The B.O.S.S (pol. S.Z.E.F)

Big Original Sanders Sandwich czyli Duża, Oryginalna Kanapka Pułkownika Sandersa – tak brzmi jej pełna nazwa.
W polskiej części sieci Kentucky Fried Chicken kanapka przybliżana jest klientom za pomocą hasła: Szef wszystkich kanapek!

Z której strony by na to nie patrzeć była to kolejna szansa dla KFC na pełną rehabilitację po udanej jak występ Joanny Moro w Opolu kanapce Rocker i nieco bardziej udanych ITwistach (nie mylić z produktami marki Apple). Ostatnimi czasy za jedyny sukces tej sieci uznaję siedmiotygodniowy pobyt wręcz legendarnego Qurrito na rynku.
Amerykańska sieć, specjalizująca się w daniach drobiowych a głównie panierowanych częściach kurczaka, w mojej opinii od jakiegoś czasu przeżywa kryzys nie mniejszy niż grecka gospodarka – dlatego każdą wzmiankę o nowościach i promocjach w KFC traktuję bardzo poważnie, staram się od razu przetestować nowe produkty i dać im po prostu szanse, której (tak na marginesie) zazwyczaj nie wykorzystują.

Tym razem wartości kaloryczne można poznać już dzień po premierze produktu, na polskiej witrynie internetowej KFC, choć nadal czekam na odpowiedź mailową w tej sprawie. W punkcie KFC przy ulicy Grzecznarowskiego w Radomiu, w centrum handlowym M1 nie uzyskałem żadnej informacji na ten temat. Niezmiernie mnie to dziwi, bo nie wyobrażam sobie żeby tak duża sieć wprowadzała do swych punktów nowy produkt a pracownicy nie potrafili podać choćby ilości kalorii w nim zawartych – to jak chcieć kupić samochód, przejść się do salonu dealera a sprzedawca informuje nas, że to nowy model i nie ma pojęcia jaką pojemność ma silnik…

Odbiegając od tych dygresji wspomnę iż mamy spory wybór opcji zamówienia kanapki The B.O.S.S a wśród nich:
Kanapka The B.O.S.S (765kcal) -11.95zł
Kanapka Junior B.O.S.S (404kcal) -6.50zł
Zestaw Junior B.O.S.S czyli małe frytki, dolewka i sama kanapka -10.95zł
Zestaw The B.O.S.S czyli duże frytki, dolewka i kanapka -17.95zł
Box Junior B.O.S.S: pięć sztuk Hot Wings, dolewka, małe frytki, kanapka -19.95zł
Box The B.O.S.S: pięć razy Hot Wings, dolewka, duże frytki, kanapka -25.00zł

Dopłacać kilkanaście złotych za frytki, napój i pięć fragmentów skrzydełek drobiowych w panierce to nie w moim stylu, więc na stole wylądował: The B.O.S.S, Junior B.O.S.S, Grander Texas, duże frytki i Wielka Dolewka (której wielkość głównie zależy od pojemności pęcherza spożywającego oraz długości pobytu w danym lokalu).
Towarzyszka spożywania tymczasowo zajęła się kanapką Grander Texas, więc miałem nieco czasu by poświęcić go obu wersjom S.Z.E.F-a. Na początek zaserwuję Wam, drodzy Czytelnicy, porównanie gabarytów mojej ulubionej pozycji w ofercie sieci KFC i tych dwóch nowości.VLUU L200  / Samsung L200

Jak widać kanapki z serii B.O.S.S pakowane są standardowo w papier z dedykowanym pod nie nadrukiem. Obie w konkursie szerokości mogą co najwyżej pucować buty Granderowi a i wysokość The B.O.S.S niewiele przewyższa wysokość kanapki Grander Texas, która przecież w tej kategorii jest raczej Arturem Barcisiem niż Wiktorem Zborowskim.
Powiedzmy sobie szczerze – materiały marketingowe McDonald’s czy Burger King nigdy nie będą tak przesadne jak te z KFC. Nie mam pojęcia co marketingowcy tej marki chcą przez to osiągnąć, ale taką taktyką nie ugrają nigdy więcej niż kilka złośliwych komentarzy na fanpage’u na Facebooku. A kto wierzy, że zdjęcie na stronie internetowej czy planszach w punktach KFC odzwierciedla to co dostanie naprawdę to ma w sobie tyle wiary co Marta Wierzbicka mówiąca, że rozbierane zdjęcia otwierają nowe możliwości.
W sumie lepsze to niż więcej predyspozycji.
Po krótkim rekonesansie przyszedł czas na bezproblemowe odwinięcie papierka i odkrycie jednej z tajemnic tamtego wieczoru – oto przede mną i Wami, Junior B.O.S.S:VLUU L200  / Samsung L200

