O.S.S niewiele przewyższa wysokość kanapki Grander Texas, która przecież w tej kategorii jest raczej Arturem Barcisiem niż Wiktorem Zborowskim.
Powiedzmy sobie szczerze – materiały marketingowe McDonald’s czy Burger King nigdy nie będą tak przesadne jak te z KFC. Nie mam pojęcia co marketingowcy tej marki chcą przez to osiągnąć, ale taką taktyką nie ugrają nigdy więcej niż kilka złośliwych komentarzy na fanpage’u na Facebooku. A kto wierzy, że zdjęcie na stronie internetowej czy planszach w punktach KFC odzwierciedla to co dostanie naprawdę to ma w sobie tyle wiary co Marta Wierzbicka mówiąca, że rozbierane zdjęcia otwierają nowe możliwości.
W sumie lepsze to niż więcej predyspozycji.
Po krótkim rekonesansie przyszedł czas na bezproblemowe odwinięcie papierka i odkrycie jednej z tajemnic tamtego wieczoru – oto przede mną i Wami, Junior B.O.S.S:VLUU L200  / Samsung L200

Kanapka opisywana jest na stronie internetowej KFC takim słowami: Nie podołasz wielkiemu B.O.S.S’owi? Spróbuj swoich sił na nieco mniejszej wersji największej kanapki w menu KFC. B.O.S.S. Junior to aromatyczny piklowany kurczak w łagodnej panierce, chrupiąca sałata, czerwona cebulka i plasterki ogórka w puszystej sezamowej bułce.
Zgodnie z niegdyś przyjętym a następnie porzuconym standardem przeanalizuję kanapkę, podpierając się opisem producenta.
Od samego początku: to aż śmieszne by zadawać takie pytanie na początku – sądzę, że z kanapką The B.O.S.S spokojnie poradził sobie dwunastolatek a co dopiero zdrowa osoba w sile wieku? Ale o tym nieco niżej.
Idąc dalej: albo ja nie jestem tu w stanie czegoś zrozumieć z powodu zbyt małej wiedzy (ratujcie, drodzy Czytelnicy o ile tak jest), ale piklowanie to według źródeł, proces garbarski. W mojej opinii, ktoś tu się chyba pomylił jak Doda skacząca na jednym z ostatnich koncertów w objęcia swych fanów, bo ten kurczak powinien być peklowany.
Łagodna panierka rzeczywiście nie jest ani trochę pikantna, za to nieco zbyt słona i właściwie pozbawiona większej ilości nut smakowych. Pod tym chrupiącym i właściwie nie nasiąkniętym olejem poszyciem kryje się soczysty i bardzo dobrze przygotowany (prawdopodobnie) filet z piersi kurczaka – nie jest on ani trochę suchy i w każdym miejscu świetnie usmażony, gdyby nie panierka, której brakuje wyrazu bardziej niż graczom w Scrabble to byłby to zdecydowany atut kanapki.VLUU L200  / Samsung L200Kolejno poruszamy kwestię ogródkową czy też warzywną – jak kto woli.
Sekcja warzyw, jak na tak małą kanapkę jest nad wyraz urodzajna i muszę przyznać iż znajdują się w niej warzywa, które uważam za jedne z najlepszych dodatków do burgerów (choć tu oczywiście mamy do czynienia nie z burgerem a kanapką – mięso nie równa się mięso, ale to już kwestia nomenklatury) czyli czerwoną cebulę i pikle (może stąd to piklowanie?). Dodatkowo mamy tu sałatę, pokrojoną w strzępki.
Warzywa jakościowo jak najbardziej do przyjęcia, wszystko trzy naprawdę chrupiące i świeże jak poranna bryza. Cebula mogłaby być odrobinę bardziej ostra, ale przecież nikt tego nie wyreguluje w procesie dojrzewania. Pikle smakują jak zwykłe ogórki konserwowe z piwnicy Babci Janinki a sałata ma bardzo przyjemny i zaskakująco intensywny smak.
Puszysta bułka to standard wśród sieciówek – lekko posypana sezamem, miękka, aromatyczna, ale tym razem mało konkretna porcja pieczywka daje sobie spokojnie radę z utrzymanie tego co znajduje się w jej wnętrzu.VLUU L200  / Samsung L200Sos o którym nikt nic nie wspomniał smakuje jak słoik majonezu i garść słodkiej papryki w proszku – właściwie tak też wygląda. Z dosyć rzadkiej, białej masy majonezowej przebijają czerwone kropeczki papryki.
Jako całość kanapka to smak sezamowej bułki, kotleta z fileta z piersi kurczaka, takiego jak u Babci Janinki w niedzielę – mdłego sosu, który niestety Juniorowi odbiera mocy a dodaje kalorii i przede wszystkim octowo-gorczycowy posmak pikli, bo w sumie ta nuta, wraz ze zbyt słoną panierką wysuwa się na czoło tej kompozycji.

