The B.O.S.S (pol. S.Z.E.F)

Big Original Sanders Sandwich czyli Duża, Oryginalna Kanapka Pułkownika Sandersa – tak brzmi jej pełna nazwa.
W polskiej części sieci Kentucky Fried Chicken kanapka przybliżana jest klientom za pomocą hasła: Szef wszystkich kanapek!

Z której strony by na to nie patrzeć była to kolejna szansa dla KFC na pełną rehabilitację po udanej jak występ Joanny Moro w Opolu kanapce Rocker i nieco bardziej udanych ITwistach (nie mylić z produktami marki Apple). Ostatnimi czasy za jedyny sukces tej sieci uznaję siedmiotygodniowy pobyt wręcz legendarnego Qurrito na rynku.
Amerykańska sieć, specjalizująca się w daniach drobiowych a głównie panierowanych częściach kurczaka, w mojej opinii od jakiegoś czasu przeżywa kryzys nie mniejszy niż grecka gospodarka – dlatego każdą wzmiankę o nowościach i promocjach w KFC traktuję bardzo poważnie, staram się od razu przetestować nowe produkty i dać im po prostu szanse, której (tak na marginesie) zazwyczaj nie wykorzystują.

Tym razem wartości kaloryczne można poznać już dzień po premierze produktu, na polskiej witrynie internetowej KFC, choć nadal czekam na odpowiedź mailową w tej sprawie. W punkcie KFC przy ulicy Grzecznarowskiego w Radomiu, w centrum handlowym M1 nie uzyskałem żadnej informacji na ten temat. Niezmiernie mnie to dziwi, bo nie wyobrażam sobie żeby tak duża sieć wprowadzała do swych punktów nowy produkt a pracownicy nie potrafili podać choćby ilości kalorii w nim zawartych – to jak chcieć kupić samochód, przejść się do salonu dealera a sprzedawca informuje nas, że to nowy model i nie ma pojęcia jaką pojemność ma silnik…

Odbiegając od tych dygresji wspomnę iż mamy spory wybór opcji zamówienia kanapki The B.O.S.S a wśród nich:
Kanapka The B.O.S.S (765kcal) -11.95zł
Kanapka Junior B.O.S.S (404kcal) -6.50zł
Zestaw Junior B.O.S.S czyli małe frytki, dolewka i sama kanapka -10.95zł
Zestaw The B.O.S.S czyli duże frytki, dolewka i kanapka -17.95zł
Box Junior B.O.S.S: pięć sztuk Hot Wings, dolewka, małe frytki, kanapka -19.95zł
Box The B.O.S.S: pięć razy Hot Wings, dolewka, duże frytki, kanapka -25.00zł

Dopłacać kilkanaście złotych za frytki, napój i pięć fragmentów skrzydełek drobiowych w panierce to nie w moim stylu, więc na stole wylądował: The B.O.S.S, Junior B.O.S.S, Grander Texas, duże frytki i Wielka Dolewka (której wielkość głównie zależy od pojemności pęcherza spożywającego oraz długości pobytu w danym lokalu).
Towarzyszka spożywania tymczasowo zajęła się kanapką Grander Texas, więc miałem nieco czasu by poświęcić go obu wersjom S.Z.E.F-a. Na początek zaserwuję Wam, drodzy Czytelnicy, porównanie gabarytów mojej ulubionej pozycji w ofercie sieci KFC i tych dwóch nowości.VLUU L200  / Samsung L200

Jak widać kanapki z serii B.O.S.S pakowane są standardowo w papier z dedykowanym pod nie nadrukiem. Obie w konkursie szerokości mogą co najwyżej pucować buty Granderowi a i wysokość The B.O.S.S niewiele przewyższa wysokość kanapki Grander Texas, która przecież w tej kategorii jest raczej Arturem Barcisiem niż Wiktorem Zborowskim.
Powiedzmy sobie szczerze – materiały marketingowe McDonald’s czy Burger King nigdy nie będą tak przesadne jak te z KFC. Nie mam pojęcia co marketingowcy tej marki chcą przez to osiągnąć, ale taką taktyką nie ugrają nigdy więcej niż kilka złośliwych komentarzy na fanpage’u na Facebooku. A kto wierzy, że zdjęcie na stronie internetowej czy planszach w punktach KFC odzwierciedla to co dostanie naprawdę to ma w sobie tyle wiary co Marta Wierzbicka mówiąca, że rozbierane zdjęcia otwierają nowe możliwości.
W sumie lepsze to niż więcej predyspozycji.
Po krótkim rekonesansie przyszedł czas na bezproblemowe odwinięcie papierka i odkrycie jednej z tajemnic tamtego wieczoru – oto przede mną i Wami, Junior B.O.S.S:VLUU L200  / Samsung L200

Kanapka opisywana jest na stronie internetowej KFC takim słowami: Nie podołasz wielkiemu B.O.S.S’owi? Spróbuj swoich sił na nieco mniejszej wersji największej kanapki w menu KFC. B.O.S.S. Junior to aromatyczny piklowany kurczak w łagodnej panierce, chrupiąca sałata, czerwona cebulka i plasterki ogórka w puszystej sezamowej bułce.
Zgodnie z niegdyś przyjętym a następnie porzuconym standardem przeanalizuję kanapkę, podpierając się opisem producenta.
Od samego początku: to aż śmieszne by zadawać takie pytanie na początku – sądzę, że z kanapką The B.O.S.S spokojnie poradził sobie dwunastolatek a co dopiero zdrowa osoba w sile wieku? Ale o tym nieco niżej.
Idąc dalej: albo ja nie jestem tu w stanie czegoś zrozumieć z powodu zbyt małej wiedzy (ratujcie, drodzy Czytelnicy o ile tak jest), ale piklowanie to według źródeł, proces garbarski. W mojej opinii, ktoś tu się chyba pomylił jak Doda skacząca na jednym z ostatnich koncertów w objęcia swych fanów, bo ten kurczak powinien być peklowany.
Łagodna panierka rzeczywiście nie jest ani trochę pikantna, za to nieco zbyt słona i właściwie pozbawiona większej ilości nut smakowych. Pod tym chrupiącym i właściwie nie nasiąkniętym olejem poszyciem kryje się soczysty i bardzo dobrze przygotowany (prawdopodobnie) filet z piersi kurczaka – nie jest on ani trochę suchy i w każdym miejscu świetnie usmażony, gdyby nie panierka, której brakuje wyrazu bardziej niż graczom w Scrabble to byłby to zdecydowany atut kanapki.VLUU L200  / Samsung L200Kolejno poruszamy kwestię ogródkową czy też warzywną – jak kto woli.
Sekcja warzyw, jak na tak małą kanapkę jest nad wyraz urodzajna i muszę przyznać iż znajdują się w niej warzywa, które uważam za jedne z najlepszych dodatków do burgerów (choć tu oczywiście mamy do czynienia nie z burgerem a kanapką – mięso nie równa się mięso, ale to już kwestia nomenklatury) czyli czerwoną cebulę i pikle (może stąd to piklowanie?). Dodatkowo mamy tu sałatę, pokrojoną w strzępki.
Warzywa jakościowo jak najbardziej do przyjęcia, wszystko trzy naprawdę chrupiące i świeże jak poranna bryza. Cebula mogłaby być odrobinę bardziej ostra, ale przecież nikt tego nie wyreguluje w procesie dojrzewania. Pikle smakują jak zwykłe ogórki konserwowe z piwnicy Babci Janinki a sałata ma bardzo przyjemny i zaskakująco intensywny smak.
Puszysta bułka to standard wśród sieciówek – lekko posypana sezamem, miękka, aromatyczna, ale tym razem mało konkretna porcja pieczywka daje sobie spokojnie radę z utrzymanie tego co znajduje się w jej wnętrzu.VLUU L200  / Samsung L200Sos o którym nikt nic nie wspomniał smakuje jak słoik majonezu i garść słodkiej papryki w proszku – właściwie tak też wygląda. Z dosyć rzadkiej, białej masy majonezowej przebijają czerwone kropeczki papryki.
Jako całość kanapka to smak sezamowej bułki, kotleta z fileta z piersi kurczaka, takiego jak u Babci Janinki w niedzielę – mdłego sosu, który niestety Juniorowi odbiera mocy a dodaje kalorii i przede wszystkim octowo-gorczycowy posmak pikli, bo w sumie ta nuta, wraz ze zbyt słoną panierką wysuwa się na czoło tej kompozycji.