Kanapka opisywana jest na stronie internetowej KFC takim słowami: Nie podołasz wielkiemu B.O.S.S’owi? Spróbuj swoich sił na nieco mniejszej wersji największej kanapki w menu KFC. B.O.S.S. Junior to aromatyczny piklowany kurczak w łagodnej panierce, chrupiąca sałata, czerwona cebulka i plasterki ogórka w puszystej sezamowej bułce.
Zgodnie z niegdyś przyjętym a następnie porzuconym standardem przeanalizuję kanapkę, podpierając się opisem producenta.
Od samego początku: to aż śmieszne by zadawać takie pytanie na początku – sądzę, że z kanapką The B.O.S.S spokojnie poradził sobie dwunastolatek a co dopiero zdrowa osoba w sile wieku? Ale o tym nieco niżej.
Idąc dalej: albo ja nie jestem tu w stanie czegoś zrozumieć z powodu zbyt małej wiedzy (ratujcie, drodzy Czytelnicy o ile tak jest), ale piklowanie to według źródeł, proces garbarski. W mojej opinii, ktoś tu się chyba pomylił jak Doda skacząca na jednym z ostatnich koncertów w objęcia swych fanów, bo ten kurczak powinien być peklowany.
Łagodna panierka rzeczywiście nie jest ani trochę pikantna, za to nieco zbyt słona i właściwie pozbawiona większej ilości nut smakowych. Pod tym chrupiącym i właściwie nie nasiąkniętym olejem poszyciem kryje się soczysty i bardzo dobrze przygotowany (prawdopodobnie) filet z piersi kurczaka – nie jest on ani trochę suchy i w każdym miejscu świetnie usmażony, gdyby nie panierka, której brakuje wyrazu bardziej niż graczom w Scrabble to byłby to zdecydowany atut kanapki.VLUU L200  / Samsung L200Kolejno poruszamy kwestię ogródkową czy też warzywną – jak kto woli.
Sekcja warzyw, jak na tak małą kanapkę jest nad wyraz urodzajna i muszę przyznać iż znajdują się w niej warzywa, które uważam za jedne z najlepszych dodatków do burgerów (choć tu oczywiście mamy do czynienia nie z burgerem a kanapką – mięso nie równa się mięso, ale to już kwestia nomenklatury) czyli czerwoną cebulę i pikle (może stąd to piklowanie?). Dodatkowo mamy tu sałatę, pokrojoną w strzępki.
Warzywa jakościowo jak najbardziej do przyjęcia, wszystko trzy naprawdę chrupiące i świeże jak poranna bryza. Cebula mogłaby być odrobinę bardziej ostra, ale przecież nikt tego nie wyreguluje w procesie dojrzewania. Pikle smakują jak zwykłe ogórki konserwowe z piwnicy Babci Janinki a sałata ma bardzo przyjemny i zaskakująco intensywny smak.
Puszysta bułka to standard wśród sieciówek – lekko posypana sezamem, miękka, aromatyczna, ale tym razem mało konkretna porcja pieczywka daje sobie spokojnie radę z utrzymanie tego co znajduje się w jej wnętrzu.VLUU L200  / Samsung L200Sos o którym nikt nic nie wspomniał smakuje jak słoik majonezu i garść słodkiej papryki w proszku – właściwie tak też wygląda. Z dosyć rzadkiej, białej masy majonezowej przebijają czerwone kropeczki papryki.
Jako całość kanapka to smak sezamowej bułki, kotleta z fileta z piersi kurczaka, takiego jak u Babci Janinki w niedzielę – mdłego sosu, który niestety Juniorowi odbiera mocy a dodaje kalorii i przede wszystkim octowo-gorczycowy posmak pikli, bo w sumie ta nuta, wraz ze zbyt słoną panierką wysuwa się na czoło tej kompozycji.