Uwaga! Nadchodzi szef wszystkich szefów.Tak wielkiej kanapki jeszcze w KFC nie było. B.O.S.S. to chrupiąca sałata, czerwona cebulka, plasterki ogórka, aromatyczny ser cheddar i dużo… bardzo dużo marynowanego kurczaka w łagodnej chrupiącej panierce.
Nie mam pojęcia czy marketingowcy KFC słowem Uwaga! chcą nas zachęcić do spożycia czy może przed nim przestrzec?
Szef wszystkich szefów, po odwinięciu go z dedykowanego papierka w kolorze drewniano-brązowym oraz ze stylizowanym napisem nań okazuje się co najwyżej szefem centrali gazowej w Zamościu.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Trzystopniowe dozowanie bułki bardzo przypomina klasykę McDonald’s czyli BigMaca, ale tu sprawdza się o wiele gorzej – o ile środkowa część spełnia swe zadanie w stabilnym podtrzymywaniu całości to już górna i dolna część są zbyt cienkie by oprzeć się pokusie przeciekania pod wpływem sporych ilości sosu, które jest identyczną, mdłą mieszaniną majonezu i sproszkowanej papryki – niestety, więcej polotu posiada Bronisław Komorowski w swych wypowiedziach niż znalazłem w kompozycji tego dressingu.
Warzywa podobnie jak wyżej – nic się nie zmieniło, bo przecież to ta sama dostawa.
Kwestia ilości kurczaka, którą w opisie poruszają marketingowcy to oczywiście czysty subiektywizm – mam nadzieję, że gdy rozmawiają o innych rozmiarach to już tak nie przesadzają – mogliby tym sprawić zawód nie tylko innym, ale też sobie.VLUU L200  / Samsung L200W mojej opinii ilość kurczaka, który być może był marynowany, jest zadowalająca, ale też nie porywająca – ot taki jeden kotlet z filetu z piersi Babci Janinki (o którym już wspominałem, uważny Czytelniku) bywa większy. Cheddar, szczerze mówiąc, wnosi do tej kanapki dużo więcej niż się spodziewałem. Sądziłem, że jeden marny plasterek zginie wśród nijakiego sosu i plastrów ogórka konserwowego, ale tak nie było – dosyć mocno wybijał się w smaku, choć czuć było, że jest to jedynie jego łabędzi śpiew. Może gdyby w dolnej części znajdował się jeszcze jeden plasterek ser dopełniłby kompozycję znacznie skuteczniej? Nie mnie to oceniać, póki nie spróbuję.
A propos ułożenia – składniki są ułożone na górze odwrotnie do tych na dole, co sprawia, że dolna część bułki wręcz rozpada się w trakcie jedzenia. Kanapka nie jest tak wysoka bym miał problemy z ugryzieniem na całej jej wysokości nawet przy pierwszym kęsie.
Ogół standardowej wersji kanapki The B.O.S.S to głównie posmak octu z ogórków konserwowych, mdląca nuta majonezowego sosu, a w dalszej części chrupiąca lecz mało aromatyczna partia drobiowa i lekko przebijająca się, ale nie mogąca rozwinąć skrzydeł nuta sera Cheddar – może oprócz tej ostatniej mamy po prostu do czynienia z tą samą, choć dużo mniej stabilną i większą kanapką co w opcji Junior. Nie różnią się znacząco jeżeli chodzi o doznania smakowe. Choć w samej niestabilnej strukturze kanapki, połączonej z soczystością kurczaka odnajdowałem duża przyjemność podczas kolejnych kęsów.