Uwaga! Nadchodzi szef wszystkich szefów.Tak wielkiej kanapki jeszcze w KFC nie było. B.O.S.S. to chrupiąca sałata, czerwona cebulka, plasterki ogórka, aromatyczny ser cheddar i dużo… bardzo dużo marynowanego kurczaka w łagodnej chrupiącej panierce.
Nie mam pojęcia czy marketingowcy KFC słowem Uwaga! chcą nas zachęcić do spożycia czy może przed nim przestrzec?
Szef wszystkich szefów, po odwinięciu go z dedykowanego papierka w kolorze drewniano-brązowym oraz ze stylizowanym napisem nań okazuje się co najwyżej szefem centrali gazowej w Zamościu.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Trzystopniowe dozowanie bułki bardzo przypomina klasykę McDonald’s czyli BigMaca, ale tu sprawdza się o wiele gorzej – o ile środkowa część spełnia swe zadanie w stabilnym podtrzymywaniu całości to już górna i dolna część są zbyt cienkie by oprzeć się pokusie przeciekania pod wpływem sporych ilości sosu, które jest identyczną, mdłą mieszaniną majonezu i sproszkowanej papryki – niestety, więcej polotu posiada Bronisław Komorowski w swych wypowiedziach niż znalazłem w kompozycji tego dressingu.
Warzywa podobnie jak wyżej – nic się nie zmieniło, bo przecież to ta sama dostawa.
Kwestia ilości kurczaka, którą w opisie poruszają marketingowcy to oczywiście czysty subiektywizm – mam nadzieję, że gdy rozmawiają o innych rozmiarach to już tak nie przesadzają – mogliby tym sprawić zawód nie tylko innym, ale też sobie.VLUU L200  / Samsung L200W mojej opinii ilość kurczaka, który być może był marynowany, jest zadowalająca, ale też nie porywająca – ot taki jeden kotlet z filetu z piersi Babci Janinki (o którym już wspominałem, uważny Czytelniku) bywa większy. Cheddar, szczerze mówiąc, wnosi do tej kanapki dużo więcej niż się spodziewałem. Sądziłem, że jeden marny plasterek zginie wśród nijakiego sosu i plastrów ogórka konserwowego, ale tak nie było – dosyć mocno wybijał się w smaku, choć czuć było, że jest to jedynie jego łabędzi śpiew. Może gdyby w dolnej części znajdował się jeszcze jeden plasterek ser dopełniłby kompozycję znacznie skuteczniej? Nie mnie to oceniać, póki nie spróbuję.
A propos ułożenia – składniki są ułożone na górze odwrotnie do tych na dole, co sprawia, że dolna część bułki wręcz rozpada się w trakcie jedzenia. Kanapka nie jest tak wysoka bym miał problemy z ugryzieniem na całej jej wysokości nawet przy pierwszym kęsie.
Ogół standardowej wersji kanapki The B.O.S.S to głównie posmak octu z ogórków konserwowych, mdląca nuta majonezowego sosu, a w dalszej części chrupiąca lecz mało aromatyczna partia drobiowa i lekko przebijająca się, ale nie mogąca rozwinąć skrzydeł nuta sera Cheddar – może oprócz tej ostatniej mamy po prostu do czynienia z tą samą, choć dużo mniej stabilną i większą kanapką co w opcji Junior. Nie różnią się znacząco jeżeli chodzi o doznania smakowe. Choć w samej niestabilnej strukturze kanapki, połączonej z soczystością kurczaka odnajdowałem duża przyjemność podczas kolejnych kęsów.

Pepsi z dozownika odpowiednio, chłodna i intensywna w smaku – dozowanie lodu bez zarzutów. Kubełek wypełniony niesolonymi frytkami, które posiadają dużo większy powierzchniowo przekrój niże te z McDonald’s czy nowe z Burger Kinga są chrupiące, smaczne, posiadające odpowiednią ilość skrobi, choć może czasem zbyt suche – jako dodatek sprawdził się doskonale – polecam.VLUU L200  / Samsung L200

W podsumowaniu przytoczę może takie oto powiedzenie: z pustego to i Salomon nie naleje.
Cóż poradzić jeżeli ktoś sądzi, że w dobie ciągle powstających punktów sprzedaży burgerów (czy to foodtrucki wszelkiej maści czy burgerownie w lokalach) zawojuje kubki smakowe swoich klientów sznyclem z piersi kurczaka, majonezem i warzywami?
To nie ten kierunek w mojej opinii – The B.O.S.S nigdy nie będzie szefem kanapek, choćby w KFC, bo nawet nie jest w stanie gonić Grandera (chyba, że w kwestii kosztów) a co dopiero go dogonić.
Jest to raczej zwykły pracownik w dyrektorskim przebraniu w postaci ładnej otoczki marketingowej – do prawdziwego rządzenia i dzielenia wiele mu brakuje.

Reklamy

Orient po polsku w amerykańskiej sieci.

Nareszcie – powiedziałbym. Minęło niemal dwa miesiące gdy osoby obsługujące fanpage McDonald’s na Facebooku zawiadomiły fanów (w tym również mnie), że na okres wakacyjny, McDonald’s przygotował kilka nowości a wśród nich mrożone desery, kawy, kanapkę Big Classic Western, która składem różniła się tak bardzo od poprzedniego Big Western jak każdy kolejny film z cyklu (od części pierwszej do trzeciej) Terminator a rozmiarem jak Tomasz Adamek i Witalij Kliczko. Do tego zaanonsowano dwa a właściwie cztery rodzaje McWrapa, które otrzymały przydomek orientalne.

Z jakiego powodu mówię o czterech a nie dwóch rodzajach? Zacznijmy od samego początku: dwa rodzaje McWrapa Orientalnego to Aromatyczny Kurczak i Soczysta Wołowina. Kolejne dwa podrodzaje każdego z nich wiążą się ze smakiem sosu jaki dobiera się do nich w kasie tuż po uprzednim wydaniu z siebie dźwięku: yyy…
Czyli z której strony by na to nie patrzeć mamy wybór niemal jak w większości kebabów w naszym kraju – wouowina ci kuciak?
I kolejno: sos otri ci uagodny?
Na koniec okraszone: duzi w cienkim ciecie, proszim!

Cztery McWrapy zostały zakupione w punckie sieci McDonald’s na ulicy Grzecznarowskiego w Radomiu. Dwa z nich doczekały się obstawy w postaci McZestawów powiększonych (+685kcal z Coca-Colą / -16.40zł) a dwa kolejne pozostały samotne (-10.90zł).

Odbiegłem nieco od tematu, ale nie sądzę, by w tym samym czasie poseł Ryszard Kalisz zdążył odbiec dalej. Kontynuując kwestię McWrapów Orientalnych w McDonald’s należy wspomnieć o ich składzie. To, że na oficjalnej, polskiej witrynie internetowej sieci McDonald’s opisy ofert sezonowych znajdziemy jedynie w newsach jest niemal tak oczywiste jak to, że powieść Pięćdziesiąt Twarzy Greya autorstwa Eriki Leonard to pewien rodzaj soft-para-porn przechodzący w Harlequin naszych czasów skierowany do zapyziałych nastolatek, chcących przeczytać o czymś czego nie potrafią sobie nawet wyobrazić.
I znów odbiegłem od tematu… Obiecuję, że to już ostatni raz, drogi Czytelniku. Co do składu McWrapów Orientalnych w newsie z dnia 02.07.2013 roku czytamy:
McWrap Orientalny Aromatyczny Kurczak to zupełnie nowa odsłona mięsa kurczaka marynowanego w ziołach podawanego w dobrze przyprawionym pszennym placku z chrupiącą kapustą, zielonym ogórkiem i sosami. Do wyboru wersja klasyczna i pikantna.
McWrap Orientalny Soczysta Wołowina to kolejna nowość. Siekana wołowina z ziołami, chrupiąca sałata, orzeźwiający ogórek, sosy, a to wszystko zawinięte w aromatyczny pszenny placek. Pozycja dostępna w dwóch wariantach: łagodnym i ostrym.

Jak widać w opisie oba rodzaje McWrapa niewiele się różnią – głównie rodzajem i sposobem przygotowania mięsa. Jeżeli chodzi o warzywa to nie trafiliśmy na festiwal a raczej zlot rozmiarów corocznego spotkania poławiaczy pereł bałtyckich. Już na pierwszy rzut oka widać, że pracę głównie będzie wykonywał (jak to często bywa) asystujący sos a laury zbierze tak czy inaczej gwóźdź programu, którym niechybnie jest mięso – przygotowane całkiem inaczej niż inne pozycje wołowe czy drobiowe w sieci McDonald’s. Sama możliwość wyboru między wersjami pikantnymi a łagodnymi uznaję za posunięcie niemal tak znakomite jak szewski mat podczas gry w szachy. Wybór rodzaju mięsa a następnie wersji smakowej na pewno świetnie wpływa na podświadome postrzeganie marki przez jej klientów.

