Nowy Kleparz Burger

Podczas ostatniego pobytu w Krakowie na cel obrałem sobie dwa z czterech proponowanych przez Was, drodzy Czytelnicy punktów oferujących burgery.
Już wieczorem w piątek wybrałem się do Moaburger, ale o tym lokalu napiszę prawdopodobnie za kilka dni.

Dziś coś co oczarowało mnie jak niejeden utwór grupy Three Days Grace czyli Nowy Kleparz Burger. Propozycję przejścia się tam wysunął Żorż ze Street Food Polska. Mimo, że Kraków znam jak Jan Vincent Rostowski budżet naszego państwa to na pętlę autobusową na Nowym Kleparzu trafiłem dosyć szybko – w pobliżu znajduje się kilka innych budek i właściwie ta jedna, konkretna niewiele różni się od innych. Jakiś czas temu zmieniła podobno właściciela i została przemalowana – efekt? Zajrzyjcie tutaj.

Gdy tylko dotarliśmy z towarzyszką spożywania w rzeczone miejsce zastanowiliśmy się dwa razy czy aby odpowiednio trafiliśmy – tak bardzo niepozorne i mało wyróżniające się to miejsce. Szybki rzut okiem na fanpage na Facebooku utwierdził nas w przekonaniu, że jest to lokalizacja słuszna jak porcje nakładane przez Roberta Makłowicza dla samego siebie.
Przyszedł w ten sposób czas na rekonesans menu, z którego najbardziej interesowały nas oczywiście burgery (bo oprócz nich Pan z budki serwuje hot-dogi, tortille, zapiekanki oraz standardowo frytki i napoje).
Ceny po raz kolejny sprawiły, że na naszych twarzach wymalowała się konsternacja godna minom Johnny’ego Deppa w słynnej roli Jacka Sparrowa z filmowej sagi Piraci Z Karaibów. Przyzwyczajeni do cen burgerów, na które z portfela trzeba wyłożyć banknot z wizerunkiem Bolesława Chrobrego a i czasem to za mało, nie spodziewaliśmy się, że zachwalane przez wiele osób i tanie burgery w Nowy Kleparz Burger, okażą się aż tak tanie.
Kolejnym nasuwającym się, oczywistym właściwie pytaniem był rozmiar tych burgerów (wersja XXL to dodatkowe 6.00zł do standardowej ceny).

Gdy tych dywagacji i niejasności miałem już dość bardziej niż oglądania w akcji polskiej reprezentacji w piłce nożnej po prostu podszedłem do okienka i zamówiłem standardowego burgera z bekonem i serem dla towarzyszki spożywania a dla siebie (skuszonego wizją smaku papryczki jalapeno jak wycieńczonego podróżnika fatamorganą na pustyni) Burgera Na Ostro, w wersji XXL z dodatkowym boczkiem i serem.

Dosłownie kilka chwil, smużek dymu, przejeżdżających autobusów, przechodzących osób i skromnych fal zachęcającego zapachu dzieliło nas od przyjęcia zamówienia i zadomowieniu się przy jednym z dwóch stolików (oba ogrodowe – jeden drewniano-stalowy a drugi biały, z tworzywa sztucznego – co należy nadmienić, bardzo czyste) do jego odebrania.