Pepsi z dozownika odpowiednio, chłodna i intensywna w smaku – dozowanie lodu bez zarzutów. Kubełek wypełniony niesolonymi frytkami, które posiadają dużo większy powierzchniowo przekrój niże te z McDonald’s czy nowe z Burger Kinga są chrupiące, smaczne, posiadające odpowiednią ilość skrobi, choć może czasem zbyt suche – jako dodatek sprawdził się doskonale – polecam.VLUU L200  / Samsung L200

W podsumowaniu przytoczę może takie oto powiedzenie: z pustego to i Salomon nie naleje.
Cóż poradzić jeżeli ktoś sądzi, że w dobie ciągle powstających punktów sprzedaży burgerów (czy to foodtrucki wszelkiej maści czy burgerownie w lokalach) zawojuje kubki smakowe swoich klientów sznyclem z piersi kurczaka, majonezem i warzywami?
To nie ten kierunek w mojej opinii – The B.O.S.S nigdy nie będzie szefem kanapek, choćby w KFC, bo nawet nie jest w stanie gonić Grandera (chyba, że w kwestii kosztów) a co dopiero go dogonić.
Jest to raczej zwykły pracownik w dyrektorskim przebraniu w postaci ładnej otoczki marketingowej – do prawdziwego rządzenia i dzielenia wiele mu brakuje.

Reklamy

Małe co nie co

Ostatnimi czasy mnóstwo sieciówek poszło w stronę budżetowych produktów. Nie, nie chodzi mi o rzeczy z przedziału 5-7.00zł, chodzi mi o produkty poniżej 5.00zł. McDonald’s już jakiś czas proponuje całkiem znośne Cheeseburgery (zdarza się, że dwa za 5.00zł), zestawy 2forU czy niedawne 4for2, KFC ma B-Smarty ledwie co poniżej granicy 5.00zł i niewypał jak te z czasów II Wojny Światowej w postaci kosztującego 4.00zł Rockera. Do tej dwójki dołączył ostatnio Burger King ze swoim karłowatym i niesmacznym jak reklamy zimnego Lecha przy Wawelu, Kurakiem.
ITwistVLUU L200  / Samsung L200Kolejnymi przedstawicielami tego nurtu, nawiązującego do pracy u podstaw są ITwisty, oferowane od czwartego czerwca (czyli dokładnie od dnia siedmiotygodniowego powrotu Qurrito) w sieci KFC.
Wygląd na bannerze? Tata Twister, mama Longer. Po domniemanych rodzicach ITwist odziedziczył wygląd (tata) i wielkość (mama). Oczywiście materiały marketingowe przedstawiają go jako cudownego młodzieńca, wręcz dumę rodziców. W rzeczywistości aż tak dobrze nie jest, ale też nie odbiega znacząco od tego co nad kasami w punktach KFC (prawdopodobnie ktoś zapamiętał sobie jak wyśmiany został Rocker).
Nasz bohater ceni się jak przy trasie E7 – niedrogo. 4.00zł w zupełności wystarczą by stać się jego posiadaczem na kilka chwil i zatopić w nim swe zmysły.

ITwist występuje w czterech odmianach smakowych, dla których wspólnym mianownikiem są warzywa – zazwyczaj pomidor pokrojony w kosteczkę oraz sałata lodowa pocięta w paseczki – Stripe z drobiowych piersi i tortilla z jednym wyjątkiem. Zakręcony w tortillę przez pracowników KFC i otulony grubym papierem (od środka matowo bladym a na zewnątrz kolorem odpowiadającym wersji) prezentuje się całkiem nieźle nie licząc rozmiarów, które bardziej przypominają Flipa niż Flapa.
Cztery ITwisty kupiłem w punkcie KFC w Galerii Słonecznej w Radomiu, koszt każdego to, jak wspomniałem wyżej, 4.00zł, za kolejne 1.50zł można dostać je w formie B-Smarta z czego osobiście nie skorzystałem.
Wrzucę na warsztat każdego z nich by przybliżyć Ci, drogi Czytelniku ich charakterystykę wewnętrzną.