Analiza nie będzie obszerna jak akt oskarżenia Katarzyny Waśniewskiej, bo zbyt wiele do analizowania tutaj nie mam.
Zacznę od McWrapów w wersji drobiowej (czyli mówimy o mięsie, które dojrzewa szybciej).
McWrap Aromatyczny Kurczak: (wersja Klasyczna: 408kcal / wersja Pikantna: 412kcal)
Na początek to co na zewnątrz – pszenny placek, który w standardowej wersji jest jedynie wypieczoną mieszaniną mąki pszennej i wody. Tutaj w wersji przyprawionej – nie mam pojęcia co może to oznaczać i jakimi przyprawami go potraktowano, ale na pewno suszona papryka miała w tym spory udział gdyż placek nie jest blady jak pojęcie Marty Wierzbickiej o kręceniu vloga a pomarańczowo-czerwony, o odcieniu jasnej cegły. Kapusta przywodzi niezmienne skojarzenia z najmniej smacznym kebabem jakiego kiedykolwiek przyszło mi spożywać a który dostępny był w sieci KFC. Na szczęście tu doświadczymy ilości tego warzywa, które nie przekraczają tych w daniach z chińskich restauracji na polskich rynkach. Pocięta wręcz wzorowo na cienkie i krótkie kawałeczka – bardzo świeża i bardzo chrupiąca, choć do całości nie wnosi zbyt wiele smaku. Ogórek podany w postaci kilku cienkich plasterków ze skórką jest pełen ogórkowego smaku i niemniej świeży niż kapusta.VLUU L200  / Samsung L200W końcu nadszedł czas na skosztowanie mięsa. Na samym początku naszej przygody z McWrapem wydaje się, że jest go tyle co wygranych pucharów w dorobku Pawła Brożka, ale z coraz dalszym spożywaniem nasza drobiowa wkładka nabiera w tej kwestii rozmachu, którego nie powstydziliby się arabscy szejkowie inwestujący w Bahrajnie – cała dolna część pszennego, zabarwionego placka jest bowiem wypchana jak zwierzęta w kolekcji Babci Janinki stojącej na meblościance z lat siedemdziesiątych. Niestety na samym dnie placek jest zwinięty w taki sposób, że w większości to jego strukturę czujemy pod naciskiem zębów. Mięso jest pokrojone w niezbyt drobną kostkę, a właściwie w skrawki, które często możemy spotkać w drobiowych wersjach zwykłych kebabów z ulic Żeromskiego, Sienkiewicza czy Floriańskiej i temu podobnych w całej Polsce. Bardzo smacznym, odpowiednio i nieprzesadnie przyprawionym kawałkom kurczaka nie brakuje soczystości i kruchości – jest to najlepsze drobiowe mięso bez panierki jakie przyszło mi spożywać u sieciówkowych gigantów. Byłbym nawet w stanie przyznać, że by tak smakowało, musiało być uprzednio marynowane, możliwe, że nawet w ziołach, bo mięso, jak w nazwie jest rzeczywiście mocno aromatyczne.
I na sam koniec asystent, który sprawia, że to o nim a nie o strzelającym bramkę piszą gazety i branżowe portale – mowa o sosie, a właściwie sosach.
Wersja pikantna to ostry, dosyć rzadki płyn na bazie pomidorowej, który pod względem dodatków nie wyróżnia się niczym szczególnym – jest po prostu pikantny (jak obiecano na planszy, znajdującej się nad kasami) i paprykowo-pomidorowy.
W wersji klasycznej sos jest tak interesujący jak informacja o sukni ślubnej Ewy Chodakowskiej na okładce nowego wydania tygodnika Party (nie mylić z party hard). Zdecydowanie łatwiej wyczuć nam smak mięsa niż sosu, który właściwie przypomina coś pomiędzy majonezem a jogurtem z nikłym dodatkiem ziół i przypraw.
To co chwali się sieci McDonald’s w kwestii tych dwóch zwilżaczy to to, że nie zabijają one smaku całości a za to znakomicie komponują się z resztą składników, tworząc bardzo smaczną kompozycję, w której dominuje smak świetnie doprawionego, soczystego kurczaka a dodatki pozostają dodatkami – sprawiając, że mamy w rękach bardzo smaczny, zbalansowany przedmiot spożywania.VLUU L200  / Samsung L200

McWrap Soczysta Wołowina: (wersja Łagodna: 587kcal / wersja Pikantna: ?kcal)
Do opisania tej wersji McWrapa na pewno użyję mniejszej ilości słów niż do opisania poprzedniej – dlaczego?
Ponieważ większość składników jest podobna do tego co opisałem wyżej jak Rafał Mroczek do swego brata Marcina. Placek opisany wyżej to ta sama kompozycja mąki, wody, suszonej papryki i rzekomych przypraw, które czuję jak Babcia Janinka rytmy d’n’b. Kolejno warzywa – ten sam, ogórkowy ogórek pokrojony w cienkie, chrupiące plastry. Pewnym novum jest sałata, która zastępuje kapustę i robi to w sposób dosyć zadowalający – jest co prawda mniej chrupiąca, ale z drugiej strony raczy nas pełniejszym, warzywnym smakiem, którego kapuście brakuje.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Mięso to bardzo podobny do tego z McWrapa w wersji Tzatziki, przyrządzony na grillu, kotlet z siekanej wołowiny, tym razem jednak przyprawiony nie czymś pokroju przyprawy gyros a bardziej mięsny i mocno ziołowy. Do tej pory sądziłem, że wkładka z wyżej wymienionego McWrapa w stylu greckim (na szczęście nie kryzysowym ani tym bardziej tandetnym pokroju reklamy serka Hochland Piato) jest najsmaczniejszą z tych spotykanych w sieci McDonad’s, ale zdecydowanie soczysta i konkretna porcja mięsa, która wręcz zaskoczyła mnie swoimi rozmiarami (w tak małym ruloniku wydaje się być naprawdę spora) z McWrapa Soczysta Wołowina przejęła palmę pierwszeństwa.
W tym produkcie znalazłem też coś czego nie mogłem rozszyfrować – wyglądało trochę jak natka pietruszki, nawet tak smakowało, ale bardzo płasko i ciężko mi z pełną dozą prawdopodobieństwa poinformować Was, drodzy Czytelnicy, że to właśnie to.
Na sam koniec sosy, choć sam nie mam pojęcia co mogę tu napisać gdyż w mojej opinii nie różnią się od tych z opcji drobiowej omawianych McWrapów – sos z wersji pikantnej to pomidorowo-paprykowa kompozycja nie pozbawiona ostrości, ale też nie potraktowana hektolitrami Tabasco – wystarczająco ostra by dodać nieco ognia do całości dania, ale na szczęście nie na tyle by zagłuszać smak mięsa. Sos z wersji łagodnej  to podobny, jogurtowo-majonezowy wytwór, któremu wyraźnie widoczne zioła niewiele pomagają w wybiciu się na wyższy poziom kultury smakowej.
Również muszę wspomnieć iż sosy raczej dodają całości smaku niż utrudniają wyczucie nut smakowych innych dodatków co w mojej opinii jest dużym plusem.VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200Podsumowując, seria McWrapów Orientalnych w McDonald’s to seria niemal tak dobra jak początek sezonu Bundesligi w wykonaniu Borussi Dortmund (polskiej – przyp. red. Onet.pl) – świetne zbalansowany smak gdzie dodatki pozostają dodatkami a główni gracze wzbijają się na wyżyny. Bardzo smaczna siekana wołowina i jeszcze lepszy marynowany kurczak wraz z dwoma rodzajami sosów sprawiają, że jest w czym wybierać i każdy odnajdzie coś odpowiedniego dla siebie.
Tylko jedno mnie zastanawia? Gdzie tu orient?
Bo mówimy chyba jedynie o oriencie tureckim czy syryjskim z budki serwującej kebaby na pobliskim deptaku, ewentualnie o festiwalu tańca brzucha w Jaworznie. W mojej opinii choćby jeden z tych McWrapów zasmakuje każdemu (zazwyczaj pewnie i więcej), ale 10.90zł za sam smak, znakomicie przygotowanego niemal-kebaba w cienkim, paprykowym placku pszennym o niewielkich rozmiarach to nieco zbyt wiele.

Hot or Not?

Cofając się niemal dwa miesiące wstecz myślałem jedynie o tym by zdążyć wrócić do kraju przed 9. września.
Nie dlatego, że miała mieć wtedy miejsce rodzinna impreza jakiegokolwiek rodzaju, nie na koncert ulubionego zespołu, nie na rocznicę wielkich wydarzeń, nie na mecz o wadze wielkiej jak pęczek pietruszki (Polska – San Marino).
Spieszyłem się, rezerwowałem lot i szybki powrót do domu z lotniska by zdążyć spróbować zaanonsowanego wtedy burgera Big King XXL w wersji Hot, dostępnego w sieci Burger King.