Dwa burgery przybyły dla nas w tackach wykonanych ze spienionego polistyrenu. Po ich otwarciu zaskoczenie niemal tak spore jakie informacje o pedofilii wśród księży wywołują w Watykanie. Może o tym wspomnę w podsumowaniu, w tej chwili zajmę się analizą ich smaku.
VLUU L200  / Samsung L200Burger standardowy z serem i bekonem (7.50zł) prezentuje się rewelacyjnie – bułka jest krągła, ma bardzo ładny, niemal pomarańczowy odcień, mięso i dodatki są świetnie widoczne (choć nie mogę powiedzieć, że mają chęć uciekać z kanapki jak Struś Pędziwiatr przed Wilusiem E. Kojotem), a boczek był jak żywcem wyciągnięty z filmów Food Porn – zdawało się, że mówi: weź mnie!
Wnętrze kanapki to coś czym chętnie zająłbym się w niemal każdej wolnej chwili i to nie tylko teoretycznie – jak teraz.VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Zacznijmy od warzyw – chrupiąca sałata (prawdopodobnie lodowa) niczym specjalnym się nie wyróżniała, za to nadrabiał pomidor, którego solidny plaster wylądował w kanapce – mało wody a dużo miąższu sprawiło, że nie podchodziłem już tak sceptycznie do tego dodatku. Ogórek to po prostu pikle, pokrojone w dosyć cienkie, karbowane plasterki – nieprzesadnie raczyły nas octowym smakiem – właściwie były na tyle delikatne, że w całości niekoniecznie miały chęć się wybijać. Cebulka to dla mnie nieco zagadka – jej paseczki były tak cienkie i delikatne iż gotów bym sądzić, że to raczej jej wersja w deseń dymki czy odmiana pokroju szalotki a nie regularna cebula w dużych bulwach. Prezentowała się bardzo interesująco a do ogółu wnosiła nieco cebulowego posmaku, ale nie na tyle by zagłuszyć to co najważniejsze.
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200Ser to prawdopodobnie znośnej jakości ser żółty (raczej nie topiony), który ciągnie się przyjemnie póki nie stężeje – niestety ten moment nadchodzi tak szybko jak nieubłagana zima.
Najistotniejszymi w tej kompozycji uznałbym boczek i mięso czyli konkretną dawkę białek i tłuszczów. Pierwszy z nich świetnie wysmażony, niemal chrupiący, jednak w ogóle niesłony i niepozbawiony smaku prawdziwego boczku. Tego z foodtrucka Dobra Buła nie przebija, ale sądzę, że uplasowałby się wysoko w moim zestawieniu najsmaczniejszych boczków.
W grillowanej wołowinie znalazłem z kolei fragmenty ziół i to chyba dzięki nim była ona tak aromatyczna, że po przegryzieniu i uruchomieniu w większym stopniu zmysłu powonienia atakowała nas przyjemnym aromatem, bardzo dobrze podkreślającym smak samego mięsa, które ogólnie rzecz biorąc nie było zbyt intensywnie doprawione co mnie osobiście bardzo odpowiada. Dosyć mocno wysmażony burger skrywał jednak ogniska surowego mięsa co jak najbardziej uznaję za plus, choć nikt mnie o stopień wysmażenia nie pytał.
Niemal na sam koniec pozostaje kwestia sosu czosnkowego i bułki – ten pierwszy o dobrze dobranej konsystencji towarzyszka spożywania określiła jako: idealnie komponujący się z całością i podkreślający smak, któremu i tak niewiele brakowało już do doskonałości.
Z tego co się orientuję Nowy Kleparz Burger nie wypieka bułek na własną rękę a korzysta z takich, które nabywa po prostu od dostawców. Powiem jedno: oby z takich bułek korzystano przy większości marnych jakościowo burgerów to ich wartość smakowa wzrosłaby kilkukrotnie – miękka, pszenna bułka, nieco podobna do swoich odpowiedników spotykanych w McDonald’s. Posypana sezamem nie odznacza się zbyt intensywnym aromatem za to smakiem i strukturą powinna zadowolić każdego – nie przesiąka i nie rozpada się po kilku kęsach.