Sądzę, że na początek najwygodniej będzie wziąć pod lupę ITwist Classic(326kcal) – w końcu propozycje klasyczne wyznaczają pewne standardy, powinny być ponadczasowe a ich skład nie jest zbyt wymyślny.
KFC na swej stronie internetowej opisuje klasycznego ITwista w ten sposób: soczyste, pikantne polędwiczki z kurczaka, przełożone sałatą lodową i pomidorami, polane sosem majonezowym, zakręcone w tortillę.
Jest tajemnicą Poliszynela, że Stripesy w KFC bywają suche – na szczęście ten tutaj był odpowiednio soczysty, a dzięki panierce chrupiący i rzeczywiście nieco pikantny. Sałata prawie nie chrupka co pewnie wynikało z kontaktu z ciepłymi piersiami… Kurczaka oczywiście. Pomidor w postaci małej kostki sprawdza się dużo lepiej niż ten najczęściej spotykany w kanapkach czyli pokrojony w plastry. Dzięki temu nie sprawia, że wszystko płynie jak po oberwaniu chmury a dodaje nieco kolorytu i uroku, choć jego smak jest płaski jak ostrze noża. Tortilla mimo tego, że nim nie jest, bardzo przypomina pszenny placek, w którym podawany jest McWrap dostępny w sieci McDonald’s – może jest bardziej aromatyczna i mniej klei się do zębów, ale również jest jedynie niezbędną, podobnie zapychającą otoczką. Sos majonezowy sprawia, że całość nie wydaje nam się tak bardzo sucha, choć soczyste polędwiczki i pomidor już o to się zatroszczyły. Jego smak opiera się na głównej nucie majonezu i pobocznym aromacie przypraw – jak zazwyczaj w przypadku tego typu sosów porywają jak kolejny odcinek Barw Szczęścia.
Całość to rzeczywiście klasyka bez udziwnień – smaczny Strip, standardowe warzywa i nudnawy sos, zamknięte w tortilli.
Klasyk może i nudny jak W Pustyni i w Puszczy, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Interesującą propozycją wydał mi się ITwist Ser(?kcal) – sądziłem, że jest to po prostu Classic z serem, ale pomyliłem się jak Leo Messi w swoim zeznaniu podatkowym. KFC opisuje go tak: soczysty strips ze świeżymi warzywami i sosem serowym.
Także mamy tu interesującą kwestię serowego sosu. Jak przekonałem się później w każdym ITwiście Strip był bardzo soczysty i delikatnie pikantny (Hot&Spicy). Wspomnieć też należy, że niezbyt różniły się one wielkością i odpowiadały gabarytom kokonu z tortilli, w który były zawinięte.
Tortilla i warzywa standardowe czyli pomidor w kostkę i sałata w paski – dokładniej opisane wyżej, uważny Czytelniku.
Także jedyne co pozostaje mi do opisania to sos serowy – dosyć gęsty, o lekko pomarańczowym zabarwieniu i wyczuwalnej na języku strukturze.
Znacie smak Cheetos Ser? Ten jest bardzo podobny – lekko śmierdzący, nieco syntetyczny aromat sera w połączeniu z gęstym płynem na pewno nie zasmakuje każdemu. Jak dla mnie swój test zaliczył na trzy z plusem – ani mnie nie zachwycił, ani nie zranił. Me uczucia pozostały obojętne wobec jego zalotów.
Serowy może i bezpłciowy jak Dzieci z Bullerbyn, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200
VLUU L200  / Samsung L200Trzeci ITwist jakiego sprobowałem to Ananas(278kcal). Soczysta polędwiczka ze świeżymi warzywami, dwoma rodzajami sosów, w tym ananasowym – tak opisywany jest na oficjalnej stronie KFC. Od razu na wstępie przyznaję się i wybaczcie mi ignorancję godną Joanny Muchy – nie wyczułem w smaku drugiego sosu.
Na zewnątrz aromatyczna, zapychająca tortilla, zawinięta u dołu jak domek ślimaka. Wewnątrz typowy soczysty Strip, warzywa z tej samej parafii co w każdym inny ITwiście, sos, którego nie wyczułem i sos ananasowy. Niezbyt gęsty i jasny. Smakiem przypominający sałatkę na słodko Babci Janinki – dobrze wyważony między byciem nieprzesadnie słodkim a dodającym odpowiednich walorów smakowych. Może powiew Hawajów?
Ananasowy może i słodki jak Karolcia, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200