Uszczuplony jak ostatnimi czasy Dominika Ostałowska Big King XXL pozbył się kilku ważnych dla niego składników – przede wszystkim charakterystycznego King Sauce a oprócz tego pikli, którego pracowały na dobre imię swojego klienta jak obrońca Katarzyny Waśniewskiej i białej cebulki. Nie mam pojęcia w jakim celu pozostawiono strzępki sałaty lodowej, bo w mojej opinii jest to pakowanie czegoś zielonego na siłę. A propos siły – nasz bohater nabrał siły ognia jak gdyby nosił ze sobą kilka futerałów na gitary z filmu Desperado – poczytajcie z resztą sami: Prawdziwie królewska uczta. Podwójna porcja grillowanej wołowiny w towarzystwie sera cheddar, papryczki jalapeno i świeżej sałaty pokrytej sosem chilli cheese. Idealny wybór na wielki głód.
Opis wygląda bardzo dobrze i nie gorzej prezentuje się sama kanapka. Pierwszy raz nie udało mi się znaleźć elementu, który przekłamywałby rzeczywistość – w burgerze Hot Big King XXL znajdziemy bowiem: sezamowe pieczywo, dwa plastry sera Cheddar, znikomą jak liczbę kątów w okręgu ilość plasterków Jalapeño (rzeczywiście, mogła to być jedna papryczka), nieco sałaty lodowej i uwielbiany przeze mnie jak amerykański serial Przyjaciele, sos Chilli Cheese.
Czyż to zestawienie nie jest podobne do kanapki Long Chilli Cheese, oferowanego około okresu matur przez tę sieć?
Tak, dokładnie – a tamtą kompozycję uznałem za genialną w swej prostocie i smaku, żałując jedynie, że przyjemność jego spożywania nie trwała dłużej niż wejściówka programu informacyjnego TVP1 Teleexpress.
Teraz mam to w wersji powiększonej – jedynie z sałatą, którą dzięki opcji Have It Your Way! (koniecznie wykrzyknik) mogę po prostu wyrzucić – czy mógłbym chcieć więcej?
Może pokoju i sprawiedliwości na Świecie, ale to nie te kategorie.VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200Hot Big King XXL, którego spożyłem na pierwszym piętrze Galerii Słonecznej w Radomiu, zawitał do mnie ze świtą w postaci zestawu (nowa odsłona frytek i napój z dolewką) kolejnym Hot Big King XXL, tym razem bez zestawu i pojedynczym Whopperem z dodatkiem sera. Sam burger kosztuje 14.95zł a zakup zestawu zmusi nas do wyciągnięcia z portfela 20.95zł. Obaj Królowie zostali powiększeni o dodatkową porcję mięsa (kolejne 2.50zł). Niestety ilość kalorii w którą wyposażono tę wersję Big King XXL nie jest podana, ale licząc tak na oko jak Pan Rostowski finanse naszego kraju bez dodatkowego mięsa powinno to być około 1000-1100kcal. Dodatkowe patty to około 240kcal na plus.
Zaczynając analizę po raz kolejny muszę wspomnieć coś o bułce o której napisałem już chyba wszystko co mogłem – mam nadzieję, że mam wśród Czytelników kilka osób z chorobą Alzheimera i chętnie przeczytają po raz pierwszy (a właściwie kolejny), że to przyjemnie pachnące, lekko tostowane, białe, miękkie pieczywo nieco zapycha, ale nie na tyle by psuć nam całość. Przez wielkość porcji mięsa utrzymuje całość tak dobrze jak tuż po wyborach parlamentarnych w 2011 roku partia Janusza Palikota utrzymywała swój elektorat. Dolna część bułki nieco rozmiękła – z jednej strony to powód do radości z soczystego burgera a z drugiej problem przy spożywaniu, którym niezbyt się przejąłem.
Mięso to konkretne, około 113g patty, pełne soków, przynoszące smak prawdziwego mięsa i bardzo mi odpowiadające. Jak już kiedyś wspominałem to najbardziej smakująca mi sieciówkowa wołowina, choć zdarzają się przypadki, że wyciągnę z niej coś twardego jak worek kamieni – na szczęście mniejszych rozmiarów. Ser, który ma być serem cheddar a jest serem topionym o wątpliwym jak uroda naszych zachodnich sąsiadów smaku dojrzałego sera cheddar idealnie pasuje do mięsa i jak zazwyczaj cudownie reaguje na temperaturę burgerów roztapiając się odpowiednio na całej ich powierzchni.
Sałata to delikatnie chrupiące strzępki jej lodowej wersji, które posiadają różne odcienie zieleni i tak naprawdę do całości wnoszą tyle co romska rodzina do nowego mieszkania socjalnego. VLUU L200  / Samsung L200
Na samym końcu przyszedł czas na analizę tego co wyróżnia sezonową wersję kanapki Big King XXL od jej sezonowej, gorącej wersji. Spodziewałem się kanonady ognia z dwóch działek – jedno z nich na lufie miało mieć napisane Jalapeño a drugie Chilli Cheese – jednak to co dostałem to najwyżej zabawa w Dwa Ognie z dziećmi z podstawówki.
Po pierwsze to co przekreśla zadatki na ostrą zabawę to ilość amunicji jaką mają w sobie dwa działka wymienione wyżej – cztery czy pięć plasterków papryczki (bo na pewno nie papryczek) Jalapeño i ilość sosu Chilli Cheese, którą osobiście posmarowałbym jeden koreczek na przystawkę, nie są w stanie sprawić, że kompozycja dostanie taką porcję pikanterii na jaką zasługuje. Trzeba przyznać, że za obydwoma z tych składników wręcz przepadam a sam sos to do tej pory najlepszy dodatek jaki przyszło mi spożywać w jakiejkolwiek sieciówce, ale ktoś tutaj przy ustalaniu wielkości porcji a przy tym poziomu ostrości postąpił tak zachowawczo jak angielskie Panie Domu z używaniem soli.

Krótko wspomnę też o nowej odsłonie frytek, które kosztowałem już po raz kolejny.
Frytki przeszły terapię odchudzającą i aktualnie bardziej przypominają grubością frytki z McDonald’s niż te z KFC. W Wielkiej Brytanii frytki z sieci Burger King były grube, chrupiące i smaczne – u nas wersja grubsza była nieco mniej chrupiąca i wyrazista niż ta zza Kanału La Manche. Nowy model frytki, przynajmniej w mojej ocenie, to przede wszystkim dużo więcej skrobi i zdecydowanie mniej wody – zdarza się, że są one tak mączne, że aż ciężko je ugryźć po usmażeniu, ale większość z nich jest po prostu cienkim fragmentem ziemniaka o ładnej, żółtawej barwie, puszystym wnętrzu i nieco zbyt twardej warstwie wierzchniej z delikatnie przesadzoną nutą skrobi. Szczerze powiedziawszy ciężko mi zdecydować która odsłona bardziej mi smakowała, mimo, że zazwyczaj wolę frytki grubsze. Tym razem w tej (nazwijmy to) konfrontacji remis.
Napój nalewany z dozowników własnoręcznie również na zakończenie wypadł w podobnym stosunku – Pepsi z domieszką jej niskokalorycznej wersji bardzo smaczna, odpowiednio chłodna i wystarczająco wyrazista – niestety ulubiona Mirinda tym razem tak intensywna w smaku jak woda z cukrem.VLUU L200  / Samsung L200

Podsumowując, zestawienie kanapki jest jak najbardziej prawidłowe jednak ilość składników na które liczyłem jak na Andrzeja Olechowskiego w wyborach prezydenckich w których jeszcze nie mogłem brać udziału jest zdecydowanie zbyt mała by jakkolwiek mnie satysfakcjonować. Oczywiście, da się wyczuć przyjemnie serowy i delikatnie pikantny posmak sosu Chilli Cheese jak również ostrawy i kwaskowaty smak papryczek Jalapeño, ale tych nut jest zbyt mało w całości kompozycji by mnie porwać i sprawić tak dużą przyjemność ze spożywania co wspomniany wyżej Long Chilli Cheese dzięki któremu żywiłem tak duże nadzieje w związku z tą kanapką – niestety, rzeczywistość zbyt brutalnie zweryfikowała me oczekiwania i pozostawiła mnie z po prostu smaczną i delikatnie pikantną wersją jednego z moich ulubionych burgerów, która jest tak hot jak Anna Bałoń po przybraniu na wadze.
Ze swej strony polecam, nie zachwycając się jednak i szybko przechodząc w tryb codzienny po spożyciu (jakkolwiek to brzmi).

Come to Daddy.

Z nazwą Big Daddy używaną w sieci KFC w Wielkiej Brytanii by określić jeden z burgerów bezsprzecznie kojarzy mi się jedynie kawałek Come to Daddy w wykonaniu brytyjskiego producenta, dj’a, wykonawcy, piosenkarza, muzyka, multiinstrumentalisty o niewiele znaczącym pseudonimie Aphex Twin. W teledysku tytułowy tatuś nie wyglądał ani przyjemnie ani zachęcająco – miałem nadzieję, że ten Duży Tatuś którego wybrałem w boxie da mi dostęp do przyjemniejszych doświadczeń.

Całe pudło (ang. box), kosztowało mnie 5.99£ w punkcie KFC, znajdującym się na trzecim poziomie galerii West Quay w Southampton co jak na jego zawartość zaprezentowaną na oficjalnej stronie internetowej brytyjskiego KFC wydaje się niezbyt dużym wydatkiem. To co znajdziemy w środku wnętrza tekturowego pudełka to: przede wszystkim sam burger, kawałek kurczaka w niepowtarzalnej jak kod DNA panierce, coś do wyboru z menu dodatków (w moim przypadku słodka kukurydza, w przypadku towarzysza spożywania fasolka w sosie), duża porcja frytek i duży napój.