Uwaga! Nadchodzi szef wszystkich szefów.Tak wielkiej kanapki jeszcze w KFC nie było. B.O.S.S. to chrupiąca sałata, czerwona cebulka, plasterki ogórka, aromatyczny ser cheddar i dużo… bardzo dużo marynowanego kurczaka w łagodnej chrupiącej panierce.
Nie mam pojęcia czy marketingowcy KFC słowem Uwaga! chcą nas zachęcić do spożycia czy może przed nim przestrzec?
Szef wszystkich szefów, po odwinięciu go z dedykowanego papierka w kolorze drewniano-brązowym oraz ze stylizowanym napisem nań okazuje się co najwyżej szefem centrali gazowej w Zamościu.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Trzystopniowe dozowanie bułki bardzo przypomina klasykę McDonald’s czyli BigMaca, ale tu sprawdza się o wiele gorzej – o ile środkowa część spełnia swe zadanie w stabilnym podtrzymywaniu całości to już górna i dolna część są zbyt cienkie by oprzeć się pokusie przeciekania pod wpływem sporych ilości sosu, które jest identyczną, mdłą mieszaniną majonezu i sproszkowanej papryki – niestety, więcej polotu posiada Bronisław Komorowski w swych wypowiedziach niż znalazłem w kompozycji tego dressingu.
Warzywa podobnie jak wyżej – nic się nie zmieniło, bo przecież to ta sama dostawa.
Kwestia ilości kurczaka, którą w opisie poruszają marketingowcy to oczywiście czysty subiektywizm – mam nadzieję, że gdy rozmawiają o innych rozmiarach to już tak nie przesadzają – mogliby tym sprawić zawód nie tylko innym, ale też sobie.VLUU L200  / Samsung L200W mojej opinii ilość kurczaka, który być może był marynowany, jest zadowalająca, ale też nie porywająca – ot taki jeden kotlet z filetu z piersi Babci Janinki (o którym już wspominałem, uważny Czytelniku) bywa większy. Cheddar, szczerze mówiąc, wnosi do tej kanapki dużo więcej niż się spodziewałem. Sądziłem, że jeden marny plasterek zginie wśród nijakiego sosu i plastrów ogórka konserwowego, ale tak nie było – dosyć mocno wybijał się w smaku, choć czuć było, że jest to jedynie jego łabędzi śpiew. Może gdyby w dolnej części znajdował się jeszcze jeden plasterek ser dopełniłby kompozycję znacznie skuteczniej? Nie mnie to oceniać, póki nie spróbuję.
A propos ułożenia – składniki są ułożone na górze odwrotnie do tych na dole, co sprawia, że dolna część bułki wręcz rozpada się w trakcie jedzenia. Kanapka nie jest tak wysoka bym miał problemy z ugryzieniem na całej jej wysokości nawet przy pierwszym kęsie.
Ogół standardowej wersji kanapki The B.O.S.S to głównie posmak octu z ogórków konserwowych, mdląca nuta majonezowego sosu, a w dalszej części chrupiąca lecz mało aromatyczna partia drobiowa i lekko przebijająca się, ale nie mogąca rozwinąć skrzydeł nuta sera Cheddar – może oprócz tej ostatniej mamy po prostu do czynienia z tą samą, choć dużo mniej stabilną i większą kanapką co w opcji Junior. Nie różnią się znacząco jeżeli chodzi o doznania smakowe. Choć w samej niestabilnej strukturze kanapki, połączonej z soczystością kurczaka odnajdowałem duża przyjemność podczas kolejnych kęsów.