Dzięki niebiosom ostatni wybrany randomowo ITwist to Papryka(252kcal). Czemu tak się cieszę, że był ostatni? Z tego powodu iż był bardzo pikantny i moje kubki smakowe zatraciłby zdolności rozpoznawcze jak głowa po uderzeniu obuchem gdybym wybrał go jako pierwszego, drugiego lub trzeciego. KFC opisuje ten produkt w taki sposób: Soczysty strips ze świeżymi warzywami, sosem paprykowym w pomidorowej tortilli.
Lecz to zdecydowanie zbyt mało informacji – należałoby dodać, że sos paprykowy jest dosyć ostry, a tortilla ma odmienny kolor.
Tak, bo to co wyróżnia tego ITwista spośród pozostałych to kolor tortilli, która wygląda jak gdyby komuś w fabryce wypadło drugie śniadanie w postaci zupy pomidorowej albo puszki z rybą w pomidorach i wpadło do gara z tortillową masą. Zawinięty w papier koloru hiper-fiolet może nieco zmylić swoją nader wysublimowaną powierzchownością, ale nie na długo, bo tylko do pierwszego kęsa – wtedy ujawnia swoje prawdziwe oblicze.
Aromatyczna, zdecydowanie lekko pomidorowa w smaku i aromacie tortilla kryje, jak już uważny Czytelniku wiesz soczysty Strip w chrupiącej i lekko pikantnej panierce, kilka drobinek pomidora oraz paski sałaty. To co nadaje dzikości i zadziorności to pomarańczowy sos z czerwonymi drobinkami, prawdopodobnie ostrych papryczek. Niechybnie ktoś potraktował jego kadź tabasco, a przynajmniej tak właśnie on smakuje. Główna nuta to tabasco, gdzieś na drugim planie jest tabasco a w tle tabasco. Dosyć ostry, w mojej opinii można było uszczuplić go o pewną ilość… Tak, tabasco lub czegoś na jego kształt.
Paprykowy może i ostry jak Ferdydurke, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Ogólna konkluzja wygląda następująco: skoro za 4zł dostajemy minitiwistera, a zdaje sobie sprawę, że jest mnóstwo osób, które mimo często niemal na wpół surowej tortilli tę pozycję w menu KFC uwielbiają, skoro przy takim wydatku mamy w środku soczystego i chrupiącego Stripesa o niebanalnym smaku, skoro za taką cenę dokładają nam dosyć dobrej jakości warzywa i skoro przy tak małej wydanej kwocie przy kasie mamy tyle wariantów do wyboru gdzie każdy znajdzie coś dla siebie i lekko się zasyci to mimo, że klasyk może być nudny, serowy wydaje się nie mieć ognia, ananasowy może jest i za słodki a paprykowy zbyt ostry to za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.

Qurrito wraca!