Zacznę od obalenia mitów, które nieostrożni marketingowcy mogli wprowadzić do opisu. The toasted sesame bun barely contains the whole chicken breast fillet, hash brown, bacon and slice of cheese. You’ll also find Daddies Ketchup and our signature mayonnaise in there too. There’s more. How about a piece of Original Recipe Chicken and a side to go with it? Naturally this meal is served with large fries and drink. Question is, can you handle it? Bułka zdecydowanie tostowana i rzeczywiście ciężko jej domknąć składniki gdyż jest po prostu za mała jak rurki w rozmiarze 30 zabrane do przymierzalni przez Wojciecha Manna. W środku panierowana pierś – rzeczywiście konkretny filet mający tyle wspólnego z maszynką do mielenia mięsa co ostatnio polscy siatkarze ze smakiem zwycięstwa. Placek ziemniaczany w takim burgerze to jak jedzenie kanapki z ziemniakami – czy dobry pomysł? Za chwilkę o tym wspomnę. Bekon, plasterek sera, sałata, pomidor pokrojony w kostkę uzupełniają sukces w tworzeniu kanapki w której jest wszystkoKetchup Tatusia to po prostu zwykły ketchup z KFC a co do oryginalnego sosu majonezowego – no cóż? To tak jakby się pochwalić, że ma się problem z erekcją na pierwszej randce.VLUU L200  / Samsung L200 VLUU L200  / Samsung L200Zabierzmy się jednak do rzeczy po kolei jak nasze Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Wodnej zrobiło to w sprawie Pendolino. Bułka to mniejsza wersja dostępnej tej w polskiej ofercie KFC w kanapce Grander (Texas) – przyjemne, niekoniecznie lekkie, miękkie, dosyć puszyste i słabo odkształcalne pieczywo o niezbyt intensywnym smaku i delikatnym aromacie sezamu, którym jest posypane. Warzywa zagubiły się w całości jak pasażerowie pewnego lotu numer 815. Przytłoczone resztą składników małe ilości pomidora i raczej standardowe sałaty nie nadały nawet troszeczkę posmaku ogółowi. Placek ziemniaczany od początku wydawał mi się pewnym ukłonem w stronę Brytyjczyków, ale też pomysłem na granicy majstersztyku i katastrofy – po spróbowaniu całości właściwie na tej granicy pozostał – wyraźnie wyczuwalne kartoflane grudki, interesujący cebulowy posmak pod dosyć tłustą, cienką, chrupiącą warstwą wierzchnią. Mógł on być dla mnie zarówno pasującym tu jak klocki w Tetris składnikiem, ale równie dobrze mógłbym go wyrzucić tak brutalnie jak Hankę Mostowiak z serialu M jak Miłość emitowanego na TVP2 (aktualnie jeszcze powtórki) wyrzuciła Pani Łepkowska i niewiele na tym stracić. Kolejnym składnikiem jest bekon – dosyć dobrze wysmażony, tłuściutki, ale pozbawiony charakterystycznego aromatu wędzenia a w pewnym sensie i smaku – taki poniekąd wykastrowany. Ser to standard – żółty plaster jego topionej wersji, bardzo ładnie roztopiony między bekonem a filetem z piersi kurczaka. Jako dodatek sprawdził się dosyć dobrze – jako coś co miałoby zmienić Świat – nie polecam. Niemal na zakończenie najważniejsza część całości: filet z piersi kurczaka w ich panierce – dosyć soczysty, choć tego przymiotu nieco mu brakuje, nieźle doprawiony, choć to raczej standard i niczego gorszego ani lepszego się nie spodziewałem – delikatnie pikantny, ale przede wszystkim smaczny, wystarczająco kruchy i konkretny. Rzeczywiście – filet, który wylądował w mojej kanapce miał dosyć pokaźne rozmiary – o ile każdy filet w każdej kanapce Big Daddy ma gabarytu pokroju mojego to choćby dla niego warto tę kanapkę kupić i tylko wtedy Tatuś może uważać się za Dużego Tatusia. I na koniec sosy czyli strona burgera tak ciemna jak ta na którą przeszedł swego czasu Anakin Skywalker. Jeżeli ktoś pracujący w sieci KFC sądzi, że zmiana nazwy ketchupu z Ketchup na Daddies Ketchup jest w stanie zmienić cokolwiek w smaku tego dodatku to może powinien postarać się o próby takiego magicznego przeistaczania w domowym zaciszu a nie na polu walki o klienta. Gwoździem niesmaku okazał się jednak sos majonezowy, który z majonezem ma tyle wspólnego, że majonez w nim po prostu jest – postarano się jednak by nim on nie smakował, dodając tony pieprzu, które skutecznie zagłuszają mdlący i ciężki smak majonezu nadając mu całkiem nowy, pieprzny wymiar.VLUU L200  / Samsung L200 Jako ogół to burger, który wywołuje we mnie niejednoznaczne odczucia – z jednej strony lubię kanapki w których jest dużo konkretów a przecież cały ten box to 1495kcal (sam Big Daddy 655kcal) a z drugiej strony jest w niej tyle średnio pasujących do siebie składników, że nie wiem co powiedzieć. Z jednej strony mi smakowała a z drugiej nie, z jednej się najadłem a z drugiej odszedłem niezaspokojony – nawet teraz, dwie doby po spożyciu tej kanapki nie jestem w stanie zdecydować czy jestem po jednej czy drugiej stronie barykady. Smacznie przede wszystkim wypada dorodny kawałek piersi z kurczaka, bułka i ser – za to placek ziemniaczany i boczek totalnie tu nie pasują. Sosy raczej sytuację pogarszają, choć na szczęście nie są zbyt dobrze wyczuwalne w całości.

Kontynuując wyprawę po Big Daddy Meal Box zatrzymam się przy frytkach – dużo cieńszych niż te w Polsce, bardziej rozmoczonych i niestety mniej smacznych i chrupiących. Napój to Pepsi, niestety dużo gorszej jakości niż ta u nas – bardziej rozwodniona, z ilością lodu, z którą mógłby sobie poradzić jedynie sporych rozmiarów lodołamacz (nie zdarzyło się to po raz pierwszy) – niezbyt chłodna co jeszcze pogarszało sprawę z lodem. Kawałek kurczaka to dolna część piersi, zawierająca kawałek kości i chrząstkę zapakowana w panierkę KFC – odpowiednio przygotowane, przyprawione i zaskakująco soczyste mięso smakowało podobnie jak każdy kawałek Kentucky, który można kupić również w naszym kraju. Dwa dodatki, które spożyłem to, jak wspomniałem wyżej, uważny Czytelniku BBQ Beans i Sweet Corn – oba gorące, ale całkiem odmienne w smaku. Kukurydza to po prostu kawałek kolby tego warzywa, odpowiednio przygotowany, podany na szaszłykowym patyku, zapakowany w folię. Wgryzając się w nią czujemy przyjemne, słodkawe, strączkowe wnętrze, ale też to, że brak masełka czy jakiegoś innego dodatku, który mógłby podbić ten smak na wyższy poziom. Fasolka jest bardzo smaczna, choć sos przypomina niezbyt treściwą zupę pomidorową to cały dodatek smakuje jak niezbyt wysokich lotów, wegetariańska wersja fasolki po bretońsku Babci Janinki – zdecydowanie smaczniejsza niż kukurydza.VLUU L200  / Samsung L200

VLUU L200  / Samsung L200Podsumowując: smak kanapki jestem w stanie określić tak jednoznacznie jak moje stanowisko w sprawie globalnego ocieplenia, więc ostateczną ocenę pozostawiam Tobie, drogi Czytelniku. Co do całego boxa – zestaw jest naprawdę konkretny a za tę cenę bardzo chętnie spożyję go jeszcze nieraz. Kanapka o sile rażenia kaloriami jak bomby napalmowe, duże frytki, duży napój (do których niestety mam pewne zastrzeżenia), kawałek smacznego kurczaka Kentucky i dodatek z których BBQ Beans i Sweet Corn wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
O tak, całego boxa mogę jak najbardziej polecić – tym bardziej, że te niemal 1500kcal powinno Was bez problemu zasycić.

Tropical Mango Smoothie

Jeżeli chodzi o sieć Burger King to inaczej niż w KFC oferta Polska-UK pokrywa się przynajmniej w 40%. Klasyk nad klasyki czyli Whopper, Steakhouse w wielu wariacjach, Big King (w niektórych restauracjach dostępna opcja XL), kilka ileś-tam-funciaków z serem, mniejsze czy większe kanapki z kurczakiem (na przykład Chicken Royale czyli bliźniak dobrze mi znanego Long Chicken). Podobne desery lodowe, Sundae, Frappe i coś z czego skorzystałem ja, ale o tym za chwilkę.
Jeżeli chodzi o ofertę wołową to spożyłem Angus Smoked Bacon & Cheddar, a przy okazji jedna z towarzyszek spożywania umożliwiła mi spożycie połowy Stekhouse’a w wersji Double.
Tym razem jednak zajmę się czymś ze strefy słodyczy, a raczej tym co ma nas ochłodzić w letnie dni (a tych ostatnio tu nie brakuje – w sumie podobnie jak wszędzie na naszej półkuli). Właściwie mówię o Smoothie – oferowane tu dwa smaki to te same dostępne w Polsce od 7.50zł (Banan-Truskawka oraz Mango) a tutaj mały za 1.89£ a duży za 2.19£ – różnica więc tak duża jak ta w scenariuszu dwóch kolejnych odcinków serialu Barwy Szczęścia. Może dlatego zdecydowałem się na wersję większą, która dostarcza nieco ponad 300kcal. Co zabawne – aktualnie w McDonald’s w UK dostępne są również Smoothies o smaku Mango&Pineapple i Strawberry&Banana – jak wiadomo te dwie sieci konkurują nie tylko na polu burgerów a ja nie mam zamiaru rozstrzygać kto w smoothiesowej bitwie był pierwszy a tym bardziej kto zwyciężył.

Wracając do bohatera mojej oceny: smoothie to głównie lód (więc woda), sok owocowy i jogurt – w punkcie Burger King w Slough na ulicy High Street jest to realizowane tak, że do stacjonarnego blendera wlewana jest odpowiednia ilość żółtawego płynu (który w mojej opinii jest czymś na kształt skoncentrowanego substytutu jogurtu i soku owocowego) oraz wrzucany jest cały kubek lodu. Kolejno wszystkie składniki są mieszane oraz kruszone na naszych oczach i już po chwili przed nami stoi kubek żółto-pomarańczowego płynu z zaokrąglaną przykrywką, która na środku posiada otwór na grubą, przezroczystą rurkę, którą otrzymujemy w zestawie.

Pierwsze pociągnięcie ze słomki i już przypomina mi się obrazek reklamujący Tropical Mango Smoothie z oficjalnej, amerykańskiej strony Burger King gdzie oprócz cząstek mango spostrzegłem fragmenty ananasa (wtedy zrodziła się teoria, że Burger King i McDonald’s mogą nam podawać to samo, ale to sprawdzę spożywając jeszcze smoothie w McDonald’s) – zdecydowanie wyczuwalna nuta ananasa, którą po chwili przykrywa delikatnie mdłe i słodkie ale nad wyraz znakomite i wyraziste mango. Pociągając dalej ze słomki nie wyczujemy już zbyt wiele ananasa. Jak na mango smak jest bardzo intensywny i dużo bardziej zdecydowany – w porównaniu do owocu wyeliminowano niezdecydowaną, mydlaną nutę i dodano dużo więcej świeżości, soczystości i w rzeczy samej to mango jest dużo bardziej owocowe.
Gładkość struktury jest porażająca, nie brakuje mi tu ani trochę mleczności, jakichkolwiek grudek czy chrupek – wystarczy ten idealnie przemielony lód z sokiem. Słówko smooth, które niestety nie posiada gastronomicznego odpowiednika w polskim języku znakomicie oddaje to z czym mamy do czynienia.VLUU L200  / Samsung L200Podsumowując Tropical Mango Smoothie a w Polsce po prostu Mango Smoothie to produkt warty wydanych na niego pieniędzy – nie orzeźwia co prawda jak wytrawne napoje bezalkoholowe, ale potrafi skutecznie nas ochłodzić i zapewnić dawkę solidnych, soczystych, wyrazistych owocowych doświadczeń.