Pepsi z dozownika odpowiednio, chłodna i intensywna w smaku – dozowanie lodu bez zarzutów. Kubełek wypełniony niesolonymi frytkami, które posiadają dużo większy powierzchniowo przekrój niże te z McDonald’s czy nowe z Burger Kinga są chrupiące, smaczne, posiadające odpowiednią ilość skrobi, choć może czasem zbyt suche – jako dodatek sprawdził się doskonale – polecam.VLUU L200  / Samsung L200

W podsumowaniu przytoczę może takie oto powiedzenie: z pustego to i Salomon nie naleje.
Cóż poradzić jeżeli ktoś sądzi, że w dobie ciągle powstających punktów sprzedaży burgerów (czy to foodtrucki wszelkiej maści czy burgerownie w lokalach) zawojuje kubki smakowe swoich klientów sznyclem z piersi kurczaka, majonezem i warzywami?
To nie ten kierunek w mojej opinii – The B.O.S.S nigdy nie będzie szefem kanapek, choćby w KFC, bo nawet nie jest w stanie gonić Grandera (chyba, że w kwestii kosztów) a co dopiero go dogonić.
Jest to raczej zwykły pracownik w dyrektorskim przebraniu w postaci ładnej otoczki marketingowej – do prawdziwego rządzenia i dzielenia wiele mu brakuje.

Bardzo, bardzo drogie kanapki.

Charley’s – od niemal dwóch tygodni ta nazwa przyciągała moją uwagę i w myślach wypowiadałem ją bardzo często. Gdy tylko dowiedziałem się, że amerykańska sieć zarzuciła swe macki aż do Polski i otworzyła pierwszą restaurację w kraju (Blue City, Warszawa), mając w najbliższych planach kolejne (jedna z krakowskich galerii) czekałem na nową erę w serwowaniu sandwiczy i sporą konkurencję dla Subway’a, który niczym mnie nigdy nie zachwycił i bywam tam niezmiernie rzadko.

Ceny kanapek kształtują się na różnym poziomie. Za wersję Small zapłacimy od 13.00 do 17.00zł, za Regular 18.00 lub 19.00zł a za opcję XXL około 24.00zł. Do wyboru są też Wrapy (każda wersja kanapki może stać się Wrapem) – około 15.00zł. Do tego dodatki w postaci frytek z serowym sosem i zestawy czyli napój (400ml) i frytki wypełniające 300ml kubek.
Sądząc po cenach i biorąc pod uwagę, że jest to wytwór amerykańskiego marketingu (co widać na każdym kroku po zabawnych grafikach i tekstach ozdabiających sobą ich stronę internetową czy punkt w Blue City) spodziewałem się niezłego pożywienia w odpowiednich ilościach lecz z pewną dozą ostrożności. Powodowana ona była doświadczeniami, które podpowiadały, że nie zawsze za przyzwoite pieniądze można się najeść (pamiętna Shoarma w Sphinxie sprzed kilku lat w Galerii Kazimierz w Krakowie gdzie zapłaciłem ponad 20.00zł a otrzymałem smaczne sosy, nie więcej niż 150g spieczono-przypalonego mięsa i trochę frytek).

Wracając do samego Charley’sa. Jest to amerykańska sieć serwująca głównie sandwicze z wołowiną i kurczakiem działająca na zasadzie franczyzy. Posiada ponad 400 punktów w niemal 50 krajach.
Jak wspomniałem wyżej, uważny Czytelniku, pierwszy punkt w Polsce został otwarty pod koniec maja tego roku w Blue City przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie. Zastąpił jedną z restauracji w segmencie żywieniowym tamtejszej galerii.
Polska strona internetowa ma ruszyć lada dzień od kilku tygodni. Tak czy inaczej menu jest niemal identyczne z tym co widnieje na stronie amerykańskiej.
Od początku zainteresowały mnie dwie wersje kanapek, których postanowiłem spróbować: standardowy Philly Cheesesteak (521 kcal) oraz azjatycki jak piosenkarze K-Pop Chicken Teryaki (522 kcal). Towarzyszka spożywania wybrała bardziej śniadaniową opcję czyli Chicken Bacon Club (570 kcal). Przed decyzją zostaliśmy poczęstowani fragmentem sandwicza na wykałaczce, którego smak naprawdę zachęcił nas do podjęcia zamówienia.