Co może skuteczniej przyciągnąć spożywających niż powrót dawno wyrzuconego z menu, ale owianego legendą smakołyku?
Powrót tego smakołyku za darmo.
Taką taktykę zastosowała sieć KFC przy wprowadzaniu (na kolejne siedem tygodni, począwszy od dziś) ponownie Qurrito – produktu, którego powrotu do oferty amerykańskiej sieci żądały całe miasta, wsie, państwa, fanpage na Fb, morza, góry, lasy, doliny, ludzie wszystkich zawodów, nacji… I chyba jedynie kurczaki nie są szczęśliwe z jego powrotu.
No dobrze, trochę mnie poniosło, ale nie było postu na fanpage’u KFC by choć w jednym komentarzu ktoś nie domagał się powrotu Qurrito czy linkował do całej strony poświęconej walce o jego ponowne wejście do menu.
Dziś o 11:00 w każdym punkcie sieci KFC wymawiając magiczne jak czary Davida Copperfielda hasło Qurrito można było otrzymać porcję tego produktu za darmo. Niestety dotyczyło to jedynie dziesięciu pierwszych szczęśliwców, koczujących, mających szczęście lub obdarowanych łaską i wcześniejszą informacją od pracowników KFC.

Czy ja to rozumiem?
W pewnym sensie tak, ale jestem jedną z tych osób, które tego fenomenu nie mogą dotknąć bezpośrednio gdyż nigdy Qurrito nie jadłem i teraz zastanawiam się czy wykrzyknik postawiony w tytule był słuszny(?)
Nie jadłem, więc nawet nie ma pojęcia co jest w środku, a KFC na swojej stronie ma, jak zazwyczaj, tak wiele informacji o nowościach jak Ewa Kopacz dobrych pomysłów. Z tego co widzę w materiałach marketingowych to coś na kształt tortilli (spód i wierzch), która wypełniona jest kurczakiem, serem i czerwonym sosem (mam nadzieję, że nie jest to zwykły ketchup)… Wartości odżywczych jak na razie również nie podano, gdyby się to zmieniło to postaram się uzupełnić tekst, a pewnie dowiem się tego w krótszym czasie gdy zapytam kogoś przy kasie.

Także nadszedł ten moment – jadę na Qurrito.

Dzień później…

Wyjście na Qurrito nieco się przedłużyło, ekhm…
Także wracając do tematu: niedługo przed zamknięciem KFC w Galerii Słonecznej w Radomiu zamówiliśmy wraz z towarzyszem spożywania dwie porcje Qurrito i jednego iTwista (nowość w KFC – coś pokroju Twistera zmniejszonego o połowę) – miał być Ser, ale otrzymaliśmy wersję Classic.
Od wczoraj na stronie internetowej pojawił się już opis Qurrito, brzmiący następująco: Cztery trójkątne kawałki: sos BBQ, kurczak i ser Cheddar, zgrillowane w tortilli. KFC szumnie jak brzozy na wietrze ogłasza też, że tylko do Qurrito można otrzymać dip za 1.00zł. Sądziłem, że jest to jakiś specjalny, okazjonalny sos, tylko i wyłącznie do tego produktu, ale okazuje się, że do wyboru mamy jedynie standardowe dipy, na przykład BBQ, co wydaje mi się mieć tyle sensu co podwójna surówka w kebabie, bo tego sosu w Qurrito jest dosyć dużo, ale o tym za chwilę. Tak czy inaczej za dodatkową złotówkę możemy otrzymać inne sosy, by polać nimi tortillę.
O ile opis jest już na stronie internetowej amerykańskiej sieci, o tyle nawet we wspomnianym punkcie nikt nie był w stanie mi powiedzieć ile kalorii ma porcja Qurrito.