Nie spodziewajcie się rozcieńczonego soku – nastawcie się na coś o konkretnym smaku a jedyne co w nim złego to możliwy ból zębów wywołany chłodem.

Odnośnie Rockera

Ostatnio wymieniłem maile z obsługą KFC, zaniepokojony tym co dostrzegłem w kryteriach wyszukiwania, które doprowadziły głodnych wiedzy Czytelników na mojego bloga. Oto sprostowanie:

Witam!

Na moim blogu często pojawiają się zapytania o wycofanie Rockera z Waszego menu, a ja aktualnie przebywam poza granicami kraju i nie jestem w stanie tego zweryfikować – czy moglibyście dać znać jak to wygląda? 🙂 Pozdrawiam!

Witam Panie Tomaszu,
Kanapka Rocker była produktem z oferty czasowej, limitowanej i została wycofana z menu w momencie wprowadzenia nowej oferty promocyjnej.

Pozdrawiam serdecznie.

Sprawa niemal jasna – albo niewypał, albo prawdziwy sezonowiec.

Doładowany?

Korzystając z prawdopodobnie niekrótkiego pobytu w UK zajrzałem do punktu KFC, oferującego dania w Drive Thru, który znajduje się na ulicy Farnham Road w Slough, całkiem niedaleko Londynu.
Słyszałem kiedyś, że w mieście mnóstwa Polaków, Pakistańczyków i niemal zerowej populacji Anglików nawet rosół musi być z curry. Coś w tym jest, mało osób odwiedza tu McDonald’s, KFC czy Burger Kinga, mimo tego, że punkty tych sieci funkcjonują już od kilku lat. Rządzą tu lokalne punkty szybkiej obsługi serwujące pakistańskie sosy z baraniną i kurczakiem, samosy czyli coś na kształt muzułmańskich pierogów, shishkebaby, ugrzecznione hamburgery czy ćwierćfunciaki. Jest też kilka restauracji gdzie można zjeść standardowe jak schabowy z kapustą dania polskiej kuchni.

Wracając do samego KFC – lokal jest tak duży jak porcje pożywienia na pokładzie samolotów linii LOT. Za kasą sami Pakistańczycy, za punktem odbioru zamówień sami Pakistańczycy, w kuchni sami Pakistańczycy – nawet gdyby kierownictwo KFC miało taki zamiar to w tej restauracji wieprzowiny nikt nigdy nie da rady wprowadzić, bo wiązałoby się to z wymianą całej załogi.
Zapomnijcie o dolewce – pół litra napoju do zestawu i ani kropli więcej. Nie rozeznałem się do końca w menu, ale moje zwiady wystarczyły na zorientowanie się, że jest ono całkiem inne niż u nas. Zestawy, kubełki – wszystko wygląda tak podobnie jak Cezary Żak i Artur Barciś.
Po namyśle długim jak Hubba Bubba w rolce wybrałem kanapkę (burgera?) o nazwie Supercharger – wydawała się to być standardowa pozycja w menu: sezamowa bułka, podobna nieco do tych w Subwayu, dwa kawałki kurczaka w panierce, ser na kształt cheddara, majonez, sos i sałata.
SuperchargerSupercharger opisany jest na oficjalnej, brytyjskiej stronie KFC w ten sposób: Two mini breast fillets, a tangy sauce, lettuce and cheese all together on a 7 inch toasted sub.
Pierwszy raz nikt mnie nie oszukał – wystarczyło słowo mini by objawić mi prawdę o tych kawałkach piersi kurczaka rodem z Chikkera dostępnego w McDonald’s. Małe i nieforemne. Do tego soczyste, ale niesmaczne. Głównie powoduje to panierka, którą ktoś zbyt długo przetrzymał w rozgrzanym tłuszczu – jednym słowem spalona. Ciemnopomarańczowy sos z drobinkami czerwonych papryczek czy czegoś co ma je imitować przypomina bardzo kompozycję ChilliCheese, którą ostatnio miałem okazję się raczyć w punktach sieci Burger King przy degustacji Long ChilliCheese. Sos w kanapce Supercharger właściwie jest tak tangy jak Hanna Gronkiewicz-Waltz chętna do wydawania pieniędzy z kasy miasta na metro. W mojej opinii to bardziej kwaśno-ostra kompozycja, która zagłusza smak reszty składników…
Właściwie to co miałoby się tam wybijać?
Nieroztopiony ser, który wygląda tak dobrze jak Weronika Rosati bez makijażu? 7-calowa bułka, która swym delikatnym smakiem i mikrą objętością niczego nie zdominuje mimo, że jest miękka i posiada bardzo mi odpowiadającym sezamowo-maślanym aromat? Sałata, której ilość jak i chrupkość balansuje na poziomie otwartej tydzień temu 28g paczki chipsów Lay’s? Majonez, który jest po prostu majonezem?
Po raz kolejny potwierdziło się, że serwis w KFC, nawet bez presji (kolejka była tak długa jak film krótkometrażowy) nie potrafi odpowiednio złożyć kanapki – nie mam pojęcia z czego to wynika, ale znów otrzymałem produkt z tak ułożonymi składnikami jak gdyby ktoś puścił Ona Tańczy dla Mnie na kuchni i wszyscy zaczęli pracować jednocześnie pląsając. Sałata była wszędzie, sos uciekał z kanapki a mięso kurczaka było na krawędzi jak Sylvester Stallone.
Supercharger IIZawinięta w czarny jak zużyty olej silnikowy papierek kanapka dostarcza nam za niecałe 5.00£, 675kcal – przynajmniej według oficjalnej rozpiski KFC, bo w mojej opinii tyle kalorii w tej kanapce nigdy nie było i nie będzie.

Podsumowując kanapka jest odpowiednio choć prosto zestawiona. Nigdy w takich kompozycjach nie brakowało mi fajerwerków w postaci Jalapeno, anchois czy sera pleśniowego. Wystarczy bułka, konkretna ilość mięsa, kilka warzyw i sosy.
W tym przypadku się to jednak nie sprawdziło – bułka, choć nieco płaska jest odpowiednio smaczna i sycąca. Sałata miernej jakości, majonez występuje tu chyba jedynie w niekoniecznej roli zmiękczacza. Całości smak nadaje spalona panierka z nutą przypraw na soczystym kurczaku oraz ostro-kwaśny sos, który lekko wsiąka w bułkę. Sprawia to, że kanapka, która przed pierwszy kęsem zapowiadała się bardzo dobrze, po ostatnim pozostawia niesmak jak pogryzione przypadkiem ziele angielskie albo nawet ziarenko pieprzu. Była szansa na to by z tego prostego pomysłu wyciągnąć jak najwięcej, ale zrobiono wiele by końcowy produkt nie smakował najlepiej.
Aż obawiałbym się spróbować opcji Sweet and Fire skoro standard nie oferuje zbyt udanej kompozycji. Nie czuje się doładowany a tym bardziej super-doładowany.

Małe co nie co

Ostatnimi czasy mnóstwo sieciówek poszło w stronę budżetowych produktów. Nie, nie chodzi mi o rzeczy z przedziału 5-7.00zł, chodzi mi o produkty poniżej 5.00zł. McDonald’s już jakiś czas proponuje całkiem znośne Cheeseburgery (zdarza się, że dwa za 5.00zł), zestawy 2forU czy niedawne 4for2, KFC ma B-Smarty ledwie co poniżej granicy 5.00zł i niewypał jak te z czasów II Wojny Światowej w postaci kosztującego 4.00zł Rockera. Do tej dwójki dołączył ostatnio Burger King ze swoim karłowatym i niesmacznym jak reklamy zimnego Lecha przy Wawelu, Kurakiem.
ITwistVLUU L200  / Samsung L200Kolejnymi przedstawicielami tego nurtu, nawiązującego do pracy u podstaw są ITwisty, oferowane od czwartego czerwca (czyli dokładnie od dnia siedmiotygodniowego powrotu Qurrito) w sieci KFC.
Wygląd na bannerze? Tata Twister, mama Longer. Po domniemanych rodzicach ITwist odziedziczył wygląd (tata) i wielkość (mama). Oczywiście materiały marketingowe przedstawiają go jako cudownego młodzieńca, wręcz dumę rodziców. W rzeczywistości aż tak dobrze nie jest, ale też nie odbiega znacząco od tego co nad kasami w punktach KFC (prawdopodobnie ktoś zapamiętał sobie jak wyśmiany został Rocker).
Nasz bohater ceni się jak przy trasie E7 – niedrogo. 4.00zł w zupełności wystarczą by stać się jego posiadaczem na kilka chwil i zatopić w nim swe zmysły.

ITwist występuje w czterech odmianach smakowych, dla których wspólnym mianownikiem są warzywa – zazwyczaj pomidor pokrojony w kosteczkę oraz sałata lodowa pocięta w paseczki – Stripe z drobiowych piersi i tortilla z jednym wyjątkiem. Zakręcony w tortillę przez pracowników KFC i otulony grubym papierem (od środka matowo bladym a na zewnątrz kolorem odpowiadającym wersji) prezentuje się całkiem nieźle nie licząc rozmiarów, które bardziej przypominają Flipa niż Flapa.
Cztery ITwisty kupiłem w punkcie KFC w Galerii Słonecznej w Radomiu, koszt każdego to, jak wspomniałem wyżej, 4.00zł, za kolejne 1.50zł można dostać je w formie B-Smarta z czego osobiście nie skorzystałem.
Wrzucę na warsztat każdego z nich by przybliżyć Ci, drogi Czytelniku ich charakterystykę wewnętrzną.