Do każdej kanapki można dobrać mnóstwo składników dodatkowych, które wliczone są już w cenę sandwicza – ogórek, pomidor, papryczki jalapenos, sałatę i mnóstwo innych warzyw oraz niemal dziesięć rodzajów sosów z których zapamiętałem jedynie ten Tysiąca Wysp (na którego temat już kiedyś się rozpisywałem). My, chcąc skosztować standardów do naszych kanapek dobraliśmy jedynie pomidora, ogórka oraz sałatę – nieco bardziej kolorowo i zdecydowanie zdrowiej. Do tego jeden zestaw z frytkami i dla obojga napoje (cola w oryginalnym kubku z mała ilością lodu).
Gdy przeszedłem od stanowiska przyjmowania zamówienia, mijając po drodze kogoś na kształt kucharza, podgrzewającego wydzielone porcje pożywienia, które ma znaleźć się w naszym pieczywie, do stanowiska wydawania, przeraziłem się. I to nie na żarty. Raczej nażarty to stamtąd nie wyjdę… Kanapki w wersji Regular, które wybraliśmy mają długość 30% bagietki z E.Leclerc. Za 20.00zł?! Zdzierstwo.
Po dobraniu składników, przełożeniu zamówienia na tace odeszliśmy do stolika by oddać się przyjemności spożywania, która już wtedy została zakłócona przez stosunek cena/ilość odpowiadający temu ile kosztują napoje w hotelach.

Przechodząc do sedna ocenię każdą z kanapek, biorąc pod uwagę jedynie jej standardowe wnętrze. Co do pozostałych składników – są to najwyższej jakości, świeże, smaczne i chrupiące (sałata oraz ogórek) lub soczyste (pomidor) warzywa. Majonez jest aż zanadto majonezowy.
Bułki są lekko opiekane, delikatne w środku i nieco gumowo-twarde na zewnątrz. Mało aromatyczne i w ogóle nie zaznaczające swej obecności w ogólnym smaku kanapki.
Wydają mi się być pieczywem pszennym, ale stu procent pewności nie daję w tym przypadku.

Cechą wspólną dla każdej z kanapek, które zamówiliśmy jest ser – najprawdziwszy jak prezenty a nie Mikołaj, bardzo smaczny, odpowiednio dobrany i pod każdym względem pasujący do kanapek. Nie jest to ser topiony typu Hochland czy Mlekovita tylko żółty, pokrojony w cienkie plastry rarytas o zdecydowanym smaku i aromacie.

Zacznijmy od standardu czyli Philly Cheesesteak, z której strony by na to nie spojrzeć sztandarowa kanapka powinna być wizytówką firmy. Uwypuklać jej walory i skutecznie ukrywać wady. Ten sandwicz to po prostu steak czyli wołowina w najczystszej postaci, cebula jak najbardziej po zetknięciu z grillem, gridlem czy patelnią i ser o którym kilka słów znajdziecie wyżej.
Cebula odpowiednio zgrillowana z delikatnie wyczuwalną strukturą, choć w większości miękka. Aromatyczna jednak nie dominująca w smaku całej kanapki przez niezbyt intensywny smak. Bardzo dobrze uzupełnia się z wołowiną, która jest pocięta podobnie jak bibuła na bal choinkowy klasy 3A – dosyć cienko i na niezbyt długie odcinki. Przyprawiona tak jak swe teksty odśpiewuje Dido – delikatnie. Właściwie nic konkretnego z mapy przypraw nie jestem w stanie odczytać i tak gubię się w drodze do skarbu podniebienia.
Ogółem kanapka z dodatkiem warzyw prezentuje się równie średnio jak smakuje. Warzywa pochrupują, cebulkę z mięsem czuć co jakiś czas aż na końcu sandwicza jej brakuje. Ser jak wspomniałem wyżej bardzo dobrej jakości, ale tak naprawdę tej kanapce brakuje czegoś charakterystycznego – była, jest i będzie zwykłym sandwiczem, który niczym nigdy nas nie zachwyci. Może dodatek papryczek jalapenos mógłby przeobrazić tę wersję kanapki z szarego kokonu w rozkosznego motyla?VLUU L200  / Samsung L200Kolejną, teoretycznie nudną i niezbyt zachęcającą kanapką jest wybrana przez towarzyszkę spożywania Chicken Bacon Club.
Ten kto oglądał Sherlocka Holmesa wie co to dedukcja i pewnie dzięki samej nazwie już zorientował się, że w kanapce znajdują się kurczak oraz boczek (tzw. bekon). Brawo! Czy coś jeszcze?
Tak, ser i dodatki, które sam wybierzesz. W rzeczy samej wydawałoby się, że jest to standard, ale połączenie mięsa kurczaka z boczkiem wydaje się wręcz awangardowe jak na nasze domowe warunki. Czy się sprawdza? O tym za chwilę.
Smak kurczaka, podobnie jak wołowiny nie jest podkreślony zbyt wymyślnym arsenałem przypraw i tak mięso wydaje się być zwykłym, podsmażonym kurczakiem. Zdecydowanie góruje nad nim bekon, który może i jest nieco za słony, ale pocięty na odpowiednio cienkie plastry i wybornie soczysty. Jego smak czuć na całej długości kanapki podobnie jak ser, który wesoło ciągnie się na podobnej długości i smakuje tak jak opisałem to wyżej.
Sandwicz z dodatkiem warzyw jawi się jako interesująca pozycja śniadaniowa – lekkie warzywa i kurczak z dodatkiem cięższego, tłustego boczku oraz sera dosyć dobrze się uzupełniają, sprawiając, że kompozycja w roli pierwszego posiłku dnia sprawdziłaby się idealnie – szkoda, że cena jest tak wysoka.
Jestem zmuszony też wspomnieć, że to jedyny sandwicz wypełniony mięsna wkładką niemal na całej długości.