Burger Na Ostro, który wylądował w moich dłoniach to bardzo podobna kompozycja ze standardowych składników oferowanych przez Nowy Kleparz Burger z dodatkiem papryczki jalapeno i ostrego sosu (15.00zł). Na swoje potrzeby wzbogaciłem go boczkiem i serem – w końcu miało to być danie niemniej treściwe od dwudaniowego obiadu.
Rozmiar burgera w wersji XXL po otwarciu podobnego, choć większego i odznaczającego się inną barwą pudełka, robi niemałe wrażenie.
Bułka jest dużo bardziej płaska, choć podobnej faktury i koloru. Jej objętość sprawiła, że zrodziły się pewne obawy. Czy wytrzyma próbę konsumpcji wraz z dodatkowymi składnikami?
VLUU L200  / Samsung L200VLUU L200  / Samsung L200

Jeżeli chodzi o analizę sekcji warzywnej to odsyłam wyżej, uważny Czytelniku – w tym buergerze nie znalazłem nic gorszego, lepszego czy innego w tej kwestii. Ser to ten sam wyrób, który ciągnie się póki jego temperatura drastycznie nie spadnie.
Mięsne patty jest równie aromatyczne i odpowiednio wysmażone, choć nieco bardziej płaskie niż w wersji standardowej (jak gdyby waga była podobna, ale objętość i forma różne). Boczek po raz kolejny wygląda jak dzieło sztuki (niekoniecznie kulinarnej) a smakiem mógłby obdzielić niejeden plaster podrzędnego bekonu.
Dobry człowiek z budki nie pożałował tego co tę wersję ma wyróżniać od innych czyli ostrego sosu i jalapeno.
Pierwszy z tej dwójki o kolorze świeżej cegły, wykazuje pewien związek z bazą pomidorową, ziołami i ostrymi przyprawami.
Zielona, ostra papryczka to kwintesencja smaku – kwaskowata i lekko pikantna – dokładnie taka jaką powinna być by dodać kompozycji czegoś więcej niż marnej ostrości marki Tabasko, sygnowanej przez rapera pod pseudnimem O.S.T.R., ale też by jej w żadnym stopniu nie zdominować. VLUU L200  / Samsung L200

Moje obawy niestety około połowicznego czasu spożywania zaczęły się sprawdzać – bułka nie wytrzymała naporu składników, odezwała się jej płaska, cienka, zdradziecka natura i od tamtej pory bardziej martwiłem się o to by więcej składników wylądowało w mojej jamie ustnej niż na tacce. VLUU L200  / Samsung L200Nie zmienia to faktu, że pierwszy ze spożywanych burgerów to kompozycja jak najbardziej klasyczna i udana – bez udziwnień, za to z mnóstwem konkretów. Wersja XXL kanapki Burger Na Ostro to przede wszystkim smak papryczek jalapeno oraz wołowiny a dodatkowo niezapomniane wrażenia przy rozpadającej się bułce, niemal tak silne jak bass wydobywający się z tylnej części czarnego wozu marki BMW. To co zawodzi w tym burgerze to kombinacja sosu i papryczki – choć wydaje się, że powinny do siebie pasować, w mojej opinii gdzieś się rozmijają i są od siebie niemal jak oderwane.

Podsumowując: Nowy Kleparz Burger to propozycja dla tych, którzy mają blisko bądź daleko, dla tych którzy maja więcej i mniej pieniążków, dla tych którzy są młodzi i dla tych, którzy już młodzi nie są.
Jeżeli szukasz burgera, który podany z niepozornej budki Cię zaskoczy a w niektórych przypadkach wręcz oczaruje to wybierz się na pętlę autobusową na Nowym Kleparzu. Właściwie te burgery mogłyby być kolejnymi plackami, w których znajdziemy nudne warzywa, ketchup, majonez i kotlet drobiowy z Biedronki, ale czuć, że w tym miejscu ktoś wkłada serce, zajawkę i mnóstwo pozytywnej energii by cudowną ręką (niemal jak ta Diego Maradony z 1986r.) sprawić, że to nie będzie kolejny, zwykły burger z budki. Czuć, że ta osoba chce nam sprawić przyjemność smakiem tej kanapki (już nie mówiąc o cenie).
Jest to też znakomita opcja dla tych osób, które duże burgery (jak na przykład gigantyczne kanapki w Moaburger) odrzucają i chciałyby skoczyć na smacznego, ale dużo mniejszego burgera, przez którego nie będą musiały opuszczać czterech kolejnych posiłków.
Dodatkowo kwestia cen: 6.00zł za smacznego, świeżego i autorskiego burgera to naprawdę niewiele, a hot-dog nie przekraczający granicy 4.00zł w Radomiu na dworcu PKP był przeze mnie widziany chyba ostatni raz przed Chrystusem – jest do tego z czego wybierać. Gdyby były droższe, powiedziałbym, że są bardzo dobre, ale w tym przedziale cenowym ocierają się o notę rewelacyjne.