Sądzę, że na początek najwygodniej będzie wziąć pod lupę ITwist Classic(326kcal) – w końcu propozycje klasyczne wyznaczają pewne standardy, powinny być ponadczasowe a ich skład nie jest zbyt wymyślny.
KFC na swej stronie internetowej opisuje klasycznego ITwista w ten sposób: soczyste, pikantne polędwiczki z kurczaka, przełożone sałatą lodową i pomidorami, polane sosem majonezowym, zakręcone w tortillę.
Jest tajemnicą Poliszynela, że Stripesy w KFC bywają suche – na szczęście ten tutaj był odpowiednio soczysty, a dzięki panierce chrupiący i rzeczywiście nieco pikantny. Sałata prawie nie chrupka co pewnie wynikało z kontaktu z ciepłymi piersiami… Kurczaka oczywiście. Pomidor w postaci małej kostki sprawdza się dużo lepiej niż ten najczęściej spotykany w kanapkach czyli pokrojony w plastry. Dzięki temu nie sprawia, że wszystko płynie jak po oberwaniu chmury a dodaje nieco kolorytu i uroku, choć jego smak jest płaski jak ostrze noża. Tortilla mimo tego, że nim nie jest, bardzo przypomina pszenny placek, w którym podawany jest McWrap dostępny w sieci McDonald’s – może jest bardziej aromatyczna i mniej klei się do zębów, ale również jest jedynie niezbędną, podobnie zapychającą otoczką. Sos majonezowy sprawia, że całość nie wydaje nam się tak bardzo sucha, choć soczyste polędwiczki i pomidor już o to się zatroszczyły. Jego smak opiera się na głównej nucie majonezu i pobocznym aromacie przypraw – jak zazwyczaj w przypadku tego typu sosów porywają jak kolejny odcinek Barw Szczęścia.
Całość to rzeczywiście klasyka bez udziwnień – smaczny Strip, standardowe warzywa i nudnawy sos, zamknięte w tortilli.
Klasyk może i nudny jak W Pustyni i w Puszczy, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Interesującą propozycją wydał mi się ITwist Ser(?kcal) – sądziłem, że jest to po prostu Classic z serem, ale pomyliłem się jak Leo Messi w swoim zeznaniu podatkowym. KFC opisuje go tak: soczysty strips ze świeżymi warzywami i sosem serowym.
Także mamy tu interesującą kwestię serowego sosu. Jak przekonałem się później w każdym ITwiście Strip był bardzo soczysty i delikatnie pikantny (Hot&Spicy). Wspomnieć też należy, że niezbyt różniły się one wielkością i odpowiadały gabarytom kokonu z tortilli, w który były zawinięte.
Tortilla i warzywa standardowe czyli pomidor w kostkę i sałata w paski – dokładniej opisane wyżej, uważny Czytelniku.
Także jedyne co pozostaje mi do opisania to sos serowy – dosyć gęsty, o lekko pomarańczowym zabarwieniu i wyczuwalnej na języku strukturze.
Znacie smak Cheetos Ser? Ten jest bardzo podobny – lekko śmierdzący, nieco syntetyczny aromat sera w połączeniu z gęstym płynem na pewno nie zasmakuje każdemu. Jak dla mnie swój test zaliczył na trzy z plusem – ani mnie nie zachwycił, ani nie zranił. Me uczucia pozostały obojętne wobec jego zalotów.
Serowy może i bezpłciowy jak Dzieci z Bullerbyn, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200
VLUU L200  / Samsung L200Trzeci ITwist jakiego sprobowałem to Ananas(278kcal). Soczysta polędwiczka ze świeżymi warzywami, dwoma rodzajami sosów, w tym ananasowym – tak opisywany jest na oficjalnej stronie KFC. Od razu na wstępie przyznaję się i wybaczcie mi ignorancję godną Joanny Muchy – nie wyczułem w smaku drugiego sosu.
Na zewnątrz aromatyczna, zapychająca tortilla, zawinięta u dołu jak domek ślimaka. Wewnątrz typowy soczysty Strip, warzywa z tej samej parafii co w każdym inny ITwiście, sos, którego nie wyczułem i sos ananasowy. Niezbyt gęsty i jasny. Smakiem przypominający sałatkę na słodko Babci Janinki – dobrze wyważony między byciem nieprzesadnie słodkim a dodającym odpowiednich walorów smakowych. Może powiew Hawajów?
Ananasowy może i słodki jak Karolcia, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200

Dzięki niebiosom ostatni wybrany randomowo ITwist to Papryka(252kcal). Czemu tak się cieszę, że był ostatni? Z tego powodu iż był bardzo pikantny i moje kubki smakowe zatraciłby zdolności rozpoznawcze jak głowa po uderzeniu obuchem gdybym wybrał go jako pierwszego, drugiego lub trzeciego. KFC opisuje ten produkt w taki sposób: Soczysty strips ze świeżymi warzywami, sosem paprykowym w pomidorowej tortilli.
Lecz to zdecydowanie zbyt mało informacji – należałoby dodać, że sos paprykowy jest dosyć ostry, a tortilla ma odmienny kolor.
Tak, bo to co wyróżnia tego ITwista spośród pozostałych to kolor tortilli, która wygląda jak gdyby komuś w fabryce wypadło drugie śniadanie w postaci zupy pomidorowej albo puszki z rybą w pomidorach i wpadło do gara z tortillową masą. Zawinięty w papier koloru hiper-fiolet może nieco zmylić swoją nader wysublimowaną powierzchownością, ale nie na długo, bo tylko do pierwszego kęsa – wtedy ujawnia swoje prawdziwe oblicze.
Aromatyczna, zdecydowanie lekko pomidorowa w smaku i aromacie tortilla kryje, jak już uważny Czytelniku wiesz soczysty Strip w chrupiącej i lekko pikantnej panierce, kilka drobinek pomidora oraz paski sałaty. To co nadaje dzikości i zadziorności to pomarańczowy sos z czerwonymi drobinkami, prawdopodobnie ostrych papryczek. Niechybnie ktoś potraktował jego kadź tabasco, a przynajmniej tak właśnie on smakuje. Główna nuta to tabasco, gdzieś na drugim planie jest tabasco a w tle tabasco. Dosyć ostry, w mojej opinii można było uszczuplić go o pewną ilość… Tak, tabasco lub czegoś na jego kształt.
Paprykowy może i ostry jak Ferdydurke, ale za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Ogólna konkluzja wygląda następująco: skoro za 4zł dostajemy minitiwistera, a zdaje sobie sprawę, że jest mnóstwo osób, które mimo często niemal na wpół surowej tortilli tę pozycję w menu KFC uwielbiają, skoro przy takim wydatku mamy w środku soczystego i chrupiącego Stripesa o niebanalnym smaku, skoro za taką cenę dokładają nam dosyć dobrej jakości warzywa i skoro przy tak małej wydanej kwocie przy kasie mamy tyle wariantów do wyboru gdzie każdy znajdzie coś dla siebie i lekko się zasyci to mimo, że klasyk może być nudny, serowy wydaje się nie mieć ognia, ananasowy może jest i za słodki a paprykowy zbyt ostry to za 4.00zł taki poziom zasycenia i smak przyjmuję w ciemno.

Qurrito wraca!

Co może skuteczniej przyciągnąć spożywających niż powrót dawno wyrzuconego z menu, ale owianego legendą smakołyku?
Powrót tego smakołyku za darmo.
Taką taktykę zastosowała sieć KFC przy wprowadzaniu (na kolejne siedem tygodni, począwszy od dziś) ponownie Qurrito – produktu, którego powrotu do oferty amerykańskiej sieci żądały całe miasta, wsie, państwa, fanpage na Fb, morza, góry, lasy, doliny, ludzie wszystkich zawodów, nacji… I chyba jedynie kurczaki nie są szczęśliwe z jego powrotu.
No dobrze, trochę mnie poniosło, ale nie było postu na fanpage’u KFC by choć w jednym komentarzu ktoś nie domagał się powrotu Qurrito czy linkował do całej strony poświęconej walce o jego ponowne wejście do menu.
Dziś o 11:00 w każdym punkcie sieci KFC wymawiając magiczne jak czary Davida Copperfielda hasło Qurrito można było otrzymać porcję tego produktu za darmo. Niestety dotyczyło to jedynie dziesięciu pierwszych szczęśliwców, koczujących, mających szczęście lub obdarowanych łaską i wcześniejszą informacją od pracowników KFC.

Czy ja to rozumiem?
W pewnym sensie tak, ale jestem jedną z tych osób, które tego fenomenu nie mogą dotknąć bezpośrednio gdyż nigdy Qurrito nie jadłem i teraz zastanawiam się czy wykrzyknik postawiony w tytule był słuszny(?)
Nie jadłem, więc nawet nie ma pojęcia co jest w środku, a KFC na swojej stronie ma, jak zazwyczaj, tak wiele informacji o nowościach jak Ewa Kopacz dobrych pomysłów. Z tego co widzę w materiałach marketingowych to coś na kształt tortilli (spód i wierzch), która wypełniona jest kurczakiem, serem i czerwonym sosem (mam nadzieję, że nie jest to zwykły ketchup)… Wartości odżywczych jak na razie również nie podano, gdyby się to zmieniło to postaram się uzupełnić tekst, a pewnie dowiem się tego w krótszym czasie gdy zapytam kogoś przy kasie.

Także nadszedł ten moment – jadę na Qurrito.