VLUU L200  / Samsung L200

Po dwóch niezbyt rozrywkowych wersjach sandwiczy przyszedł czas na powiew Azji czyli Chicken Teriyaki. Kanapka oprócz dodatków, które wybierzemy sobie później standardowo wpada w nasze łapki wyposażona w kurczaka, sos teriyaki oraz grillowaną cebulę. Tej ostatniej jest zdecydowanie mniej niż w Philly Cheesesteak, ale nadal jest w odpowiedni sposób potraktowana grillem, miękka, ale z lekko wyczuwalną strukturą i delikatnie słodka – dosyć dobra powtarzalność smaku w dwóch kanapkach. Teriyaki to sos, który łączy w sobie głównie smak sosu sojowego i słodkich dodatków jak cukier czy miód. Oczywiście w Charley’s mamy do czynienia z jego wersją przygotowaną na zachodnią modłę – nie jest aż taki ciemny jak jego azjatycka wersja. Smak mi odpowiada – to dosyć ciężki, słodko-słony sos, który świetnie komponuje się z kurczakiem i cebulką. Sam kurczak podobnie jak w przypadku wyżej nie grzeszy intensywnością smaku, ale jest dosyć miękki i soczysty – nadaniem smaku zajmuje się sos, który zdecydowanie swoją misję wypełnia i ratuje kurczaka, który bez niego byłby po prostu nijaki.VLUU L200  / Samsung L200Jeżeli chodzi o zestaw to cola wygląda uroczo w oryginalnym kubku i smakuje bardzo dobrze z dodatkiem niewielkiej ilości lodu. Frytki maja dosyć grubą żółtą skorupkę, która jest trochę zbyt mocno nasiąknięta tłuszczem przez co ich smak nie może równać się frytkom choćby z McDonald’s czy Burger Kinga.

VLUU L200  / Samsung L200

Sandwicze napełniły mnie na krótką chwilę by tuż po jej minięciu ustąpić na rzecz uczucia głodu.
Może trafiłem na niezbyt wartościowe wersje kanapek? A może na gorszy dzień obsługi? A może po prostu wszystkie kanapki takie są? Nie do końca wypełnione nadzieniem, z chrupiącymi warzywami, smacznym serem, ale krótkie i mało treściwe?
Mam nadzieję, że to tylko wersja pierwsza bądź druga by nie przekreślać samego Charley’sa już na starcie, bo gdyby była to wersja trzecia to wcale bym się nie dziwił, że ktoś długo zastanawiał się nad wprowadzeniem tej marki na polski rynek i zdaje sobie sprawę, że sporo tym ryzykuje.