Wrzucając tacki do kosza na śmieci serdecznie podziękowaliśmy za tę lekcję z cyklu Jak karmić smacznie i tanio? a na pytanie: czy smakowało? chyba sami wiecie, drodzy Czytelnicy co odpowiedziałem.
Polecam i na pewno tam wrócę.

Ocena od żółwia: mocna czwórka (w skali 1-5).
4jpg

 

Reklamy

Roadhouse Classic

Monopoly, Monopoly… Otrzymuję przy kasie dosyć ładne kupony i tak naprawdę chodzi chyba tylko o to by przyciągnąć klientów, bo wartościowych nagród zbyt wiele nie jest.
Choć Big Maca mógłbym wygrać – byłoby mi miło jak zdrapać dwa złote na kolejną zdrapkę.
Tak czy inaczej nic nie przyciąga mnie do sieciówek skuteczniej niż nowości w ofercie, a tym razem była nią kanapka Roadhouse Classic, nazwą przypominająca niedawne Stars Of America (pol. Gwiazdy Ameryki), które przekonały mnie do siebie jak Donald Tusk swoim expose.VLUU L200  / Samsung L200Kanapka dziś około pory transmitowania Hejnału z Wieży Mariackiej w radiowej Jedynce została zaprezentowana na fanpage’u firmy McDonald’s na Fb. Wyglądem bardzo przypomina burgera New York Beef Classic. Występuje ona w ofercie sezonowej, więc niektórzy już jakiś czas temu mogli mieć okazję by raczyć się jej smakiem.

Roadhouse Classic, który został zamówiony w położonym ściana-w-ścianę ze stacją benzynową punkcie sieci McDonald’s na ulicy Wernera w Radomiu, pod stale dziś płaczącym niebem, składa się z: sezamowej bułki, dwóch soczystych kotletów wołowych, chrupiących plasterków bekonu i sera Cheddar, a do tego prażonej cebulki, sałaty i czerwonej cebuli. Nie mam pojęcia czemu nie wspomniano o sosie…
To znaczy miałem na myśli to, że przed zamówieniem tego nie wiedziałem, ale po kilku pierwszych kęsach zorientowałem się w sytuacji – o tym za chwilę.
Sama kanapka to koszt 11.90zł a McZestawu Powiększonego 19.30zł, więc jak na standardy w tej sieci, jeżeli chodzi o ceny to dosyć dużo. Do samego burgera otrzymuje się dwa kupony Monopoly a do zestawu sześć.