Dzień później…

Wyjście na Qurrito nieco się przedłużyło, ekhm…
Także wracając do tematu: niedługo przed zamknięciem KFC w Galerii Słonecznej w Radomiu zamówiliśmy wraz z towarzyszem spożywania dwie porcje Qurrito i jednego iTwista (nowość w KFC – coś pokroju Twistera zmniejszonego o połowę) – miał być Ser, ale otrzymaliśmy wersję Classic.
Od wczoraj na stronie internetowej pojawił się już opis Qurrito, brzmiący następująco: Cztery trójkątne kawałki: sos BBQ, kurczak i ser Cheddar, zgrillowane w tortilli. KFC szumnie jak brzozy na wietrze ogłasza też, że tylko do Qurrito można otrzymać dip za 1.00zł. Sądziłem, że jest to jakiś specjalny, okazjonalny sos, tylko i wyłącznie do tego produktu, ale okazuje się, że do wyboru mamy jedynie standardowe dipy, na przykład BBQ, co wydaje mi się mieć tyle sensu co podwójna surówka w kebabie, bo tego sosu w Qurrito jest dosyć dużo, ale o tym za chwilę. Tak czy inaczej za dodatkową złotówkę możemy otrzymać inne sosy, by polać nimi tortillę.
O ile opis jest już na stronie internetowej amerykańskiej sieci, o tyle nawet we wspomnianym punkcie nikt nie był w stanie mi powiedzieć ile kalorii ma porcja Qurrito.

Powracając do opisu – produkt podawany jest na tekturowej, laminowanej, białej tacy z wyciętymi, okrągłymi dziurami jak w żółtym serze, ale maszynowo, regularnie. Schowany w papierowo-foliowym rękawie z kilkoma napisami, głoszącymi, że KFC nie podaje mięsa mrożonego, mielonego i przetworzonego (o, fajnie). Coś o recyklingu z drugiej strony opakowania, o sekretnym zestawieniu jedenastu przypraw od Sandersa i tego typu marketingowa papka pokroju kaszki manny z małą ilością mleka.
VLUU L200  / Samsung L200Bardziej tym razem interesowało mnie to co w środku. Zawinięta po najdłuższej cięciwie (tak zwanej średnicy) tortilla przy pierwszym kontakcie uderza nas po nozdrzach spalenizną jak to czasem bywa z pizzą przy mało wprawnej osobie obsługującej piec. Po chwili efekt ten ustępuje i placek wydaje nam się bardzo ładnie wypieczony – miejscami ciemniejszy, miejscami jaśniejszy – niemal jak prawdziwa tortilla pieczona na kamieniu w Meksyku. W środku ciemny sos BBQ z jasnym, startym na drobno serem Cheddar oraz pociętymi na kawałki stripesami czyli polędwiczkami z piersi kurczaka w sekretnej panierce Kentucky Fried Chicken tworzą całość o pięknym, żółto-bordowym kolorze i strukturze podobnej do początków zaczyniania ciasta na racuchy.
Dwa wewnętrzne kawałki są najkonkretniej wypełnione nadzieniem, a z kolei dwa zewnętrzne są większe – trzeba brać to pod uwagę gdybyśmy mieli podzielić się Qurrito z towarzyszami spożywania. Nie zważając na strukturę, a napawając się cudowną barwą wnętrza ukrytego w tortilli zabrałem się za pierwszy od prawej kawałek.

Pierwsze wrażenie? Smaczna, lekko chrupiąca, odpowiednio wypieczona, niezbyt gruba (choć to na plus) tortilla i mięciutkie wnętrze, które niesie ze sobą głównie smak sosu BBQ. Stripesy stoją na standardowym poziomie, nie są na szczęście zbyt suche, jak to często bywa w punktach tej sieci, posiadają chrupiącą panierkę, która nie przyjęła zbyt dużej ilości oleju a pod nią są kruche i smaczne. Cheddar bardzo dobrze się tu dopasował, ale tylko smakiem. W mojej porcji nie rozpuścił się do końca i nie ciągnął jak południowoamerykańskie telenowele. Prawdopodobnie ktoś zafundował mu zbyt krótkie wakacje w ciepłych obszarach kuchni lokalu. Nie zmienia to faktu, że nawet nieroztopiony ser, pyszne, soczyste stripesy i smaczna tortilla razem wzięte nie są w stanie zmienić tego, że dominuje tu, rządzi i dzieli sos BBQ – lekko pikantny, z odpowiednią ilością koncentratu dymu wędzarniczego, mocny i smaczny. Naprawdę mało jest tak konkretnych i wyrazistych sosów w sieciówkach, dlatego też ten, obok sosu słodko-kwaśnego, orientalnego, azjatyckiego (różnie bywa on nazywany) najczęściej ląduje jako dodatek do Kubełka Classic.
Jako całość na pierwszym planie jest właśnie mocny sos BBQ, uzupełniony, przyprawowo-korzennym smakiem panierki, mleczno-kremowym serem i płaskim smakiem kukurydzianego placka. Bardzo udana kompozycja.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Podsumowując: płacąc 8.90zł za samo Qurrito lub 15.50zł za zestaw z frytkami i dolewką czy nawet dokładając 1.00zł za sos – nie najecie się. Jest to danie pełne smaku BBQ, chrupania tortilli, soczystości stripesów oraz aromatu sera i głównie dla tych atrybutów można go skosztować. Jest rzeczywiście bardzo smaczne i teraz już nieco rozumiem zażartość walki o jego powrót. Pewnie najbliższe siedem tygodni będzie bardzo szczęśliwe dla wszystkich, którzy na to czekali. Dla mnie to kolejny dowód na to, że podając klientom coś smacznego za przyzwoitą cenę (nie licząc zdzierstwa w zestawie) nie pozwolimy im się najeść, ale tak to już w życiu bywa, że trzeba iść na kompromis w pewnych kwestiach a marketingowcy z sieciówek wiedzą to doskonale.

Cieszcie się ci, którzy czekali i próbujcie ci, którzy jeszcze nie spróbowali – póki czas!

Kurak

Witam Panie Tomaszu,

Dziękujemy za nadesłaną wiadomość.
Kurak to kanapka niedostępna w stałej ofercie Burger King Polska, jest ona na razie testowana w kilku restauracjach.

Zachęcam do śledzenia naszego fanpage na Facebooku www.facebook.com/burgerkingpolska, gdzie z pewnością będziemy informować o wszelkich nowościach.

 Pozdrawiam serdecznie

Taką odpowiedź otrzymałem gdy chciałem uzyskać nieco informacji na temat Kuraka – małej kanapki, kosztującej 2.95zł, z którą bliskie spotkanie przeżyłem w punkcie Burger King w Złotych Tarasach. Co prawda informacja jest lakoniczna i licząc, że na odpowiedź mailową czekałem trzy dni a na wiadomość od administratorów fanpage’a na Fb czekam już czwarty dzień i nic, to wydaje mi się to tak satysfakcjonujące jak B-Smarty w sieci KFC.
Oczywiście jest to dla mnie jak najbardziej zrozumiałe – amerykańska sieć chroni informacje o nowym produkcie gdyby okazał się klapą pokroju Kebaba z KFC i nie chcieli go wprowadzić do sprzedaży na całym terenie sieci… A jest się czego obawiać, ale to za chwilę.

Nie mam pojęcia w jakich innych punktach Burger King testuje Kuraka, ale na pewno ten proceder nie ma miejsca w Radomiu. A skoro sam King testuje Kuraka to czemu za tak przyzwoitą cenę nie miałbym przetestować i ja tej budżetowej kanapki?
Także do dwóch burgerów Big King XXL (jeden z dodatkowym patty, czerwona cebulką zamiast białej, sosem BBQ oraz prażoną cebulką, a drugi jedynie ze zmienionym kolorem cebuli z białej na czerwoną) zamówiłem Kuraka, który musiał być chyba wnoszony z zaplecza, przynajmniej tak to z mojej perspektywy wyglądało.
Kanapka standardowo zapakowana w papier, który bez trudu rozwinąłem i oto co ujrzałem w środku:
KurakKurak III

Lekko tostowana, miękka bułka, bez wyraźnego aromatu czy smaku – na pewno mniej smaczna niż ta w Rockerze czy Cheeseburgerze, którego można nabyć w sieci McDonald’s. Kilka krążków białej cebuli, która przyjemnie chrupie i jest dosyć mocna w smaku. Niestety, najbardziej wyczuwalne są pikle (których ilość nie przekracza dotrzymanych obietnic przedwyborczych Platformy Obywatelskiej), które połączono z miernym jak oceny na świadectwie Jolanty Rutowicz ketchupem. W ten sposób w całej kanapce dominuje smak octu, lekko przełamany przez bułkę oraz dodatki, które zawiera ketchup.

O czymś zapomniałem…
A! Mięso! A raczej: „mięso” – bo ten kotlet, placek, blin to w mojej opinii jedynie spłaszczony nuggets. Jego wnętrze ma podobną fakturę – jest białe, porowate, z drobinkami przypraw widocznymi w całej masie. Panierka na pozór robi dobre wrażenie – jest wystarczająco chrupiąca, ale nie posiada jakiegokolwiek smaku (co o jej nośniku również można powiedzieć).

Jako całość Kurak jawi się jako bardzo nieodpowiednio zestawiona kanapka, która może przyciągnąć ceną, ale jedynie za pierwszym razem. Spłaszczony nuggets, który nic nie wnosi do ogółu, bułka bez smaku, cebula, która w pojedynkę nie jest w stanie przeciwstawić się kwaśnemu i octowemu smakowi jaki fundują nam pikle oraz ketchup.
Zawsze warto próbować nowości, ale bądźcie ostrożni, bo jeszcze wprowadzą to na stałe do oferty.