Powracając do opisu – produkt podawany jest na tekturowej, laminowanej, białej tacy z wyciętymi, okrągłymi dziurami jak w żółtym serze, ale maszynowo, regularnie. Schowany w papierowo-foliowym rękawie z kilkoma napisami, głoszącymi, że KFC nie podaje mięsa mrożonego, mielonego i przetworzonego (o, fajnie). Coś o recyklingu z drugiej strony opakowania, o sekretnym zestawieniu jedenastu przypraw od Sandersa i tego typu marketingowa papka pokroju kaszki manny z małą ilością mleka.
VLUU L200  / Samsung L200Bardziej tym razem interesowało mnie to co w środku. Zawinięta po najdłuższej cięciwie (tak zwanej średnicy) tortilla przy pierwszym kontakcie uderza nas po nozdrzach spalenizną jak to czasem bywa z pizzą przy mało wprawnej osobie obsługującej piec. Po chwili efekt ten ustępuje i placek wydaje nam się bardzo ładnie wypieczony – miejscami ciemniejszy, miejscami jaśniejszy – niemal jak prawdziwa tortilla pieczona na kamieniu w Meksyku. W środku ciemny sos BBQ z jasnym, startym na drobno serem Cheddar oraz pociętymi na kawałki stripesami czyli polędwiczkami z piersi kurczaka w sekretnej panierce Kentucky Fried Chicken tworzą całość o pięknym, żółto-bordowym kolorze i strukturze podobnej do początków zaczyniania ciasta na racuchy.
Dwa wewnętrzne kawałki są najkonkretniej wypełnione nadzieniem, a z kolei dwa zewnętrzne są większe – trzeba brać to pod uwagę gdybyśmy mieli podzielić się Qurrito z towarzyszami spożywania. Nie zważając na strukturę, a napawając się cudowną barwą wnętrza ukrytego w tortilli zabrałem się za pierwszy od prawej kawałek.

Pierwsze wrażenie? Smaczna, lekko chrupiąca, odpowiednio wypieczona, niezbyt gruba (choć to na plus) tortilla i mięciutkie wnętrze, które niesie ze sobą głównie smak sosu BBQ. Stripesy stoją na standardowym poziomie, nie są na szczęście zbyt suche, jak to często bywa w punktach tej sieci, posiadają chrupiącą panierkę, która nie przyjęła zbyt dużej ilości oleju a pod nią są kruche i smaczne. Cheddar bardzo dobrze się tu dopasował, ale tylko smakiem. W mojej porcji nie rozpuścił się do końca i nie ciągnął jak południowoamerykańskie telenowele. Prawdopodobnie ktoś zafundował mu zbyt krótkie wakacje w ciepłych obszarach kuchni lokalu. Nie zmienia to faktu, że nawet nieroztopiony ser, pyszne, soczyste stripesy i smaczna tortilla razem wzięte nie są w stanie zmienić tego, że dominuje tu, rządzi i dzieli sos BBQ – lekko pikantny, z odpowiednią ilością koncentratu dymu wędzarniczego, mocny i smaczny. Naprawdę mało jest tak konkretnych i wyrazistych sosów w sieciówkach, dlatego też ten, obok sosu słodko-kwaśnego, orientalnego, azjatyckiego (różnie bywa on nazywany) najczęściej ląduje jako dodatek do Kubełka Classic.
Jako całość na pierwszym planie jest właśnie mocny sos BBQ, uzupełniony, przyprawowo-korzennym smakiem panierki, mleczno-kremowym serem i płaskim smakiem kukurydzianego placka. Bardzo udana kompozycja.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Podsumowując: płacąc 8.90zł za samo Qurrito lub 15.50zł za zestaw z frytkami i dolewką czy nawet dokładając 1.00zł za sos – nie najecie się. Jest to danie pełne smaku BBQ, chrupania tortilli, soczystości stripesów oraz aromatu sera i głównie dla tych atrybutów można go skosztować. Jest rzeczywiście bardzo smaczne i teraz już nieco rozumiem zażartość walki o jego powrót. Pewnie najbliższe siedem tygodni będzie bardzo szczęśliwe dla wszystkich, którzy na to czekali. Dla mnie to kolejny dowód na to, że podając klientom coś smacznego za przyzwoitą cenę (nie licząc zdzierstwa w zestawie) nie pozwolimy im się najeść, ale tak to już w życiu bywa, że trzeba iść na kompromis w pewnych kwestiach a marketingowcy z sieciówek wiedzą to doskonale.

Cieszcie się ci, którzy czekali i próbujcie ci, którzy jeszcze nie spróbowali – póki czas!