Kanapka na pierwszy rzut oka wygląda bardzo schludnie i smacznie. Wyżłobienia na górnej części bułki dodają jej uroku jak te chociażby na Steahousie. Wszystko jest tak szczelnie zamknięte i wysokie jak Jarosław Kaczyński, że ciężko dostrzec na pierwszy rzut oka to co znajduje się w środku. Roadhouse Classic wyróżnia się zapachem spośród innych kanapek jak kolejna sztacheta w płocie – lekko słodki aromat ciepłej, tostowanej bułki z nutą tego co w środku, głównie odpowiednio spreparowanej wołowiny – czyli to czym pachnie większość burgerów w sieciówkach.
Bułka to ten sam produkt, który znamy/nie znamy z New York Beef Classic i Steahouse’a. Dosyć miękkie, ale suche sezamowe pieczywo, które mi osobiście smakuje. Tym razem trafiłem na jej niespłaszczoną, pulchną jak Magda Gessler wersję. Boczek (ups, bekon) jak zwykle określany mianem chrupiącego przez marketingowców po raz kolejny taki nie jest. Tym razem lekko gumowaty, ale wystarczająco miękki, nie dominujący w smaku kanapki, choć wyczuwalny. Posiada dosyć wyraźny aromat dymu wędzarniczego i smak wieprzowiny uwypuklony przez podsmażenie połączone z uprzednim soleniem. Oba, zaopatrzone od spodu w ser cheddar, burgery są soczyste jak orzechy kokosowe z zewnątrz. Standardowo łykowate, lekko doprawione i jedyne co wnoszą do kanapki to konkretną dawkę białka i kalorii niestety nie idące w parze ze smakiem. Do sera jak zazwyczaj nie mam zastrzeżeń – odpowiednio roztopiony, smaczny, o wyrazistym aromacie, niestety gdzieś zagubiony w całym Roadhousie z powodu innych składników. Czerwona cebula tym razem mnie zawiodła – zawsze mówiłem o niej jako o cudownym dodatku, który dodaje uroku, kolorytu, ale nie zagłusza tego co najważniejsze – w tym przypadku czerwona cebulka nie była delikatna, była jak z piekła rodem i bardziej przypominała jej białą krewniaczkę niż samą siebie. A propos krewniaczek cebuli – tej prażonej zabrakło przebicia. Zalana sosem nie potrafiła rozwinąć skrzydeł swego aromatu oraz chrupkości a szkoda. Jednym co najgorsze w tej kanapce to sałata – miękka, wątła, o mocno zielonym kolorze, przygaszona atakiem wysokiej temperatury zafundowanym przez burgery. Zielone placki tej oklapniętej roślinki sprawiały, że musiałem wyglądać jak postać z obrazu Krzyk Edwarda Muncha, gdy tylko ujrzałem jaką zbrodnię na niej popełniono. I tak przeszliśmy do sedna, ale nie w tym pozytywnym kontekście – sos.
Czy ktoś w McDonald’s zdaje sobie w ogóle sprawę jak wszystko można spartolić kładąc na spód takiej kanapki z konkretną ilością mięsa tak dużą ilość śmietany zmieszanej z majonezem i tonami pieprzu?
Bo w mojej opinii nie dało się tego zepsuć bardziej a z perspektywy spożywającego ten sos nadaje się najlepiej do smarowania jajek ugotowanych na twardo a nie serwowania w burgerach za kilkanaście złotych.
VLUU L200  / Samsung L200Ogółem w smaku wybija się ostra czerwona cebula oraz niezbyt wyraziste burgery i boczek z lekkim dodatkiem aromatu cheddara. Tak jak atmosferę na wycieczce szkolnej psuje zwracające dziecko tak tu wszystko psuje smak sosu na finiszu.
VLUU L200  / Samsung L200Jak wspomniałem wyżej prażonej cebulki nie wyczuwam niemal w ogóle ani w strukturze ani w smaku burgera a o sałacie wolę nie wspominać.

Podsumowując kanapka Roadhouse Classic, oferowana od kilku dni sezonowo w McDonald’s, jest jednym z najbardziej sycących produktów tej sieci jaki kiedykolwiek jadłem. Brakuje jej jednak polotu, który mógłby zapewnić smaczniejszy, bardziej wyrazisty sos czy lepszej jakości burgery (tak, wiem – wołowina z przedniej ćwiartki)… Mimo tych wszystkich minusów kanapkę uznaje za prawidłowo zestawioną i zjadliwą. Nie odniosłem wrażenia, że jem ją jedynie na zasadzie zapchania żołądka i gdyby nie sos, byłbym dużo bardziej zadowolony po jej spożyciu.
Jeżeli ktoś jeszcze nie próbował, ma zamiar zasycić się jakimś produktem w McDonald’s czy po prostu chce zdobyć dwa kolejne kupony Monopoly to polecam właśnie tę kanapkę.